Страница 16 из 85
Po kilku dniach już chodził po pokoju od łóżka do fotela. Egberg przychodził dwa razy dzie
— Uczyłem się kiedyś z pana podręcznika, profesorze.
— Naprawdę?
— Z tego nowego wydania. Ukazało się, gdy byłem jeszcze studentem.
Molnar pamiętał to wydanie. Wydawca odszukał go po kilku miesiącach poszukiwań. Pamiętał tego przedstawiciela firmy wydawniczej w ciemnym ubraniu, z czarną teczką, z której wyjął przygotowaną umowę, siedzącego przy małym stoliku przykrytym przepalonym gdzieniegdzie obrusem z tworzywa sztucznego. Pot ściekał mu strużkami po twarzy. Wycierał twarz raz po raz wielką białą chustką i do końca nie był pewny, czy siedzi naprzeciw właściwego człowieka, profesora neuroniki, którego podręcznik chce wydać jego firma. Później Molnar otrzymał czek, który w jego warunkach był już bogactwem, i kupił łódź z silnikiem. Łowił potem ryby z własnej łodzi i mężczyźni, z którymi pracował, zazdrościli mu.
— Pamiętam tę książkę — powiedział Molnar. — Gdy ją wydawali, uważałem, że mogliby znaleźć coś lepszego, a na pewno nowszego.
— To był dobry podręcznik — powiedział Dorn. — Dzisiaj jest już inaczej, ale wtedy to było zupełnie dobre. Pan też tak uważa?
— Nie wiem, nie potrafię tego ocenić. Nie potrafiłbym już napisać nawet takiego podręcznika. A co dopiero zrobić coś naprawdę.
— Myślę, że tego się nie zapomina, tak jak pływania czy jazdy na rowerze. Oczywiście nie zapominają ci, którzy robią to, bo jest to jedyna rzecz, którą w życiu chcieliby robić.
— Też tak kiedyś myślałem, a od lat robię co i
— Nie chciałem pana urazić, profesorze powiedział Dorn. — Zresztą pan by to potrafił również teraz.
— Już nie. Jestem za stary. A pan jest zbyt młody, by to zrozumieć.
— Mimo wszystko myślę, że mam rację.
— A może po prostu pan nie ma wyboru.
— Nie rozumiem?
— Cóż pan może i
— Ja… ja nie jestem obiektem. Pracuję tu tylko.
— Ale mieszka pan tutaj i zawsze pan jest.
— Uważam, profesorze, że każdy młody lekarz, który chce coś potem przez całe życie umieć, powinien kilka lat pracować tak jak ja, być zawsze na miejscu, wszystko robić.
— Pan jest lekarzem?! Niech pan nie kpi, młody człowieku. Jest pan eksperymentatorem, najgorszym rodzajem eksperymentatora, jaki istniał kiedykolwiek. Eksperymentuje pan na własnym gatunku, na ludziach, którzy mogliby być pana przyjaciółmi, rodzicami, dziećmi. Przeszczepy mózgów, zmiany osobowości. Człowiek z dnia na dzień przestaje być sobą, drapie się za uchem albo ma pragnienie wtedy, gdy przyciśnie pan klawisz. Odwraca się ze wstrętem od kochanej osoby lub zdolny jest do poderżnięcia jej gardła, gdy pan wykona odpowiedni ruch palcem.
— Pan przesadza, profesorze!
— Nie, ja mówię tylko prawdę, i to całą prawdę. Wszystko, co myślę o tych eksperymentach i ludziach takich jak pan. Nie fałszuję tej prawdy, jak wy to robicie.
Dorn nie odpowiedział. Włożył do kieszeni swego białego fartucha ołówek, który obracał w palcach, i wyszedł.
Będzie się teraz zastanawiał nad tym wszystkim, co mu, powiedziałem — pomyślał Molnar — oczywiście jeśli tacy ludzie jak on w ogóle zastanawiają się nad tym, co robią.
Późnym popołudniem wychodził do ogrodu i póki było jeszcze gorąco, spacerował wąskimi alejkami wśród gęstych krzewów, które posadzono tu wtedy, gdy zbudowano instytut. Gdy upał mijał, kładł się na trawie albo na kamie
— Doktor nie pozwala, co? — zagadnął Josph.
— Sam przestałem palić.
— Mnie na to nie stać. Kiedyś próbowałem. A te są niezłe. Kupuję w miasteczku hurtem, z przemytu.
— Do tego trzeba jeszcze jeździć tam.
— Nie ma pan co żałować. Podła dziura.
— Może pan jeździć dalej. Samochodem nigdzie nie jest daleko.
— Nie mogę, doktor nie zezwala. Wszyscy tu musimy być ciągle na miejscu.
— A on sam jeździ?
— Kiedyś jeździł do rodziny, niedaleko stąd, pięćdziesiąt kilometrów. Teraz i on nie jeździ.
— Dlaczego?
— Nie wiem. Mówią, że rozwiódł się z żoną.
— A naprawdę?
— On mi się nie zwierza — Josph wziął tacę.
— A panu jeszcze się nie znudziło?
— Może trochę. Ale praca dobra. Gdzieś trzeba pracować.
— Ma pan tu sporo pracy.
— Wszystko robię. Sam pan widzi.
— Ma pan wszechstro
— Bez przesady. Raczej zdalne sterowanie i przesyłanie informacji.
Moce nie są tu takie duże. Poza tym do aparatury specjalnej przyjeżdżają z zewnątrz.
— Chciałbym kiedyś zobaczyć tę waszą aparaturę.
— Niestety, to niemożliwe. W tych sprawach mamy ścisłe instrukcje. Jakaś awaria i większość eksperymentów trzeba by powtarzać. Nie mówiąc już o materiale biologicznym, który tutaj jest dość kosztowny. Oczywiście mamy zabezpieczenia.
— Własne zasilanie awaryjne?
— Tak.
— Jasne. Przy niezbyt wielkich mocach to najprostsze wyjście.
Josph popatrzył na Molnara uważnie.
— Mówiono mi, że pan jest neuronikiem.
— Różne rzeczy mówią, ale moja specjalność jest dużo bardziej zbliżona do pana specjalności, niż się to panu wydaje — powiedział nie zastanawiając się nad tym, co mówi. Myślał już o czym i
— Mag… Ma pani chwilę czasu?! — zawołał.
Zatrzymała się niezdecydowana.
— Jedną chwilę… — podszedł do niej.
— Powi
— A może jest pani niezręcznie rozmawiać ze mną tutaj?
— Nie, dlaczego?