Страница 41 из 84
ONI z wysiłkiem otworzyli drzwiczki i wywlekli ze środka nieprzytomnego Newtona. Umysł Adama zapełniły wizje medali za bohaterskie ratowanie ginących. Natomiast umysł Wensleyda-le'a zapełniły praktyczne rozważania na temat udzielania pierwszej pomocy.
— Nie możemy go poruszać — ostrzegł. — Z powodu połamania kości. Musimy kogoś sprowadzić.
Adam rozejrzał się. Zza drzew przy drodze widać było szczyt dachu. Był do Domek Jaśminowy.
A w Domku Jaśminowym Anathema Device siedziała przy stole, na którym od godziny leżały rozłożone bandaże, aspiryna i różne artykuły pierwszej pomocy.
* * *
Anathema popatrzyła na zegar. Powinien tu przybyć lada moment, pomyślała.
A kiedy już przybył, okazał się nie tym, kogo oczekiwała. Ściślej mówiąc, nie tym, co do którego miała nadzieję.
Miała nadzieję, dość nieśmiałą, że będzie to ktoś wysoki, ciemnowłosy i przystojny.
Newton był wysoki, ale wyglądał na chudego i chorowitego. A choć włosy miał niewątpliwie ciemne, w żaden sposób nie kojarzyły się z ostatnim krzykiem mody fryzjerskiej; była to po prostu masa cienkich, czarnych kosmyków, wyrastających jeden przy drugim ze szczytu głowy. Nie było w tym winy Newtona; w swych młodych latach chadzał co parę miesięcy do fryzjera na rogu, ściskając fotografię stara
To samo dotyczyło garniturów. Jak dotąd nie wynaleziono odzieży, w której wyglądałby na człowieka subtelnego, intelektualistę i która do tego byłaby wygodna. W owe dni nauczył się być zadowolonym ze wszystkiego, co chroniło go od deszczu i jeszcze miało urządzenie pozwalające na noszenie drobnych.
I nie był przystojny. Nawet wtedy, gdy zdejmował okulary[41]. Oraz, jak odkryła Anathema, gdy zdjęła mu obuwie, by go położyć na swym łóżku, nosił dziwne skarpetki: jedną niebieską, z dziurą na pięcie, a drugą szarą, z dziurami na palcach.
Przypuszczam, że oczekuje się po mnie, iż odczuję przypływ ciepłego, czułego, kobiecego czegoś tam, pomyślała. A ja tylko chciałabym, aby je uprał.
A więc... wysoki, ciemnowłosy, ale nie przystojny. Wzruszyła ramionami. Okay. Z trzech rzeczy dwie, to też nieźle.
Postać na łóżku zaczęła się ruszać. Anathema zaś, która z natury rzeczy zawsze patrzyła w przyszłość, stłumiła rozczarowanie i powiedziała:
— I jak się teraz czujemy?
Newton otworzył oczy.
Leżał w sypialni, która na pewno nie należała do niego. Dowiedział się o tym natychmiast z powodu sufitu. Sufit w jego sypialni ciągle jeszcze posiadał model samolotu zwisający na kawałku nitki. Nigdy nie potrafił się zmusić, by to zdjąć.
Ten zaś sufit był po prostu z popękanego tynku. Newton nigdy jeszcze nie znalazł się w kobiecej sypialni, ale że jest właśnie w takiej, domyślił się ze zmieszanych lekkich zapachów. Był tam aromat talku i konwalii, i ani śladu czegoś przypominającego zjełczały odór starych podkoszulek, które zapomniały, jak wygląda wnętrze automatycznej pralki.
Spróbował unieść głowę, jęknął i pozwolił jej opaść na poduszkę. Różową, czego nie mógł nie zauważyć.
— Walnąłeś głową w kierownicę — oświadczył głos, który go przywołał do przytomności. - Ale nic złamanego. Co się stało? Newton ponownie otworzył oczy.
— Wóz w porządku? — zapytał.
— Tak wygląda. W jego wnętrzu jakiś głosik powtarza: Płoszę zapiąć pas.
— Widzicie? - zwrócił się Newton do niewidzialnej publiczności. - Kiedyś wiedzieli, jak się coś takiego buduje. Ten plastikowy lakier prawie nie daje się zarysować. - Zamrugał, spojrzawszy na Anathemę. - Skręciłem, by wyminąć na drodze Tybetańczyka — powiedział. - A przynajmniej myślę, że to zrobiłem. Myślę, że zapewne zwariowałem.
W jego polu widzenia pojawił się ludzki kształt. Miał ciemne włosy, czerwone wargi, zielone oczy i był niemal na pewno rodzaju żeńskiego. Newton próbował się nie gapić. Kształt oświadczył:
—Jeśli nawet tak jest, nikt tego nie zauważy. - Następnie postać uśmiechnęła się. -Wiesz, nigdy jeszcze nie spotkałam tropiciela wiedźm.
— Eee... - zaczął Newton.
Podniosła do góry jego otwarty portfel.
— Musiałam zajrzeć do środka - oświadczyła.
Newton popadł w skrajne zakłopotanie, co nie było u niego niczym niezwykłym. Shadwell wydał mu oficjalne pełnomocnictwo tropiciela wiedźm, które między i
— Prawdę powiedziawszy, to tylko hobby - powiedział żałośnie.
— W rzeczywistości ja jestem... jestem... - nie chciał się przyznać, że kancelistą od listy płac; nie tutaj, nie teraz i nie takiej dziewczynie
— ...inżynierem informatykiem — skłamał. Chcę być, chcę być, w głębi serca jestem inżynierem informatykiem, to tylko mój mózg mnie zawodzi. - Przepraszam, czy mógłbym się dowiedzieć...
— Anathema Device — powiedziała Anathema. Jestem okultystką, ale prawdę powiedziawszy, to tylko hobby. W rzeczywistości jestem wiedźmą. Dobra robota. - Spóźniłeś się o pół godziny - dodała, wręczając mu niewielki kartonik - więc lepiej to przeczytaj. Zaoszczędzi to mnóstwo czasu.
* * *
Prawdę powiedziawszy, Newton był posiadaczem małego komputera osobistego, i to pomimo młodzieńczych doświadczeń. Prawdę powiedziawszy, posiadał cały ich szereg. Były one biurkowymi odpowiednikami Wasabi. Należały do nich takie, które na przykład taniały o połowę natychmiast potem, jak je kupował. Albo lansowane w akompaniamencie ogłuszającej reklamy i popadające w ciągu roku w całkowite zapomnienie. Albo działające tylko, gdy sieje wkładało do lodówki. Albo, jeśli szczęśliwym trafem należały do zasadniczo dobrych konstrukcji, Newtonowi zawsze dostawały się te nieliczne z wczesnej, pełnej ukrytych wad, wersji systemu operacyjnego. Ale nie ustawał w uporze, ponieważ wierzył.
Adam również miał mały komputer. Używał go do gier, ale nigdy bardzo długo. Ładował program gry, przyglądał się jej intensywnie przez parę minut, a potem grał do chwili, gdy licznikowi Wielkiej Wygranej zabrakło już zer.
Kiedy pozostali ONI zdumiewali się tą dziwną umiejętnością, Adam okazywał łagodne zdumienie, że wszyscy nie potrafią grać w taki sposób.
— Wystarczy przecież dowiedzieć się, jak w to się gra, a potem wszystko jest bardzo łatwe - mówił.
* * *
Newton zauważył ze ściśniętym sercem, że większość powierzchni frontowego salonu w Domku Jaśminowym zajmowały gazety. Do ścian poprzyczepiane były wycinki. Fragmenty niektórych z nich były otoczone kółkami narysowanymi czerwonym atramentem. Z niejakim zadowoleniem zauważył wiele z tych, jakie wycinał dla Shadwella.
Z umeblowania Anathema posiadała bardzo niewiele. Jedynym przedmiotem, który uznała za godny trudu przyniesienia tutaj, był jej zegar, dziedzictwo familijne. Nie był to bynajmniej obudowany zegar szafkowy, lecz zegar ście
— Zbudował go mój przodek - powiedziała Anathema, stawiając na stole filiżanki do kawy. - Sir Joshua Device[42]. Może słyszałeś o nim? To on wynalazł tę małą, kiwającą się rzecz,która pozwoliła tanio budować dokładne zegary. Nazwali ją jego imieniem.
—Joshua? - zapytał ostrożnie Newton.