Страница 68 из 78
Gorący język Julii przesunął się na moją szyję, a potem do ucha.
– Nie otwieraj oczu – szepnęła i odeszła.
Stałem tak przez kilka sekund pogrążony jakby w transie, nasłuchując swojego oddechu i patrząc, jak Julia oddala się ode mnie o kilka stóp.
– Nie oszukuj – upomniała mnie. Obróciła się i pobiegła.
Po chwili jej sylwetka roztopiła się w słonecznym blasku. Upłynęło piętnaście-dwadzieścia sekund. Słyszałem jedynie szum wiatru i szelest traw.
– W porządku! – zawołała Julia z oddali. – Szukaj mnie!
Otworzyłem oczy i rozejrzałem się dookoła. Kolory trawy, oceanu, nieba i klifu wydawały się jeszcze bardziej jaskrawe niż poprzednio. Słońce wyglądało jak pomarańczowoczerwona piłka plażowa wisząca nad horyzontem.
Julii nigdzie nie było widać.
– Gdzie jesteś?! – zawołałem.
Brak odpowiedzi.
Przede mną rozciągał się pagórkowaty teren. Julia mogła leżeć gdzieś wśród falujących traw. Cofnąłem się od urwiska, szukając śladów stóp. Przeszedłem kawałek i kilkanaście kroków po prawej zobaczyłem kępę kwitnących krzewów słodkiej papryki, do której wiodła ledwo widoczna ścieżka wygnieciona w trawie. Miałem przeczucie, że Julia tam się schowała. Ruszyłem w stronę krzewów i kiedy byłem o dwa kroki od nich, usłyszałem chichot dobiegający spomiędzy liści. Powoli przeszedłem resztę drogi i ostrożnie rozchyliłem gałęzie. I wtedy ją zobaczyłem.
Leżała na plecach na posłaniu zrobionym z ubrania: nogi ugięte, kolana zsunięte razem, stopy szeroko rozstawione. Wyglądała jak syrena w czarodziejskim ogrodzie odpoczywająca między przypływami. Wiatr, który szeleścił liśćmi, rozwiewał jej czarne jedwabiste włosy. Uśmiechnęła się wstydliwie i rozchyliła kolana.
– Wejdziesz? – zapytała.
Wróciliśmy tuż przed dziesiątą wieczorem. Na podwórzu spotkaliśmy spacerującego Pete’a Magilla, ochroniarza Garreta. Pozdrowiliśmy go, po czym weszliśmy do środka.
Candace siedziała w salonie na mocno zniszczonej skórzanej kanapie i czytała jakieś czasopismo. Obok kanapy stała osobliwa gablotka z zabawkami jej dzieci: lalką Barbie, żołnierzykami, metalowym samochodzikiem i pistoletem na kapiszony. Kiedy weszliśmy, podniosła wzrok.
– Dobrze się bawiliście? – zapytała.
– Ja tak – odparła Julia. – Myślę, że on też – roześmiała się.
– Oboje dobrze się bawiliśmy – potwierdziłem.
– Jak tam Tess? – spytała Julia.
– Śpi – odrzekła Candace. – Była bardzo grzeczna.
– Czy chłopcy są w domu? – zapytała Julia.
– Garret tak, a Billy poszedł do kina z tym kolegą, którego poznał w zeszłym tygodniu na plaży, Jasonem…
– Sandersonem – podpowiedziałem. – Sprawia miłe wrażenie.
– Może wreszcie Billy doczeka się prawdziwego przyjaciela – zauważyła Julia. Spojrzała na mnie z czułym uśmiechem. – Chyba nastąpił u niego przełom. Mamy odpowiedniego lekarza domowego.
– Mam nadzieję – rzekłem.
– Sprawdzę, co u Tess, a potem kładę się do łóżka – oświadczyła Julia. Pocałowała mnie w policzek i odwróciła się do matki. – Może byście ze sobą porozmawiali. Nigdy tego nie robicie.
Candace spojrzała na mnie.
– Frank, wiedziałeś, że ona nas podpatruje?
Mrugnąłem do niej.
– Może porozmawiamy – powiedziała do Julii.
Odprowadziłem ją wzrokiem, gdy wchodziła po schodach na górę, po czym usiadłem na niesamowicie zniszczonym skórzanym fotelu stojącym na ukos od kanapy. – Julia wiele przeszła – stwierdziłem.
– Pod tą piękną powłoką kryje się twardy charakter – odparła Candace uprzejmie, ale przyjaźnie. Jej pomarszczone dłonie spoczywały teraz na czasopiśmie. Przez cienką jak papier skórę prześwitywały niebieskie nitki żył. – Jak wiesz, miała ciężkie dzieciństwo.
– Zdążyła mi trochę opowiedzieć o swoim ojcu.
– On był dla niej okropny. Naprawdę.
Julia powiedziała mi, że musiała konkurować ze swoimi braćmi o względy ojca i nie bardzo jej to wychodziło. Ale to jeszcze nie tragedia.
– A wiesz, co było dla niej najgorsze? – zapytałem na przynętę.
– Że on ją ignorował.
Kiwnąłem głową, ale nie odezwałem się, w nadziei, że powie coś więcej.
Nie potrzebowała zachęty. Może niecierpliwie czekała na tę rozmowę.
– Jeśli Julia zrobiła coś, co mu się nie podobało, przestawał z nią rozmawiać, patrzeć na nią i traktował ją jak powietrze. – Potrząsnęła głową. – Nigdy tak nie postępował wobec chłopców. Nigdy.
Spojrzałem na jej osobliwą gablotkę. Moją uwagę przyciągnęła metalowa karuzela z ręcznie malowanymi końmi. Obok niej stała porcelanowa lalka z błękitnymi kryształowymi oczami. Wyglądała jak żywa. Takie piękne zabawki. Nikt nie wystawia na pokaz złych wspomnień.
– Długo tak ją ignorował? – zapytałem.
– Tygodniami. – Zaczęła wykręcać sobie palce. – Parę razy trwało to nawet ponad miesiąc.
Nic dziwnego, że Julii tak bardzo zależało na zwróceniu na siebie uwagi mężczyzn.
– Czy twoim zdaniem dlatego podjęła pracę jako modelka? Kobiet na wybiegu nikt nie ignoruje.
– Owszem. Sądzę, że miało to wpływ na wiele wyborów, jakich dokonała w życiu.
– Na przykład?
– Na przykład na to, że nie odeszła wcześniej od męża. Wątpię, by ktoś i
Candace miała oczywiście rację. Julia nauczyła się znosić maratony złego traktowania jako dziewczynka, gdy nie mogła nic na to poradzić.
– A dlaczego ty nie odeszłaś wcześniej od męża? – zapytałem zdumiony napięciem w moim głosie. Było to pytanie, które zawsze chciałem zadać swojej matce.
Candace spojrzała na swoje dłonie i potrząsnęła głową.
– Nie wiem – odparła. – Źle postąpiłam. Powi
To jej wyznanie sprawiło, że znów zacząłem jej współczuć. Bez wątpienia Candace miała swoje powody, dla których zdecydowała się zostać z mężem sadystą.
– Julia w końcu się uwolniła – powiedziałem. – Wystąpiła do sądu o zakaz zbliżania się dla męża i wyegzekwowała go. To wymagało od niej nie lada odwagi.
– Myślę, że teraz wszystko jest na dobrej drodze – rzekła Candace i kiwnęła głową w moją stronę. – W końcu ma ciebie.
Candace poszła spać, a ja ruszyłem do domku gości
W połowie drogi do domku zerknąłem na okno do sypialni Julii. Paliło się światło, okie
Właśnie wtedy, kiedy Julia położyła ręce na biodrach i pochyliła się, usłyszałem za sobą kroki. Odwróciłem się i zobaczyłem, że w cieniu, kilka kroków ode mnie, stoi Billy. Poczułem się jak podglądacz przyłapany na gorącym uczynku. Z drugiej jednak strony czułem się, jakbym sam przyłapał podglądacza. Czyżby Billy czatował pod oknem Julii, czekając, aż się zacznie rozbierać?
– Siemasz – bąknąłem, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
Nie odpowiedział.
– Billy?
– Przepraszam – szepnął.
Sprawiał wrażenie tak zawstydzonego i przestraszonego, że zamiast martwić się jego podglądactwem, zrobiło mi się go żal.
– Porozmawiajmy – powiedziałem, podchodząc do niego, ale na widok jego twarzy zakręciło mi się w głowie i zatrzymałem się jak wryty. – Co, u licha, się stało?
Billy spojrzał w dół i przejechał drżącymi dłońmi po swojej koszuli w białoniebieskie paski. Była poplamiona krwią. Jego palce również.
Oblałem się potem zimniejszym niż nocne powietrze.
– Wszystko z tobą w porządku? – rzuciłem automatycznie. Ruszyłem ku niemu.
– Myślę… że mogłem kogoś zabić – powiedział i zaczął płakać.