Страница 20 из 113
— W imię Ojca i Syna, i Ducha!…
A Danusia spytała, podnosząc na niego modre oczki:
— Czego się Zbyszko żegna, kiedy już po mszy?
— Bo przez tę noc tyle ci, piękna pa
Lecz Mikołaj z Długolasu nie lubił, jako człowiek stary, nowotnych[419] zagranicznych zwyczajów rycerskich, więc wzruszył ramionami i rzekł:
— Co tam będziesz po próżnicy czas tracił i o urodzie jej prawił! Skrzat to, któren[420] ledwie od ziemi odrósł.
Na to Zbyszko spojrzał zaraz na niego zawzięcie:
— Warujcie się[421] nazywać ją skrzatem — rzekł blednąc z gniewu — i to wiedzcie, że gdyby wam było mniej roków[422], zaraz bym kazał ziemię za zamkiem udeptać, i niechby przyszła wasza albo moja śmierć!…
— Cichaj, chłystku!… dałbym ci rady jeszcze dziś!
— Cichaj! — powtórzyła księżna. — To zamiast o własnej głowie myśleć, będzie tu jeszcze zwady szukał! Wolej[423] bym była stateczniejszego dla Danusi poszukała rycerza. Ale to ci powiadam, że jeśli chcesz burzyć, chybaj sobie[424], gdzie chcesz, bo tu takich nie trzeba…
Zbyszko zawstydził się słowami księżny i począł ją przepraszać. Pomyślał przy tym, że jeśli pan Mikołaj z Długolasu ma doletniego[425] syna, to tam kiedyś wyzwie go na walkę pieszą lub ko
Odgłos trąb oznajmił, że śniadanie gotowe, więc księżna A
Tak było i obecnie. Zbyszko, stojąc za krzesłem księżny, znalazł się tak blisko Krzyżaka, że mógłby go był ręką dosięgnąć. Jakoż palce poczęły go zaraz swędzić i kurczyć się, lecz to było mimo woli, gdyż pohamował swą popędliwosć zupełnie i nie pozwolił sobie na zdrożną myśl. Nie mógł się jednak powstrzymać od rzucania od czasu do czasu nieco łakomych spojrzeń na łysiejącą nieco z tyłu płową[431] głowę Lichtensteina, na szyję, plecy i ramiona, pragnąc zarazem wymiarkować[432], czyli też wiele miałby z nim do roboty, gdyby się im spotkać przyszło bądź w bitwie, bądź w pojedynczej walce. Wydawało mu się, iż niezbyt wiele, bo choć łopatki Krzyżaka rysowały się dość potężnie pod obcisłą, z szarego cienkiego sukna szatą, był on jednak chuchrakiem w porównaniu do takiego Powały, do Paszka Złodzieja z Biskupic[433], do obu przesławnych Sulimczyków[434], do Krzona z Kozichgłów i do wielu i
Na nich to z podziwem i zazdrością spoglądał Zbyszko, lecz główną uwagę jego zwrócił sam król, który rzucając spojrzenia na wszystkie strony, zagarniał co chwila palcami włosy za uszy, jakby zniecierpliwiony tym, że śniadanie się jeszcze nie rozpoczęło. Wzrok jego zatrzymał się przez mgnienie oka i na Zbyszku, a wówczas młody rycerz doznał pewnego uczucia strachu, i na myśl, że pewno przyjdzie mu stanąć przed gniewnym obliczem królewskim, opanował go okrutny niepokój. Pierwszy to raz pomyślał naprawdę o odpowiedzialności i karze, jaka nań spaść mogła, dotychczas bowiem wydawało mu się to wszystko dalekie, niewyraźne, zatem nie warte troski.
Ale Niemiec ani się domyślał, że ów rycerz, który natarł na niego zuchwale na gościńcu, znajduje się tak blisko. Rozpoczęło się śniadanie. Wniesiono polewkę wi
Lecz Krzyżak, spostrzegłszy wreszcie pomyłkę, sięgnął do kalety[439], a jednocześnie zwróciwszy się do biskupa Kropidły, przemówił do niego kilka słów po niemiecku, które biskup zaraz po polsku powtórzył:
— Szlachetny pan mówi ci tak: — rzekł zwracając się do błazna — dostaniesz dwa skojce[440], ale nie brzęcz za blisko, gdyż pszczoły się odpędza, a trutniów się bije…
Na to trefniś pochował dwa skojce, które mu podał Krzyżak, i korzystając z przysługującej błaznom na wszystkich dworach wolności odrzekł:
— Dużo miodu w ziemi dobrzyńskiej, [441], dlatego ją trutnie obsiadły. Bijże ich, królu Władysławie!