Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 97 из 226

Chyba poczciwą swoją babkę prezesową i jej mało interesujące wnuczki.”

Pa

- Ciotka tak mnie proteguje - rzekła do pa

wszelką nadzieję... Nie podoba mi się to!...

I w jej duszy nieco przyćmił się wizerunek pięknego Kazia Starskiego.

267

Drugi list był od Wokulskiego, który donosił, że będzie służyć o godzinie

pierwszej.

- Na którą kazałaś przyjść Żydom, Floro? - spytała pa

- Na pierwszą.

- Chwała Bogu! Byle o tej porze nie wpadł do nas Starski - rzekła pa

biorąc do ręki trzeci list.

- Jakiś znajomy mi charakter? - dodała. - Czyje to pismo, Floro?...

- Czy nie poznajesz? - odpowiedziała pa

- Krzeszowskiej...

Rumieniec gniewu wystąpił na twarz pa

- Ach, prawda!... - zawołała rzucając list na stół. - Proszę cię, Floro, odeszlij jej

to i dopisz na wierzchu: „nieczytane...” Czego ona od nas chce, ta szkaradna

kobieta!...

- Łatwo możesz się dowiedzieć - szepnęła pa

Nie chcę żadnych listów od tej nieznośnej baby... Pewnie znowu jakaś szykana,

bo ona nic i

albo zresztą zobacz, co pisze... Ostatni raz przyjmę jej bazgraninę...

Pa

obliczu ciekawość ustąpiła miejsca zdziwieniu, a potem zmieszaniu.

- Nie wypada mi tego czytać - szepnęła oddając list pa

„Droga pa

postępowaniem mogłam zasłużyć na niechęć Pani i ściągnąć na siebie gniew

miłosiernego Boga, który tak troskliwie opiekuje się Wami. Dlatego cofam

wszystko, upokarzam się przed Tobą, droga Pani, i błagam, ażebyś mi

przebaczyła. Bo czy nie jest dowód łaski Nieba nad Wami, choćby w zesłaniu

Wam tego Wokulskiego? Człowiek ułomny jak i

Najwyższej Ręki, ażeby mnie ukarać, a Was wynagrodzić. Nie dość bowiem, że

ranił mi w pojedynku męża (któremu również niech Bóg przebaczy wszystkie

podłości, jakich się względem mnie dopuścił), ale jeszcze nabył kamienicę, w

której zgasło moje ukochane dziecko, i pewnie każe sobie płacić duże komorne.

Wy zaś nie tylko patrzycie na moje klęski, ale jeszcze zyskaliście dwadzieścia

tysięcy rubli więcej, niż była warta kamienica.

W zamian za moją skruchę, droga Pani, racz wyrobić u W-go Wokulskiego

(który nie wiem, za co gniewa się na mnie), ażeby mi prolongował kontrakt na

dalsze lata i nie wypędzał przesadnymi żądaniami z domu, gdzie moja jedyna

córka skończyła życie. Należy to jednak robić ostrożnie, gdyż W-ny Wokulski z

niewiadomych mi powodów nie życzy sobie, ażeby o jego nabytku mówiono.

Nie tylko, zamiast sam kupić kamienicę (jak uczciwy człowiek), podstawił

lichwiarza, Szlangbauma, ale jeszcze, ażeby nadpłacić dwadzieścia tysięcy rubli

nad moją sumę, sprowadził do sądu fałszywych licytantów. Dlaczego tak

tajemniczo postępuje? lepiej niż ja musicie Wy wiedzieć, drodzy Państwo,

którzy podobno umieściliście u niego swój kapitalik. Mały on jest, ale przy łasce

bożej (która tak oczywiście czuwa nad Wami) i znanej obrotność W-go

268

Wokulskiego przyniesie zapewne procent, który wynagrodzi Państwu gorycze

ich dotychczasowego położenia. Polecając siebie sercu drogiej Pani, a nasze

obustro

wierną, choć pogardzaną ich kuzynką i uniżoną sługą.

Krzeszowska”

Czytając pa

i podniosła rękę, jakby z zamiarem rzucenia go komuś w oczy. Nagle, zdjęta

strachem, chciała gdzieś uciec czy kogoś zawołać; lecz w tej chwili opamiętała

się i poszła do ojca.

Pan Łęcki w pantoflach i płócie

„Kuriera”. Bardzo czule przywitał się z córką, a gdy usiadła, uważnie

przypatrzył się jej i rzekł:

- Czy światło złe w tym pokoju, czy mi się zdaje, że panienka jest nie w

humorze?...

- Jestem trochę rozstrojona.

- Właśnie uważam, ale to z gorąca. A powi

uśmiechem - powi

mówiła mi wczoraj ciotka, jest do wzięcia... Pa

prawił dalej:

- Prawda, że chłopak trochę zbałamucony ciągłym lataniem po święcie, trochę

zadłużony, ale - młody, przystojny, no i szalał za tobą. Joasia ma nadzieję, że

prezesowa utrzyma go na wsi przez parę tygodni, a reszta należy już do ciebie...

I wiesz, może by to było nieźle?...Nazwisko piękne... fortuna jakoś zlepi się z

różnych kawałków... Przy tym człowiek światowy, bywalec, nawet rodzaj

bohatera, jeżeli to prawda, że opłynął kulę ziemską...

- Miałam list od Krzeszowskiej - przerwała mu pa

ta wariatka? - Pisze, że nasz dom kupił nie Szlangbaum, ale Wokulski i że za

pomocą podstawionych licytantów dał za niego o dwadzieścia tysięcy rubli

więcej, aniżeli wart.

Mówiąc to zdławionym głosem, patrzyła z trwogą na ojca; obawiała się jakiegoś

wybuchu. Ale pan Tomasz uniósł się tylko na kanapie i strzeliwszy palcami

zawołał:

- Czekaj!... czekaj ... wiesz, że to może być prawda...

- Jak to! - zerwała się z krzesła pa

dwadzieścia tysięcy, a ojciec mówi o tym tak spokojnie?..

- Mówię spokojnie, bo gdybym zaczekał ze sprzedażą, wziąłbym nie

dziewięćdziesiąt, ale sto dwadzieścia tysięcy...

- Ależ czekać nie mogliśmy, skoro kamienicę puszczono na licytację...

- Toteż że nie mogliśmy czekać, straciliśmy, a Wokulski zyska, gdyż może

czekać. Pa

- Więc papo nie uznaje w tym żadnego dobrodziejstwa z jego strony! Bo

wczoraj mówił papo o Wokulskim w taki sposób, jakby czuł, że jest przez niego

oplątany...

269

- Cha! cha! cha!..: - roześmiał się pan Tomasz - Cudowna jesteś... nieoceniona.

Wczoraj byłem trochę rozstrojony, nawet bardzo i... coś...coś... zaświtało mi w

głowie... Ale dzisiaj... Cha! cha! cha!... Niechże sobie wreszcie Wokulski

przepłaca kamienice. Od tego on kupiec, żeby wiedział, ile i za co płaci. Straci

na jednym, zyska na drugim. - Ja, co najwyżej, mogę mu tego nie brać za złe, że

staje do licytacji mego majątku... Chociaż miałbym prawo podejrzewać jakiś

nieczysty interes takim na przykład... podstawianiu Szlangbauma...

Pa

- Tak - rzekła - papo ma rację. Nie umiałam tylko zdać sobie z tego sprawy.

Takie podstawienie Żydów przy kupnie najjaśniej dowodzi, że ten pan bawiąc

się w przyjaźń robi interesa...

- Naturalnie! - potwierdził pan Tomasz. - Czyliżbyś nie miała rozumieć tak

prostej rzeczy. Niezły to może człowiek, ale zawsze kupiec... kupiec!...

W przedpokoju rozległo się mocne dzwonienie.

- To pewnie on. Wyjdę, papo, i zostawię panów samych.

Opuściła sypialnię ojca, lecz w przedpokoju, zamiast Wokulskiego, zobaczyła

aż trzech Żydów, głośno rozprawiających z Mikołajem i pa

Uciekła do sali i przez myśl przebiegły jej wyrazy:

„Boże!... dlaczego on nie przychodzi...”

W sercu jej kipiała burza uczuć. Pa

rozumiała jednak, że to nieprawda, co on mówi, że Wokulski nie zrobił na

kamienicy interesu, ale stracił, i tylko dlatego, ażeby ich wydźwignąć z

najfatalniejszej pozycji. Lecz przyznając to, czuła nienawiść: „Podły! podły!... -