Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 94 из 226

miałem pojęcia o podobnej szlachetności... A gdybyś wiedziała. jak on mnie

dziś pielęgnował...

- Dlaczego pielęgnował?...

- Miałem mały atak z gorąca i irytacji...

- Jaki atak?.. - Krew uderzyła mi do głowy... ale to już przeszło... Podły

Żyd...no, ale Wokulski - powiadam ci, że to coś nadludzkiego.

Zaczął płakać.

- Papo, co tobie?... Ja poszlę po doktora.... - zawołała pa

przed fotelem.

- Nic, nic... uspokój się... Pomyślałem tylko, że gdybym umarł, Wokulski jest

jedynym człowiekiem, któremu mogłabyś zaufać...

- Nie rozumiem... - Chciałaś powiedzieć: nie poznajesz mnie, prawda?... Dziwi

cięto, że twój los mógłbym powierzyć kupcowi?... Ale widzisz... kiedy w

nieszczęściu jedni sprzysięgli się przeciw nam, i

pomocą, a może mi nawet życie uratował... My, apoplektycy, niekiedy bardzo

blisko ocieramy się o śmierć... Więc gdy mnie cucił, pomyślałem, kto by się

259

tobą uczciwie zaopiekował? Bo nie Joasia ani Hortensja, ani nikt... Tylko

majętne sieroty znajdują opiekunów...

Pa

sobą, powstała z klęczek i usiadła na szezlongu.

- Zatem, ojcze, jakąż rolę przeznaczasz temu panu? - spytała chłodno.

- Rolę? powtórzył przypatrując się jej uważnie.

- Rolę...doradcy... przyjaciela domu... opiekuna... Opiekuna tego mająteczku,

jaki by ci pozostał...

- O, pod tym względem ja go już dawniej oceniłam. Jest to człowiek energiczny

i przywiązany do nas... Zresztą mniejsza z tym - dodała po chwili. - Jakże papo

skończył z kamienicą?

- Mówię ci jak. Łotr Żyd dał dziewięćdziesiąt tysięcy, więc nam zostało

trzydzieści. A że poczciwy Wokulski będzie mi płacił od tej sumy dziesięć

tysięcy... Trzydzieści trzy procent, wyobraź sobie. - Jak to trzydzieści trzy? -

przerwała pa

- Ale gdzież znowu! Dziesięć od trzydziestu to znaczy trzydzieści trzy procent.

Wszakże procent znaczy: pro centum - „za sto”, rozumiesz?

- Nie rozumiem - odpowiedziała pa

- Rozumiem, że dziesięć to znaczy dziesięć; ale. jeżeli w języku kupieckim

dziesięć nazywa się trzydzieści trzy, to niech i tak będzie.

- Widzisz, że nie rozumiesz. Zaraz wyjaśniłbym ci to, ale - takim znużony, że

się trochę prześpię...

- Może posłać po doktora? - spytała pa

Boże uchowaj!... - zawołał pan Tomasz i zatrząsł rękoma. - Niechbym się tylko

wdał w doktorów, a z pewnością bym nie żył...

Pa

swego buduaru, głęboko zadumana.

Niepokój trapiący ją od kilku dni: jak się skończy licytacja? opuścił ją tak, że

śladu nie zostało po nim. Więc mają jeszcze dziesięć tysięcy rubli rocznie i

trzydzieści tysięcy rubli gotówką?... Zatem pojadą na wystawę paryską, potem

może do Szwajcarii, a na zimę znowu do Paryża. Nie!... Na zimę wrócą do

Warszawy, ażeby znowu otworzyć dom. I jeżeli znajdzie się jaki majętny

człowiek, niestary i niebrzydki (jak na przykład baron albo marszałek... br!...),

wreszcie nie parweniusz i niegłupi... (No, głupi może sobie być; w ich

towarzystwie mądrym jest tylko Ochocki, a i to dziwak!) Jeżeli znajdzie się taki

epuzer - pa

„Wyborny jest papa z tym Wokulskim!” - myślała pa

na powrót po swoim gabinecie.

Wokulski moim opiekunem!... Wokulski może być bardzo dobrym doradcą,

plenipotentem, zresztą opiekunem majątku... Ale tytuł opiekuna może nosić

tylko książę, zresztą nasz kuzyn i dawny przyjaciel rodziny ...”

Wciąż chodziła po pokoju tam i na powrót ze skrzyżowanymi na piersiach

rękoma i nagle przyszło jej na myśl: skąd ojciec tak dziś rozczulił się nad

260

Wokulskim?... Jaką czarodziejską siłą ten człowiek pozyskawszy całe jej

otoczenie obecnie zdobył już ostatnią pozycję, ojca!... Ojciec, pan Tomasz

Łęcki, płakał... On, z którego oczu od śmierci matki nie stoczyła się ani jedna

łza...

„Muszę jednak przyznać, że jest to bardzo dobry człowiek - rzekła w sobie. -

Rossi nie byłby tak zadowolony z Warszawy, gdyby nie troskliwość

Wokulskiego. No, ależ moim opiekunem, nawet w razie nieszczęścia, nie

będzie... Co do majątku, owszem, niech nim rządzi; ale opiekunem!... Ojciec

musi być ogromnie osłabiony, jeżeli wpadł na podobną kombinację...” Około

szóstej wieczorem pa

przedpokoju, a potem niecierpliwy głos Mikołaja:

- Mówiłem: jutro przyjść, bo dziś pan chory.

- Co ja zrobię, kiedy pan jak ma pieniądze, to jest chory, a jak jest zdrów, to nie

ma pieniędzy?... - odpowiedział i

W tej chwili rozległ się w przedpokoju szelest kobiecej sukni i wbiegła pa

Florentyna mówiąc:

- Cicho!.. na Boga, cicho!... Niech pan Szpigelman przyjdzie jutro...Przecież pan

Szpigelman wie, że są pieniądze...

- Właśnie ja dlatego dzisiaj przychodzę już trzeci raz. A jutro przyjdą i

znów będę czekał... Krew uderzyła do głowy pa

sobie sprawy z tego, co robi, nagle weszła do przedpokoju.

- Co to jest?... - zapytała pa

Mikołaj wzruszył ramionami i na palcach wyszedł do kuchni.

- To ja jestem, pa

człowiek z czarnym zarostem i w czarnych okularach.- Ja do pana hrabiego

przyszedłem na mały interes... - Kochana Belu... - odezwała się pa

Florentyna chcąc wyprowadzić kuzynkę.

Ale pa

wolny, kazała tam wejść Szpigelmanowi.

- Zastanów się, Belu, co robisz?... - upominała ją pa

- Chcę raz dowiedzieć się prawdy - rzekła pa

Zamknęła drzwi gabinetu, siadła na fotelu i patrząc w okulary Szpigelmanowi

zapytała:

- Jaki interes ma pan do mego ojca?

- Przepraszam pa

bardzo mały interes. Ja tylko chcę odebrać moje pieniądze...

- Ile?

- Zbierze się może z osiemset rubli...

- Dostanie pan jutro.

- Przepraszam pa

tylko jutro, a nie widzę ani procentu, ani kapitału.

Pa

zapanowała nad sobą.

261

- Pan wiesz, że ojciec mój odbiera trzydzieści tysięcy rubli... Prócz tego

(mówiła, sama nie wiedząc dlaczego!) będziemy mieli dziesięć tysięcy rocznie...

Pańska sumka przepaść nie może, chyba pan rozumie...

- Skąd dziesięć?... - spytał Żyd i zuchwale podniósł głowę

- Jak to skąd? - odparła oburzona. - Procent od naszego majątku.

- Od trzydziestu tysięcy?... - wtrącił Żyd z uśmiechem, myśląc, że chcą go

wyprowadzić w pole.

- Tak.

- Przepraszam pa

pieniędzmi, ale takiego procentu nigdy nie widziałem. Od trzydziestu tysięcy

pan hrabia może mieć trzy tysiące, i jeszcze na bardzo niepewnej hipotece. Ale

co mnie do tego... Mój interes jest, żebym ja odebrał moje pieniądze. Bo jak

jutro przyjdą i

hrabia resztę odda na procent, to ja będę musiał czekać rok...

Pa

- Więc ja pana zapewniam, że jutro dostaniesz pieniądze! - zawołała patrząc na

niego z pogardą.

- Słowo? - spytał Żyd delektując się w duszy jej pięknością.