Страница 51 из 54
– Więc Pietrowicz, zaliczasz mnie jednak do bandytów?
– A kimże ty jesteś? Człowiekiem pracy? Złodziejem? Nie. Bandytą.
– Jak to? Przecież służę uczciwie.
– A ciekawe, komu służysz?
– Nie jestem cywilem. Przysięgałem na…
– Nie usprawiedliwiaj się, że byłeś młody i głupi, więc przysięgałeś, komu popadnie. Przyrzekałeś bronić kraju przed wrogami, a co teraz robisz? Konwojujesz nie wiadomo skąd ładunek szczególnej wagi do Moskwy. Kontener mydła! To ci dopiero zadanie bojowe! Cała Rosja na ciebie patrzy – czy kremlowscy sklerotycy będą się mieli czym myć, czy nie? Tylko ojczyzny w to nie mieszaj. Przysięgałeś bandytom, więc sam też jesteś bandytą. Czemu nic nie mówisz? Nie zgadzasz się z tym, czy jak?
– Władza w kraju jest potrzebna. Inaczej zapanuje anarchia, chaos.
– A teraz nie ma anarchii? Dziesięć lat temu ludzie z głodu nie mieli sił się buntować! Co, może ci, którym przysięgałeś, myślą o czym i
– Tak, to racja, Pietrowicz. Istnieją jednak szczególne okoliczności. Jeżeli nie dostarczę kontenera do Moskwy, moją rodzi
– Zaczekaj, pułkowniku! Powiedziałeś przecież, że mydło z kontenera ukradli?
– Prawda…
– A więc to ty postanowiłeś się poświęcić? Ty próbowałeś wyjaśnić, że żadnego tajnego ładunku nie było, tylko mydło? I co, jeżeli kogoś za to wykończą, to tylko ciebie jednego?
– Zobaczymy – wykręcił się Zubrow od jasnej odpowiedzi.
Pietrowicz nalał po stopce wódki.
Wypili w milczeniu. Zagryźli kiszonym ogórkiem domowej roboty.
– Mam do ciebie prośbę, Pietrowicz.
– Nie odmawia się człowiekowi w takiej sytuacji. Mów.
– Mam w pociągu dziewczynę. Zupełnie młodziutką. Nic nie umie robić, może ci to nie na rękę? Mógłbyś się nią zaopiekować?
– Pewnie jest w ciąży?
– Na to wygląda.
– Nie martw się. Chata jest duża, pomieścimy się.
– Nie wiem, jak mam ci dziękować.
– Daj spokój, o czym tu gadać. No, spać pora. Chociaż nie jesteś małym chłopcem, opowiem ci bajkę. Czytałeś w dzieciństwie mity greckie?
– Nie złożyło się. Mówiłem ci, korpus kadetów…
– Więc słuchaj. Jakieś trzy tysiące lat temu Grecy poróżnili się między sobą. Walczyli dziesięć lat i jedni drugich nie mogli zwyciężyć. A chodziło o to, żeby zdobyć stolicę. Więc co wymyślili? Zmajstrowali drewnianego konia, a w środku ukryli cały oddział. Potem ustawili konia pod murami miejskimi, niby jako dar pożegnalny. Tamci durnie ucieszyli się, wciągnęli go do miasta i zaczęli świętować. Wtedy grecki batalion wylazł z konia. Kto się napatoczył, tego wojownicy zabili, a potem otworzyli bramy miejskie dla swoich. No, teraz już chodźmy spać.
Wstali o świcie. Maria nakarmiła całe bractwo gotowanymi kartoflami. Pietrowicz pojechał z żołnierzami do eszelonu po Oksanę.
Do Zubrowa, który wyskoczył z BMD, podbiegł barczysty kapitan i zameldował:
– Towarzyszu pułkowniku, w czasie waszej nieobecności nic się nie wydarzyło.
– Świetnie. Zatankuj BMD do pełna. Załaduj uzbrojenie dla dwóch pododdziałów, żeby można było bronić wsi. Dołóż zapas paliwa. Nie żałuj niczego. Wykonać.
– Tak jest.
Zubrow i Pietrow weszli do przedziału dowódcy. Oksana rzuciła się witać pułkownika, ale speszył ją widok nieznajomego.
– Moja kochana dziewczynko, to jest Pietrowicz, poznaj go. Pakuj się szybciutko. Pojedziesz z nim. Nie mogę cię teraz zabrać do Moskwy. Nie bój się, wszystko będzie dobrze.
Oksana bez słowa weszła do przedziału. Żeby się nie rozpłakać, trzeba wstrzymać oddech i liczyć do dwudziestu. To najważniejsza wiedza, jaką sobie przyswoiła w szkole. Mężczyźni zakur2yli.
– Zobaczymy się jeszcze, Pietrowicz?
– Może i tak. Głupi mają szczęście, nie wiesz? Wrócisz po swoją Oksanę, a dzieciaczek będzie już w pieluchach brykał. Zabierzesz oboje i pojedziesz do rodzi
– A wziąłbyś mnie do siebie na czeladnika?
– Nie, pułkowniku. Tobie i
– Dzięki za wszystko, Pietrowicz. Dobry z ciebie chłop. A wokół swojej wsi wykop rów przeciwczołgowy. Na wypadek, gdyby mi się nie udało.
– A jakże! Jutro wyjdę z saperką jeszcze przed śniadaniem i zanim Maria usmaży jajecznicę, na pewno się wyrobię! Pięć metrów szerokości, dwa i pół głębokości. Co to dla mnie? Tyle co splunąć.
– No widzisz, znasz regulamin! – roześmiał się Zubrow. – A BMD umiesz prowadzić?
– Prowadziłem na szkoleniu.
– Wyładowałem ci go uzbrojeniem po brzegi. W dzisiejszych czasach przyda się w gospodarstwie.
– Dzięki, Zubrow.
– A skoro jesteś za leniwy, żeby kopać rów przeciwczołgowy, to już ja się postaram, żeby mi się udało.
W tej chwili wyszła Oksana z węzełkiem w ręku. Zubrow objął dziewczynę, szepcząc jej coś do ucha. Pietrowicz odwrócił się i zapatrzył w linię horyzontu.
– Witieńka! Wrócisz, prawda? Nic ci się nie stanie? – zapłakała dziewczyna.
– A co może mi się stać, maleńka? Przyjadę po ciebie. Bądź spokojna. Jeżeli coś mnie zatrzyma, a urodzi się dziewczynka, nazwij ją Oksana. A jeżeli będzie chłopiec, daj mu na imię, jak zechcesz.
– Witieńka, boję się.
– Nie bój się, głuptasku. Pietrowicz to uczciwy człowiek i żonkę ma dobrą. Nikt ci tu krzywdy nie zrobi. Lubka też tam będzie, i Dracz.
– Wydobrzeje?
– Oczywiście. Lekarz powiedział, że za dwa tygodnie będzie zdrów jak ryba. Moja dziewczynko kochana! Nie wolno płakać. To szkodzi dziecku.
– Wcale nie płaczę, co ty opowiadasz! Wszystko jest w porządku. Pocałuj mnie i idź. Idź, idź, nie oglądaj się. Pietrowicz, proszę mnie jak najprędzej stąd zabrać! Jedźmy! Długie pożegnania nie są dobre, prawda?
– Prawda, córeńko.
Oksana istotnie nie płakała – aż do zakrętu drogi. A potem Zubrow już nie mógł jej zobaczyć.
Rozdział 20
Minęli już Luberce, a w kwaterze dowódcy wciąż popijano herbatę. Zubrow przedstawiał plan:
– Dojeżdżamy do Moskwy. Jak rozegrać najważniejszą sprawę, zobaczymy na miejscu. Sprawa numer dwa, to Paul. W końcu dowieźliśmy go tu bez mydła. Nieładnie wyszło.
– Ależ co ty, Wiktor, ja wszystko rozumiem! To nie wasza wina – zaprotestował Ross.
– Zaraz, spokojnie. Co proponujecie, panowie oficerowie?
– Nasze służby nasłuchowe donoszą, że wagon mydła powinien dziś przybyć na Krasną Priesnię. Może to być to samo mydło, które podprowadzili Paulowi – oznajmił Brusnikin.
– Więc co zrobimy? – zniecierpliwił się Zubrow.
– Trzeba je zgarnąć – ożywił się Sałymon.
– Jasne, ale jak? – Brusnikin się roześmiał. Zubrow spojrzał na swoje buty i też się uśmiechnął.
– Pewien człowiek opowiedział mi niedawno bajkę. Brusnikin i Sałymon, bierzcie najlepszych chłopaków. I – do kontenera! Po trzysta naboi na głowę powi
Pociąg niebawem dotarł do Krasnej Priesni. Tam jednak czekało na nich stosowne przyjęcie. Nie minęło pięć minut, jak Złoty Eszelon, pusty i porzucony, znieruchomiał na bocznicy. Zubrow w mundurze z zerwanymi naramie
Co się znajduje w okolicach Chodynki, wie każdy mieszkaniec Moskwy – najlepsze biura konstruktorskie Związku Radzieckiego. Zajmowano się w nich podbojem kosmosu, lotnictwem i i