Страница 129 из 167
— Siądź — rzekł pan.
Arcykapłan usiadł na posadzce.
— Podobasz mi się — mówił Ramzes. — Masz postawę i fizjognomię Hyksosa, a oni są najwaleczniejszymi żołnierzami mojej armii.
Potem nagle zapytał:
— Ty powiedziałeś Hiramowi o traktacie naszych kapłanów z Asyryjczykami?…
— Ja — odparł Samentu nie spuszczając oka.
— Byłeś uczestnikiem tej niegodziwości?
— Nie. Podsłuchałem tą umowę… W świątyniach, jak w pałacach waszej świątobliwości, mury są podziurawione kanałami, za pośrednictwem których nawet ze szczytu pylonów można słyszeć: co mówi się w podziemiach…
— A z podziemiów można przemawiać do osób mieszkających w górnych komnatach?… — wtrącił faraon.
— I udawać rady bogów — dodał poważnie kapłan.
Faraon uśmiechnął się. Więc przypuszczenie, że to nie duch ojca przemawiał do niego i do matki, tylko kapłani — było prawdziwe!
— Dlaczego powierzyłeś Fenicjanom wielką tajemnicę państwa? — zapytał Ramzes.
— Bo chciałem zapobiec haniebnemu traktatowi, który szkodzi zarówno nam, jak i Fenicji.
— Mogłeś ostrzec kogo z dostojnych Egipcjan…
— Kogo?.. — zapytał kapłan. — Czy takich, którzy wobec Herhora byli bezsilni, czy takich, którzy by mnie oskarżyli przed nim i narazili na śmierć w męczarniach?… Powiedziałem Hiramowi, bo on stykał się z naszymi dostojnikami, których ja nie widuję nigdy.
— A dlaczego Herhor i Mefres zawarli podobną umowę? — badał faraon.
— Są to, moim zdaniem, ludzie słabej głowy, których nastraszył Beroes, wielki kapłan chaldejski. Powiedział im, że nad Egiptem przez dziesięć lat będą srożyły się złe losy i że gdybyśmy w ciągu tego czasu rozpoczęli wojnę z Asyrią, zostalibyśmy pobici.
— I oni uwierzyli temu?
— Podobno Beroes pokazywał im cuda… Nawet wzniósł się nad ziemię… Niewątpliwie jest to rzecz dziwna; ale ja nigdy nie zrozumiem: dlaczego mielibyśmy za to stracić Fenicję, że Beroes umie latać nad ziemią?
— Więc i ty nie wierzysz w cuda?…
— Jak w jakie — odparł Samentu. — Zdaje się, że Beroes naprawdę wykonywa rzeczy niezwykłe, ale — nasi kapłani tylko oszukują, zarówno lud, jak i władców.
— Nienawidzisz kapłańskiego stanu?
Samentu rozłożył ręce.
— Oni mnie także nie cierpią, a co gorsze, poniewierają mną niby z tej racji, że służę Setowi. Tymczasem co mi to za bogowie, którym za pomocą sznurków trzeba poruszać głowę i ręce?… Albo co mi to za kapłani, którzy udając pobożnych i powściągliwych mają po dziesięć kobiet, wydatkują po kilkanaście talentów rocznie, kradną ofiary składane na ołtarzach i są mało co mędrsi od uczniów wyższej szkoły?
— Ale ty bierzesz datki od Fenicjan?
— Od kogóż mam brać? Jedni Fenicjanie naprawdę czczą Seta i boją się, aby nie zatapiał im okrętów. U nas zaś szanują go tylko biedacy. Gdybym poprzestawał na ich ofiarach, umarłbym z głodu — ja i moje dzieci.
Faraon pomyślał, że jednak ten kapłan nie jest złym człowiekiem, choć zdradza tajemnice świątyń. A przy tym wydaje się być mądry i mówi prawdę.
— Słyszałeś co — spytał znowu pan — o kanale, który ma połączyć Morze Śródziemne z Czerwonym?
— Znam tą sprawę. Już od kilkuset lat nasi inżynierowie obrobili ten projekt.
— A dlaczego nie wykonano go dotychczas?
— Gdyż kapłani boją się, aby nie napłynęły do Egiptu ludy obce, które mogłyby podkopać naszą religię, a wraz z nią ich dochody.
— A czy prawda jest, co mówił Hiram o ludach mieszkających na dalekim wschodzie?
— Najzupełniejsza. Od dawna wiemy o nich i nie ma dziesiątka lat, ażebyśmy z tamtych krajów nie otrzymali jakiegoś klejnotu, rysunku czy wyrobu.
Faraon znowu zamyślił się i nagle spytał:
— Będziesz mi wiernie służył, gdy zrobię cię moim doradcą?…
— Służyć będę waszej świątobliwości na życie i śmierć. Ale… gdybym został doradcą tronu, oburzyliby się kapłani, którzy mnie nienawidzą.
— Nie sądzisz, że można ich obalić?…
— I bardzo łatwo! — odparł Samentu.
— Jakiż byłby twój plan, gdybym musiał pozbyć się ich?
— Należałoby opanować skarbiec Labiryntu — wykładał kapłan.
— Trafiłbyś do niego?
— Mam już wiele wskazówek, resztę — znajdę, bo wiem, gdzie szukać.
— Cóż dalej? — pytał faraon.
— Należałoby wytoczyć Herhorowi i Mefresowi proces o zdradę państwa za tajemne stosunki z Asyrią…
— A dowody?…
— Znajdziemy je przy pomocy Fenicjan — odparł kapłan.
— Czy nie wynikłyby stąd jakie niebezpieczeństwa dla Egiptu?
— Żadnych. Czterysta lat temu faraon Amenhotep IV obalił władzę kapłanów ustanowiwszy wiarę w jednego tylko bożka Re Harmachis. Rozumie się, że przy tej sposobności zabrał skarby ze świątyń i
— Kto to pomagał Amenhotepowi? — zapytał faraon.
— Prosty kapłan Ey.
— Ale który po śmierci Amenhotepa IV został dziedzicem jego tronu — rzekł Ramzes, bystro patrząc w oczy kapłanowi.
Lecz Samentu odpowiedział spokojnie:
— Wypadek ten dowodzi, że Amenhotep był niedołężnym władcą, który więcej dbał o cześć Re aniżeli o państwo.
— Zaprawdę, jesteś prawdziwym mędrcem!.. — rzekł Ramzes.
— Do usług waszej świątobliwości.
— Mianuję cię moim doradcą — mówił faraon. — No, ale w takim razie nie możesz odwiedzać mnie po kryjomu, tylko zamieszkasz u mnie…
— Wybacz, panie, ale dopóki członkowie najwyższej rady nie osiądą w więzieniu za umawianie się z nieprzyjaciółmi państwa, moja obecność w pałacu przyniesie więcej szkody aniżeli dobrego…
Będę więc służył i radził waszej świątobliwości, ale — potajemnie…
— I znajdziesz drogę do skarbca w Labiryncie?
— Mam nadzieję, że nim wrócisz, panie, z Tebów, uda mi się ta sprawa.
A gdy przeniesiemy skarb do waszego pałacu, gdy sąd potępi Herhora i Mefresa, których wasza świątobliwość może potem ułaskawić, wówczas za waszym pozwoleniem wystąpię jawnie… I przestanę być kapłanem Seta który tylko ludzi odstrasza ode mnie…
— I myślisz, że wszystko dobrze pójdzie?…
— Życie stawiam!.. — zawołał kapłan. — Lud kocha waszą świątobliwość, więc łatwo go podburzyć przeciw zdradzieckim dostojnikom… Wojsko jest wam posłuszne jak żadnemu z faraonów od czasu Ramzesa Wielkiego… Więc któż się oprze?… A w dodatku wasza świątobliwość ma za sobą Fenicjan i pieniądze, największą siłę na świecie!..
Gdy Samentu żegnał faraona, pan zezwolił mu ucałować swoje nogi i darował ciężki złoty łańcuch tudzież bransoletę ozdobioną szafirami.
Nie każdy dostojnik zdobywał podobne łaski w ciągu całych lat służby.
Odwiedziny i obietnice Samentu nową otuchą napełniły serce faraona.
Gdybyż udało się pozyskać skarb Labiryntu!.. Za drobną jego część można by uwolnić szlachtę od fenickich długów, poprawić dolę chłopów i wykupić zastawione majątki dworskie.
A jakimi budowlami wzbogaciłoby się państwo…
Tak, fundusze Labiryntu mogły usunąć wszystkie kłopoty faraona. Bo i cóż z tego, że Fenicjanie ofiarowują mu wielką pożyczkę? Pożyczkę trzeba kiedyś spłacić wraz z procentami i prędzej czy później oddać w zastaw resztę królewskich majątków. Było to więc tylko odsunięciem ruiny, ale nie zapobieżeniem jej.
ROZDZIAŁ SIÓDMY
W połowie miesiąca Famenut (styczeń) zaczęła się wiosna. Cały Egipt zielenił się wschodzącą pszenicą, na czarnych zaś płatach ziemi snuły się gromady chłopów siejących łubin, bób, fasolę i jęczmień. W powietrzu unosił się zapach pomarańczowego kwiatu. Woda bardzo opadła i co dzień odsłaniała nowe kawałki gruntów.
Przygotowania do pogrzebu Oziris-Mer-amen-Ramzesa były ukończone.
Czcigodna mumia króla była już zamknięta w białym pudle, którego górna część doskonale odtwarzała rysy nieboszczyka. Faraon zdawał się patrzeć emaliowymi oczyma, a boska twarz wyrażała smutek łagodny, nie za światem, który opuścił, lecz nad ludźmi jeszcze skazanymi na utrapienia doczesnego żywota.