Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 49 из 54

– Lokomotywa!

– Tak jest! – ryknął maszynista do mikrofonu, tak że przez wszystkie wagony aż echo poszło.

– W wypadku powtórnego ataku śmigłowców ruszać ostro do przodu z maksymalną prędkością.

– Przed nami trasa nie jest sprawdzona. Lepiej się cofnąć, teren tam opada, zagłębienie uchroni nas przed ostrzałem.

– Lokomotywa! Za niewykonanie rozkazu chłosta! Uwaga załogi BMD! Pierwszy BMD – obserwacja i ostrzał do tyłu i w prawo, drugi – do tyłu i w lewo.

– Zrozumiano – potwierdził dowódca pierwszego BMD.

– Szyłka! Włączyć radar i prowadzić obserwację do przodu i w lewo, na południe.

– Zrozumiano! – odkrzyknął dowódca zestawu przeciwlotniczego.

– Wieża czołgowa! Obserwacja i ostrzał w kierunku północnym.

– Na północy nikogo nie ma, tylko gołe pole. Stamtąd chyba nie nadlecą.

– Kto dowodzi wieżą?

– Szeregowy Szabla.

– Szeregowy Szabla, to nie pancernik „Kniaź Potiomkin Taurydzki”. Powtórzcie rozkaz.

– Obserwacja i ostrzał w kierunku północnym.

– W porządku. Tarasycz!

– Tak jest! – wrzasnął Tarasycz do mikrofonu, dziwiąc się, do czego może być potrzebny przy przydzielaniu zadań bojowych.

– Tarasycz, w wieży T-72 szykuje się bunt. Przy ponownej próbie odmowy wykonania rozkazu bądź łaskaw rozstrzelać wi

– Nie ma sprawy. Pozwól, Oksanka… przepraszam, pozwólcie, dowódco, że z nim pogadam przez sieć łączności wewnętrznej.

– Zezwalam.

– Szabla, łajdaku, słuchaj, kiedy do ciebie mówią z punktu dowodzenia! Uważaj, Szabla… – opieprza go Tarasycz, a w duchu myśli: stanowczość w wydawaniu rozkazów to rzecz konieczna. Ale co też ta siusiumajtka wyprawia? Kto kieruje najpotężniejsze uzbrojenie eszelonu w puste pole?

Oksana sama nie wiedziała, dlaczego objęła dowództwo Złotego Eszelonu. Po prostu wydawało jej się, że tak trzeba, że jeśli tego nie zrobi, wtenczas cała załoga zginie. W sprawach taktyki ogólnowojskowej i struktur orientowała się słabo, to prawda. Ale za to potrafiła spojrzeć na eszelon jakby z dystansu, oczami nieprzyjacielskich dowódców. I oto widzi przed sobą niemal bezbro

Nie wiedziała, że rozumując w ten sposób, bezbłędnie zastosowała wiedzę taktyczną, którą ludzie studiują latami w akademiach wojskowych, a która sprowadza się do prostej zasady: robić co i

Patrzy Oksana przez peryskop na północ. Stamtąd pojawienie się przeciwnika jest najmniej prawdopodobne. Widzi czysty horyzont i złorzeczy w duchu na swój upór. Ci wszyscy tutaj to doświadczeni, wytrawni żołnierze, a ona – gówniara, która nigdy nawet prochu nie powąchała. Zerka Oksana w peryskop i nie wierzy własnym oczom: z północy nadlatują trzy śmigłowce. Wyglądają jak rekiny, a za nimi ukazuje się jeszcze pięć, podobnych, ale większych.

– Szabla! – zwróciła się błagalnie o pomoc do dowódcy wieży T-72.

– Cel widoczny. Zrozumiałem. – Słowa te szeregowy Szabla wyrzekł tak cicho i spokojnie, że nikt ich nie usłyszał, za to wszyscy w eszelonie poczuli gwałtowne szarpnięcie i rozdzierający uszy huk. Przez bufory przetoczyła się wzdłuż składu fala uderzeniowa. Zgrzyt żelastwa ucichł dopiero w ostatnim wagonie. W końcu na wystrzał armatni odpowiedziały żałosnym drżeniem szyby w oknach. A Szabla uruchomił automat ładujący. Z armaty huknęło raz, i jeszcze raz. Zapachniało prochem, na twarzach poczuli wszyscy suchy, palący powiew. Prędkość początkowa pocisków z armaty czołgowej jest tak wielka, że ledwie gruchnęło, a już czerwony punkcik smugacza zniknął za horyzontem. Pierwszy pocisk – w lewo od prowadzącego śmigłowca. Drugi – w lewo. A trzeci lekko musnął maszynę. Smugacz to mieszanka zapalająca w de

– Nieźle – pochwalił cieniutki głosik towarzysza Pierwszego.

Armata czołgowa, zachłystując się, wypuściła jeszcze jedną serię – tym razem pięć wystrzałów. Szabla wyraźnie celował w drugi śmigłowiec, ale nie trafił. Cała piątka przeszła obok, nie wyrządzając Mi-24 żadnej szkody, zahaczyła jednak z lekka lecący za nim transportowy Mi-8. Ponieważ pocisk nie trafił prosto w cel, śmigłowiec rozsypał się na większe kawałki i było widać ludzi koziołkujących w powietrzu. Wielu ludzi. Maszyna przewoziła desant. Druga seria wystrzałów odniosła jeszcze jeden pozytywny skutek: Mi-24, w który Szabla nie trafił, gwałtownie odbił w prawo i zderzył się z Mi-8, który leciał obok. Szabla spróbował ponownie. Najpierw pojedynczy strzał, potem seria trzech, znów jeden i pięć. Ale więcej nie udało się trafić. Reszta śmigłowców rozsypała szyk i, manewrując rozpaczliwie, odleciała.

– A niech cię, Szabla. Zuch z ciebie! Nasmażę ci kotletów w trybie indywidualnym! Tylko żeby ci się w głowie nie przewróciło! Strzelałeś dobrze, ale w jaki cel byś trafiał, gdyby towarzysz dowódca nie skierowała twojego świńskiego ryja we właściwą stronę? Dobrze mówię, Oksano Aleksandrowno?

Tym razem z punktu dowodzenia nie było odpowiedzi. Zhardziała, uznali żołnierze. A Oksana tymczasem siedziała na podłodze i płakała. Było jej przykro. Było jej wstyd. Przykro przez tych głupich facetów, których tylko pod groźbą rozstrzelania można zmusić do właściwych działań. A wstyd – za siebie, za swój ton i pogróżki. Żal było Oksanie ludzi ze śmigłowców, którzy zginęli z jej rozkazu. Co szkodziło odstraszyć ich nawałą ogniową, nie zabijając? A w ogóle można się było dogadać, rozstrzygnąć wszystko pokojowo.

Dręczyły Oksanę te gorzkie myśli, a w dodatku jeszcze poczuła mdłości. Chyba zatruła się grzybami, które zebrała koło torów i przyrządziła dla Zubrowa. Ale to dziwne, bo sama tych grzybów przecież nie jadła. A może to skutek przejazdu przez strefę skażenia? Niewykluczone, że zaatakowała ją jakaś nieznana choroba.

Z ciężkim sercem wracał Zubrow z żołnierzami do zbombardowanego eszelonu. Dym widzieli już od dawna. Był to dla nich punkt orientacyjny, w jego stronę się kierowali. Dojechali na miejsce. Paliło się pole.

– Dowódco, co to? Do eszelonu stąd pół kilometra! Zubrow sam to wiedział. Czyżby odłamki padały aż tak daleko? Z czego mogli z taką siłą walnąć w pociąg?

– Dowódco, odłamki!

Zubrow obejrzał odłamek. Psia mać, co jest? Eszelon nie miał przecież tytanowego opancerzenia. Skąd się to wzięło?

– Dowódco, tu jest wrak śmigłowca!

Patrzy Zubrow zdumiony, i

– Tam jest!

Stoi w oddali, na nasypie, calutki, nieuszkodzony – w zupełnie i

Zubrow pogania Żmiję:

– Gaz do dechy, Pietia, bo zatłukę!

Ale Żmii nie trzeba popędzać. Z rozpędu o mało nie wyrżnął w nasyp. Jęknęły hamulce. Tarasycz stoi przy wagonie artyleryjskim, przed szykiem, gotów do raportu.