Страница 23 из 85
Następnego dnia po odkryciu zagłębienia rozpoczęto w nim prace wykopaliskowe. Im głębiej sięgały łopaty, tym więcej odłamków ukazywało się naszym oczom. Trzeciego dnia pracy natrafiliśmy na dużą, owalną płytę, której jaśniejszą stronę pokrywały okrągłe tarcze, wypełnione gęsto drobnymi barwnymi znakami — przywodziły na myśl cyferblaty starych zegarów. Potem wydobyliśmy jeszcze wiele i
Wszystko, co wydobyto z ziemi, nawet najdrobniejsze okruchy, zbierano do specjalnych pojemników, a wieczorem, po powrocie do obozu, oglądano uważnie i poddawano wstępnej selekcji. Dobiegał końca pierwszy tydzień naszego pobytu w osadzie, kiedy wykopano najce
— Chodźcie! Znalazłem!
Wypadliśmy na plac w środku obozowiska i ujrzeliśmy Paula Dalma
— To jest kość! — krzyczał Dalma
Lekarz wyprawy, Vincent von Noort, obejrzał uważnie przedmiot znaleziony przez Dalma
— Masz rację — powiedział. — Kość… Kość ludzka… to fragment piszczeli.
— Wracamy tam zaraz — zarządził Neaketh. — Zabrać reflektory.
Od razu zapomnieliśmy o zmęczeniu, w kilka minut później opuściliśmy obóz.
— Kopałem w kwadracie szóstym — opowiadał Dalma
Dotarliśmy na miejsce. Po kilku chwilach pracy na dnie dołu zobaczyliśmy żebra i kości rąk, później odgrzebywaliśmy dziesiątki drobnych kawałków, wreszcie spod kolejnej warstwy sypkiej ziemi wyłoniła się czaszka. W pierwszej chwili wydała się nam czaszką ludzką — dopiero ochłonąwszy zauważyliśmy długie, walcowate wyrostki nad czołem i wielki, szlachetny kształt owalu kryjącego mózg. Szkielet leżał w dziwnej, skurczonej pozycji, z kolanami podciągniętymi ku brodzie, a ramionami mocno wykręconymi do tyłu. Wśród palców lewej dłoni tkwiła czarna kula.
Sporządziliśmy szkice i zdjęcia, a później przystąpiliśmy do dokładnych oględzin szkieletu. Najbardziej fascynowała wszystkich czaszka, bo wkrótce zdołaliśmy wyliczyć, że pojemność jej puszki mózgowej prawie dwukrotnie przewyższała rozmiary naszych czerepów. Istota, do której należał szkielet, miała około dwóch metrów wzrostu.
Tej nocy nikt nie udał się na spoczynek, czekaliśmy bowiem na werdykt uczonych, wyspecjalizowanych w ocenie wieku kości. Wynik, który uzyskali nad ranem, wprawił wszystkich w bezgraniczne zdumienie — szkielet pochodził sprzed pięciu milionów lat. Upłynęło niewiele czasu, a komunikat o odkryciu zamieściła prasa całego świata — ja byłem dzie
„Sły
Zjawiska, o których pisałem w depeszy, związane były z działaniem znalezionej w dłoni szkieletu kuli. Pierwszy sięgnął po nią Dalma
W tym miejscu kończy się prezentacja znanych mi faktów. Opisałem wszystkie. Dalej są już tylko domysły.
W niewiele dni po wysłaniu depeszy do UPI nad naszym obozowiskiem rozległ się warkot śmigłowców — przestałem być jedynym w tych stronach dzie
I
Zdanie Dalma
Najlepszym rozwiązaniem zagadki byłoby oczywiście odczytanie zapisu (czy to jest rzeczywiście zapis?) zawartego w czarnej kuli, ale to zadanie trudniejsze niż rozszyfrowanie hieroglifów. Nasze poznanie życia starożytnych Egipcjan przyniosło klucz do przeniknięcia tajemnicy wielu znaków ich pisma, a o życiu istoty, której szkielet znaleźliśmy, nie wiemy nic.
Rozważania o treści listu, który zawierała kula, przywiodły mnie do stworzenia własnej teorii, wyjaśniającej losy naszego domniemanego przodka. Pewnego dnia pomyślałem po prostu, że mógł to być praprawnuk, człowiek z dalekiej przyszłości, który zabłądził w zamierzchłą przeszłość.
Krótkie pauzy dzieliły błyski i dźwięki, wydawane przez kulę, na cztery części. Spróbowałem wyobrazić sobie, o czym mówi każda z nich. Wyjaśniam, że nie zamierzałem tłumaczyć listu, a tylko podjąłem wysiłek napisania historii, która — moim zdaniem — może być w nim zawarta.
Kula list
I
Jonasz padł w morze i stanęły wody od burzenia swego. Unosił się na spokojnej powierzchni, po której z rzadka tylko przebiegały gnane wiatrem łaskotliwe fale. Był nagi, ale dookoła czuł uspokajające ciepło. Mgła unosiła się nad wodami, za nią kryły się lądy i sunące ku ich brzegom okręty. Jonasz nie oczekiwał wyłowienia, nie pragnął go nawet, bo przyniosłoby kres leniwemu kołysaniu, a z tym było mu dobrze. Otwarta paszcza wielkiej ryby ukazała się tak nagle, że nim zdążył poczuć strach, mknął już w rwącym strumieniu przez gorącą ciemność. W niszy o ścianach czerwonych i świecących matowym blaskiem siedzieli trzej nadzy mężczyźni.