Страница 56 из 106
— Prawda jest… ślepy by zobaczył… jeno stanowi szlacheckiemu okrutnie markotno będzie, że wolna elekcja ustanie.
— A co ważniejsze, elekcja czy ojczyzna?
— Wszystko jedno, mości książę, boć to kardynalny fundament Rzeczypospolitej… A cóż jest ojczyzna, jeżeli nie zbiór praw, przywilejów i wolności, stanowi szlacheckiemu przysługujących?… Pana i pod obcym panowaniem znaleźć można.
Gniew i nuda przeleciały błyskawicą po obliczu Bogusława.
— Carolus — rzekł — podpisze pacta conventa[476], jako i poprzednicy podpisywali, a po jego śmierci obierzem sobie, kogo zechcem… choćby tego Radziwiłła, który się z Billewiczówny narodzi.
Miecznik stał przez chwilę jakoby olśniony tą myślą, na koniec podniósł rękę w górę i zakrzyknął z wielkim zapałem:
— Consentior[477]!…
— Tak i ja myślę, że się waść zgadzasz, choćby potem tron dziedziczny w naszej rodzinie miał zostać — rzekł ze złośliwym uśmiechem książę. — Tacyście wszyscy!… Ale to rzecz późniejsza. Tymczasem trzeba, żeby układy do skutku doszły… Rozumiesz waszmość, panie stryjcu?
— Trzeba, jako żywo trzeba! — powtórzył z głębokim przekonaniem miecznik.
— Dojść zaś mogą dlatego, że wdzięcznym jestem jego szwedzkiemu majestatowi pośrednikiem, a wiesz, waszmość, z jakowych przyczyn?… Oto, Carolus ma jedną siostrę za de la Gardie, a drugą, księżniczkę biponcką, jeszcze pa
— Jakże to? — spytał zaniepokojony miecznik.
— Tak, mości mieczniku, że za waszego gołąbka oddałbym wszystkie księżniczki biponckie, razem z księstwem nie tylko Dwóch, ale i wszystkich na świecie Mostów. Jeno mi drażnić szwedzkiej bestii nie wypada, za czym udaję powolne dla ich rokowań ucho; ale niech jeno traktat podpiszą, zobaczymy!
— Ba! to gotowi nie podpisać, gdy się dowiedzą, żeś się wasza książęca mość ożenił?
— Mości mieczniku — rzekł z powagą książę — posądziłeś mnie o nieszczerość dla ojczyzny… Ja zaś, jako prawy obywatel, pytam cię teraz: mamli[478] prawo dla swej prywaty dobro Rzeczypospolitej poświęcić?
Pan Tomasz słuchał.
— Więc co będzie?
— Pomyśl sam waszmość: co ma być?
— Dla Boga, widzę już, że ślub musi być odłożony, a przysłowie mówi: „Co się odwlecze, to i uciecze.”
— Ja serca nie zmienię, bom na całe życie pokochał, a i to trzeba waszmości wiedzieć, że wiernością samą cierpliwą Penelopę[479] mógłbym zawstydzić.
Miecznik przeląkł się jeszcze bardziej, bo właśnie całkiem przeciwne o wierności książęcej miał mniemanie, które i reputacja powszechna potwierdzała, książę zaś jakby na dobitkę dodał:
— Ale masz wasza mość słuszność, że jutra swego nikt nie pewien: mogę zachorzeć, ba! nawet zbiera mi się na jakowąś obłożnicę, bom wczoraj tak zdrętwiał, że mnie ledwie Sakowicz odratował; mogę umrzeć, zginąć na wyprawie przeciwko Sapieże, a co będzie mitręgi, molestowań, zmartwień, tego by na wołowej skórze nie spisał.
— Na rany boskie, radź mości książę!
— Co ja poradzę? — odrzekł ze smutkiem książę — chociaż sam bym rad, ażeby klamka jak najprędzej zapadła.
— Otóż, żeby zapadła… Wziąć ślub, a potem co będzie, to będzie…
Bogusław zerwał się na równe nogi.
— Na świętą Ewangelię! Waszmość ze swoim rozumem kanclerzem litewskim powinien byś zostać. Przez trzy dni i
To rzekłszy, książę wypuścił zdumionego szlachcica z objęcia i wypadł z komnaty.
— Dla Boga! — rzekł do siebie, ochłonąwszy, miecznik. — Dałem taką rozumną radę, że i Salomon by się nie powstydził, a wolałbym, żeby się bez niej obyło. Tajemnica tajemnicą… Wszakże, łam głowę, tłucz łbem o ścianę, nie może inaczej być… Hm! nie może inaczej być! ślepy dojrzy! Bogdaj tych Szwedów mróz ścisnął i wydusił w ostatku!… Żeby nie owe rokowania, to ślub odbyłby się z ceremoniami, jeszcze by cała Żmudź[485] się na weselisko zjechała. A tu do własnej żony mąż musi w wojłokach[486] chodzić, żeby hałasu nie narobić. Tfu, do licha! Nie tak prędko jeszcze Sicińscy popękają, choć Bogu chwała, że ich to nie minie…
To rzekłszy, poszedł do Oleńki.
Książę tymczasem naradzał się w dalszym ciągu z Sakowiczem.
— Tańcował szlachcic na dwóch łapach jak niedźwiedź — mówił Sakowiczowi — ale też mnie wymęczył! Uf! uścisnąłem go za to, aż mu żebra zatrzeszczały, i trząsłem nim tak, iż myślałem, że mu buty razem z wiechciami z nóg zlecą… A com mu powiedział: „stryjcu”, to aż w oczach pęczniał, jakby się całą faską bigosu udławił. Tfu! tfu! poczekaj! uczynię cię stryjcem, ale takich stryjców mam na kopy po całym świecie… Sakowicz! widzę już, jako ona mnie w swojej komnatce czeka i przyjmuje, oczki zamknąwszy i rączęta skrzyżowawszy… Czekaj i ty! wycałuję ja ci te oczki… Sakowicz! weźmiesz dożywociem Prudy za Oszmianą! Kiedy Plaska może tu stanąć?
— Przed wieczorem! Dziękuję waszej książęcej mości za Prudy…
— Nic to! Przed wieczorem? to znaczy lada chwila… żeby to można dziś jeszcze, choćby o północy, ów ślub wziąć. Masz gotową intercyzę?
— Mam. Hojny byłem w imieniu waszej książęcej mości. Birże pa
— Posiedzi w lochu, to się uspokoi.
— Nie trzeba i tego. Jak ślub pokaże się nieważny, to i wszystko nieważne. A nie mówiłem waszej książęcej mości, że się zgodzą?
— Nie czynił najmniejszych trudności… Ciekawym, co ona powie… Jakoś go nie widać!
— Padli sobie w ramiona i z rozczulenia płaczą, a błogosławią waszą książęcą mość, a nad dobrocią i urodą się unoszą.
— Nie wiem, czyli nad urodą, bo jakoś mizernie wyglądam. Ciąglem niezdrów i boję się, żeby ona wczorajsza zdrętwiałość znów nie przyszła.
— Ej, byleś wasza książęca mość ciepła zażywał…
Książę już stał przed zwierciadłem.
— Oczy mam podsiniałe i kiep Fouret brwi mi dziś krzywo uczernił. Patrz, czy nie krzywo? Każę mu palce wkręcić w kurek od muszkietu, a małpę zrobię moim kamerdynerem. Co to jest, że miecznika nie ma?… Chciałbym już do pa
— Plaska nie będzie się wzdragał, to szelma spod ciemnej gwiazdy!
— I ślub da po szelmowsku.
— Szelma szelmę po szelmowsku ożeni.
Książę wpadł w dobry humor.