Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 53 из 78

Nie podobało mi się, że uczucia, które Anderson żywił do Julii, tak bardzo przypominały moje.

– Kiedy się z nią przespałeś? – spytałem, nie mogąc znieść rozmarzenia w oczach Andersona. – I jaki to miało wpływ na przebieg dochodzenia?

Anderson zmrużył oczy, rysy mu stwardniały.

– Nigdy, na pierwsze pytanie. Żaden, na drugie.

– Akurat, nie zalewaj. W tej kolejności.

– Nigdy z nią nie spałem, Frank – zaperzył się Anderson. – Nie jestem tobą.

Potrząsnąłem głową.

– Weź ją sobie, tę sprawę i… – Ruszyłem w stronę wyjścia.

– Poczekaj chwilę, dobrze? Posłuchaj. Przepraszam cię. Nie zasłużyłeś na to.

Zatrzymałem się i odwróciłem.

– W porządku – powiedział. – Opowiem ci całą historię. Mniej więcej dziesięć tygodni po tym, jak rozpoczęła się moja… znajomość z Julią, Tina oświadczyła, że chce rozwodu. Nic nie wiedziała o Julii, ale wyczuła u mnie narastający chłód. Nie chciałem się z nią rozwieść, więc spróbowałem zakończyć sprawę z Julią, ale nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Pragnąłem z nią rozmawiać, trzymać ją za rękę. No i wciąż się z nią spotykałem. – Przewrócił oczami. – Ale tylko się całowaliśmy i nic poza tym. Wiem, że to brzmi trochę po szczeniacku, ale co na to poradzę? A wiesz, co było najdziwniejsze?

– Co?

– To, że to trzymanie się za ręce i całowanie w zupełności mi wystarczało. Było mi obojętne, że nie śpimy ze sobą. Nie chciałem ryzykować tego, co miałem. – Umilkł.

Usłyszałem smutek w jego głosie.

– Ty wciąż ją kochasz.

Popatrzył mi prosto w oczy.

– Tak. I myślę, że nigdy nie przestanę.

– To dlatego chciałeś, żebym się trzymał od niej z daleka. To było… Co? Zazdrość?

– Może trochę. Ale chodziło mi o coś i

– Zapobiegliwość godna pochwały.

Zignorował moją uwagę.

– Jest jeszcze coś. Może to zabrzmieć trochę dziwnie. Ale nie wiem, czy to, co do niej czułem… a może wciąż czuję, jest w ogóle normalne. Wiesz, zaledwie tydzień po spotkaniu z Julią już chciałem się rozstać z żoną. Uwierz mi lub nie, ale bałem się o ciebie. Dlatego tak na ciebie wsiadłem o to, że znowu zacząłeś pić.

Z jednej strony chciałem powiedzieć Andersonowi, żeby się wypchał, ale z drugiej to, co powiedział, współgrało z moimi odczuciami. Niepokoiła mnie ta sama kwestia: jak to się stało, że tak szybko i tak bardzo się w niej zakochałem? Czemu byłem gotowy ryzykować dla niej życie i karierę, choć jej nawet dobrze nie poznałem? Czemu przekroczyłem granice obiektywizmu zawodowego, co zalecałem i

Spojrzałem na Andersona, zastanawiając się, czy jeszcze kiedyś będę mógł mu zaufać. Nie zyskałem odpowiedzi na żadne z pytań, które sobie zadawałem, gdy szedłem korytarzem. Anderson mógł przecież być kochankiem Julii i ogarniała go zimna furia na myśl, że też nim zostałem. Oboje mogli mnie napuścić na Darwina Bishopa, żebym zrobił z niego mordercę.

– Czy list, który dała nam Claire, był do ciebie? – spytałem. – Czy to do ciebie Julia chciała go wysłać?

– Myślę, że nie.

– Jak to?

– Nie wiem na pewno, ale jego styl był zupełnie i

– Myślisz, że oprócz nas jest ktoś jeszcze?

– Tak. Pewnie dlatego w domu Bishopa powiedziałem Claire że wiem ojej romansie z Darwinem. – Wzruszył ramionami. – Byłem wściekły, gdy przeczytałem ten list. Chciałem zabić posłańca.

Nie umiałem pogodzić przyjaźni do człowieka, którego uważałem za towarzysza broni, z nienawiścią do przyłapanego na gorącym uczynku wroga, który wbił mi nóż w plecy.

– Czy namawiałeś mnie, żebym wziął tę sprawę, bo chciałeś pomóc Julii, bo ją kochałeś?

– Powiedziała mi, że nie wierzy w winę Billy’ego. Mój instynkt mówił mi to samo.

– To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

Wahał się, ale tylko przez chwilę.

– Tak – odparł. – Poprosiłem cię dlatego, że chciałem jej pomóc.

– I? – ponagliłem go, chcąc usłyszeć odpowiedź na drugą część pytania.

– I dlatego, że myślałem… – Urwał i poprawił się: – I dlatego, że ją kochałem. – Wzruszył ramionami. – Chciałeś odpowiedzi, więc ją masz. Może to brzmi głupio, ale kochałem ją.

Kiwnąłem głową. Po tej szczerej odpowiedzi byłem bardziej skło

– Gdybym nie uznał Darwina Bishopa za głównego podejrzanego, czy wciąż uczestniczyłbym w dochodzeniu?

– O co chcesz mnie zapytać, Frank? – powiedział Anderson, usiłując nad sobą zapanować. – Chcesz wiedzieć, czy byłbym zdolny wtrącić człowieka do więzienia, aby mu zabrać żonę?

Tak. O to właśnie chciałem go zapytać, choć zabrzmiało to okropnie. Nie odpowiedziałem.

– Mówiłem poważnie, że musieliby mnie odsunąć od tej sprawy, aby się pozbyć ciebie – rzekł. – Wiem, że teraz trudno ci w to uwierzyć, ale gdybyś mi powiedział, że Billy ma wszelkie cechy mordercy, to on byłby głównym podejrzanym, nie Darwin. Nigdy nie wmanewrowałbym nikogo w morderstwo. Nawet dla Julii.

16

Anderson poleciał na Nantucket, a ja wezwałem taksówkę i kazałem się zawieźć do Mass General. Choć potrzebowaliśmy czasu, by przemyśleć, jak ma dalej wyglądać nasza współpraca, wiedzieliśmy, że nie możemy jej przerwać. Pomimo wszystkich komplikacji, jakie się pojawiły w sprawie Bishopa, jedno się nie zmieniło: ktoś próbował zabić pięciomiesięczną Tess Bishop i mógł spróbować jeszcze raz.

Gdy jechałem taksówką Storrow Drive, mając po lewej stronie Charles River, a po prawej panoramę Bostonu, zacząłem się zastanawiać, kto włożył negatyw do fiolki. Wszystko wskazywało na Garreta. Lubił robić zdjęcia wyspy i powiedział nam o fiolce. Ale istniała też możliwość, choć niewielka, że zrobił to Darwin Bishop. Niewykluczone, że schował dowód wskazujący, dlaczego chciał zabić Tess, razem z narzędziem, którego użył do próby popełnienia zabójstwa. Odpowiedź na to pytanie mieliśmy poznać, gdy Leona zdejmie odciski palców z negatywu.

Było po szóstej i zapadał już zmrok, gdy wchodziłem głównym wejściem do szpitala. Przez chwilę czułem pokusę, żeby wpaść do izby przyjęć i poprosić Colina Baina o receptę na perkocet, który uśmierzyłby mój ból z powodu rany w plecach, zranionej dumy i zerwanej przyjaźni. Wziąwszy pod uwagę okoliczności, każdy psychoterapeuta wybaczyłby mi tę słabość. Na szczęście uświadomiłem sobie w porę, że zachowanie trzeźwego umysłu to jedna z nielicznych spraw, na które jeszcze mam wpływ. Nie było sensu samemu wbijać sobie noża w plecy, skoro i

Pojechałem windą na OIOP i automatycznie poszedłem do pokoju Tess. W drzwiach stanąłem jak wryty, widząc w łóżku i

– Jestem lekarzem, zajmuję się sprawą Bishopów – powiedziałem, nie potrafiąc zadać najbardziej oczywistego w tej sytuacji pytania. – Wczoraj leżała tu ich córka.

– Może się pan wylegitymować? – zapytała kobieta, co tylko wzmogło mój lęk. Chciała dowodu, że jestem pracownikiem szpitala, zanim przekaże mi złą wiadomość. Zakręciło mi się w głowie.

– Dobrze się pan czuje? – zatroskała się. – Może pan usiądzie?

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, przez rozsuwane drzwi na oddział wszedł John Karlstein.

– Frank! – zawołał mi nad uchem.

Odruchowo się odwróciłem, naciągając sobie przecięte mięśnie.

– Jezu – wymamrotałem przez zaciśnięte zęby.

– Tylko moja matka tak o mnie myślała – zażartował. – I nikt poza nią.