Страница 3 из 54
I oto teraz Harding w rozmowie z Paulem perorował:
– To zdumiewające: Gorbaczow ma w sobie tyle pociągającej tajemniczości, że przypomina raczej gwiazdora ekranu, niż polityka. Wyobraź sobie tylko kontrast między nim i stojącymi dawniej u steru rządów starymi pierdołami, alkoholikami i żołdakami.
– Tak. – Paul kończył trzecią butelkę piwa i jego miłość do dawnego kolegi z roku była bezgraniczna. – Widzę, że fajnie się żyje w Moskwie.
– Nigdy sobie nie wyobrażałem, że praca dyplomaty może być taka ciekawa. Człowiek czuje, że uczestniczy w wielkich historycznych dokonaniach, rozumiesz? I przecież nigdy dotąd reżimu komunistycznego nie przeobrażano od wewnątrz – i te przeobrażenia dotyczą wszystkich mieszkańców Związku Radzieckiego i Europy Wschodniej. Pomyśl tylko – jeden człowiek! Oczywiście, Raisa to też coś fantastycznego, dzięki niej Rosjanki zaczynają rozumieć, co to jest prawdziwe wyzwolenie… No więc, pomyśl tylko: jeden człowiek jest władny odmienić cały kraj
– co mówię, cały świat! Przypomina… no, nie wiem, mój starszy brat opowiadał mi o Johnie Ke
– po starym Eisenhowerze na czele stanął młody, odważny prezydent i cały kraj nagle poczuł się młody. Uważam, że tak samo przedstawia się sprawa w wypadku Gorbaczowa.
– Ta-ak. I na pewno kobiety za nim szaleją.
– I to jak! – Willie dosiadł ulubionego konika. – Nasze panie w ambasadzie uważają, że jest niesamowity. I to wielkie znamię na głowie! Wiesz, jak niektóre baby szaleją za szramami?
– Rosjanki też?
– Jasne. Chociaż wiele kobiet, z którymi rozmawiamy – no wiesz, żony polityków i intelektualistów
– uważa, że narobił strasznych szkód! Myślę jednak, że mnóstwo ludzi narzeka po prostu dlatego, że mają teraz możność narzekania, a dawniej całymi latami musieli milczeć.
– Tak. – Paul pociągnął się za ucho, odprowadzając wzrokiem zgrabną kelnerkę w obcisłych skórzanych spodniach. – Musi być cholernie interesujące obserwowanie tego wszystkiego z bliska.
– Żebyś wiedział! A dziewczyny! Takich laleczek w życiu nie widziałeś! – Harding rozejrzał się i, zniżając głos, żeby go nikt nie usłyszał, zaczął szeptać: – A jakie namiętne! Wiesz, te Słowianki naprawdę coś w sobie mają. Taką duszę, czy co? Ty ją pieprzysz, a ona cały czas gada, jęczy, prawie śpiewa. Niesamowite, tu u nas nic takiego nie znajdziesz.
– O Boże, Willie! Chcesz powiedzieć… Czy to nie jest niebezpieczne? Myślałem, że jak się człowiek pieprzy z ruską kobitą, to prędzej czy później wpakuje się w jakąś kabałę. Przecież Sowieci próbują złapać na haczyk takich jak ty, właśnie przy pomocy pięknych agentek.
– Wszystko się zmieniło, Paul. Widzisz, oni teraz dążą do rozszerzenia wzajemnych kontaktów. – Harding chrząknął znacząco. – Jakieś dwa razy w tygodniu pozwalam sobie na taki słodki kontakt. Dziewczyna pracuje w „Nowostiach” – to taka gazeta. Opowiada mi, co się tak naprawdę dzieje.
– Ho-ho-ho! Willie, to ty jesteś czymś w rodzaju szpiega?
– Coś ty, Paul. Nawet tak nie żartuj. Oczekuje się od nas obcowania z naszymi radzieckimi kolegami, i to wszystko. Teraz nie odróżniłbyś Moskwy od i
Paul zamówił jeszcze dwa piwa.
– Nie, Willie, nie mogę sobie pozwolić na taki wyjazd. Mam w firmie mnóstwo roboty, odpowiadam za wiele spraw, a nie znajdę uzasadnienia dla podróży służbowej. Mógłbym pojechać do Rosji na urlop, ale podobno nie ma tam co jeść, a balet mnie nie interesuje.
– Posłuchaj. W Związku Radzieckim jest tak samo jak wszędzie. Oczywiście, jeżeli nikogo nie znasz, nie jest ci zbyt słodko, ale ja cię poznam ze wszystkimi potrzebnymi ludźmi. I do Teatru Wielkiego nikt cię nie będzie ciągnął. Ja tych rzeczy też nie lubię. A co do jedzenia – jest go całe mnóstwo, a w każdym razie ci, z którymi mamy do czynienia, bynajmniej nie przymierają głodem, jadają w domu i mają po dziurki w nosie kawioru i jesiotrów. Oczywiście wszędzie się mówi, że ludzie głodują, ale kogo to obchodzi? Słyszy się o tym już od lat, a na ulicach jak na razie nie widziałem ani jednego człowieka zmarłego z głodu. W Waszyngtonie jest o wiele gorzej – tylko popatrz na tych nieszczęsnych bezdomnych, którzy przez całą zimę sypiają w kanałach pod Departamentem Stanu.
Harding pociągnął łyk piwa i dotknął dłoni Rossa.
– Hej, wiesz co? Jeżeli chcesz się zająć biznesem, poznam cię ze swoim kumplem. Właśnie stanął na czele nowej spółki w Moskwie i bardzo go interesuje współpraca. Szczególnie z nami. Możesz na tym nieźle zarobić.
Paul nie krył zdziwienia.
– Czy to legalne? To znaczy, chodzi mi o to, że u nas, jeżeli próbujesz robić interesy do spółki z politykami, na pewno trafisz za kratki.
Harding roześmiał się.
– Nie zapominaj, z kim masz do czynienia. Nie będzie żadnych problemów. Już dwa pokolenia naszej rodziny zajmują się stroną prawną tego rodzaju kontaktów. Zrozum, Gorbaczow chce, żeby w Sojuzie był sektor prywatny, nawet zachęca ludzi, by ten sektor rozwijali. Zresztą, co tu gadać, prawie co tydzień radzieccy politycy wciągają amerykańskich biznesmenów w swoje interesy. A transakcja, którą ma na oku mój kumpel, to naprawdę duża rzecz.
– No? A na czym polega?
– Słuchaj, Paul, wiesz przecież, że nie mam głowy do interesów. Ale teraz w Moskwie jest tylu naszych biznesmenów, że zacząłem się co nieco orientować. Na czym polega podstawowy problem? Na tym, że oni nie mają forsy. To znaczy dolarów; mają tylko ruble, a te nikomu nie są potrzebne. Dlatego też, czymkolwiek byś się zajął, musisz wiedzieć jak towar zamienić na prawdziwe pieniądze. Mój kumpel się na tym zna i na pewno nic nie zawali.
– No, Willie, mów dalej, to się robi ciekawe.
– A więc tak. Widziałeś stare ruskie ikony, które stoją w witrynach u Cartiera i w i
– Mydło? Chyba żartujesz.
– Gdzie mi tam do żartów! Przejedź się choć raz moskiewskim metrem, a zrozumiesz, że to nie są żarty. Nie czytałeś o tym w „Wall Street Journal”? W Związku Radzieckim rozpaczliwie brakuje mydła. Podobno zawiódł plan pięcioletni, chociaż niektórzy twierdzą, że to sabotaż. Tak czy owak, mydła nie ma. Jeżeli dostarczysz mydło – zostaniesz milionerem. Mydło przekażesz spółce w zamian za ikony, ikony zamienisz na dolary albo tu, albo w Europie Zachodniej, a potem możesz spokojnie przejść na emeryturę.
– Nie, Willie, to nie dla mnie. Zupełnie się nie znam na rosyjskich antykach. Na mydle, nawiasem mówiąc, też nie. Oczywiście, byłoby nieźle jakoś wykorzystać moją znajomość rosyjskiego, ale w taki interes nie wchodzę. Nie miałbym nawet pojęcia, jak przewieźć to zasrane mydło do Rosji. A właśnie, ile może kosztować kontener mydła, a ile kosztuje ikona?
– Jak uważasz, Paul. Ale spójrz na to z i