Страница 42 из 78
13
Wpadłem do Cafe Positano na szybką i późną kolację. Gdy czekałem na trzy kawałki pizzy, jaką można zjeść tylko w Rzymie, Mario podał mi cappuccino. Dobrze wrócić na znajome terytorium. Kiedy wszedł Carl Rossetti, po raz pierwszy od kilku dni poczułem się odprężony.
– Będziesz chciał to kupić – oświadczył, siadając obok mnie przy barze.
– A co, znudził ci się twój dwukaratowy kamień? – zapytałem.
– Mam dla ciebie informacje. Ale to cię będzie kosztować. Podwójne espresso, flaszkę lemoniady i canoli.
– Zgoda.
Rossetti położył ręce na barze, wciąż dumnie obnosząc się ze swoim pierścionkiem.
– Byłbym do ciebie zadzwonił, ale wiem to dopiero od dwóch godzin i musiałem poczekać, bo wiesz, byłem na rozprawie w Suffolk, a tam nie wolno wnosić telefonów komórkowych.
– Jak ci poszło?
– Nie najlepiej tym razem. Gwałt kodeksowy. Facet jest księgowym, dwadzieścia sześć lat, nie karany poza mandatami. Spotkał dziewczynę, która powiedziała mu, że ma siedemnaście lat, tak on to przedstawia, a naprawdę ma czternaście, no prawie piętnaście. Siedzę tam i patrzę na tę dziewczynę, która wygląda niesamowicie, jak z rozkładówki. I tak sobie myślę, że niewielu facetów oparłoby się pokusie, co? Nie Roman Połański, nie Elvis Presley, nie Jerry Lee Lewis. Pewnie ja też nie. Miałem ochotę zapytać sędziego i woźnego, czy oni też nie daliby się skusić tej małej.
– Założę się, że tego nie zrobiłeś.
– Nie. Poprosiłem o sześć miesięcy aresztu.
– A co dostałeś?
– Sędzia Getchell dał mu popalić, wysłał go do MCI Concord na dwa lata. Jego nazwisko trafi do rejestru pedofilów, warunkowo na pięć lat. Oczywiście o ile wyjdzie żywy z Concord. Jeśli i
– Sędzia wlepia taki wyrok, gdy musi się zastanawiać, czy sam byłby zdolny popełnić takie przestępstwo. – Uchwyciłem wzrok Vi
– I… – zaczął Rossetti.
– …lemoniadę i canoli – dokończyłem.
– Dzięki, Franko.
– Za co właściwie ci płacę?
– Otrzymałem wieści od kumpla Wiktora z Rosji, tego, który kieruje rafinerią.
– Tak…?
– Wiktor powęszył tu i ówdzie, popytał swoich przyjaciół z wielkiego świata o Darwina „Wina” Bishopa, którego, jak słyszałem, spotkała kolejna rodzi
– Tess, druga bliźniaczka, jest w Mass General. Właśnie stamtąd wracam. Została otruta, doszło do zatrzymania akcji serca.
– I co? Przeżyła? Wyszła z tego?
– Na to wygląda.
– To dobrze.
– Ponoć zrobił to ten mały Rusek – powiedział Rossetti.
– Mieli tego nie rozgłaszać. Billy jest nieletni – zauważyłem.
– No cóż, od dziesięciu minut trąbią o tym we wszystkich wiadomościach. Włamał się do domu Bishopa i tak dalej. Wszystko, co go dotyczy, będzie przeciekać do prasy. Harrigan bardzo chce go dopaść. Jak każdy prokurator okręgowy. Jeszcze jeden karb na prokuratorskiej lasce. – Wzruszył ramionami. – Ja w każdym razie nie kupuję wersji oficjalnej. Im więcej wiem na temat Darwina Bishopa, tym bardziej się upewniam, że to on jest mordercą.
– Czego dowiedział się Wiktor?
– Krótko mówiąc, Bishop nie jest Trampem, o ile w ogóle Trump jest Trumpem.
– Chyba nie rozumiem. – Byłem pewien, że nie rozumiem.
– Bishop może sobie mieć miliardy w aktywach, ale oprócz tego ma długi na jakieś pięćdziesiąt-sześćdziesiąt milionów. Facet jest bliższy krachu finansowego niż ja. A to daje do myślenia.
Mario przyniósł espresso, lemoniadę i canoli dla Rossettiego i postawił wszystko przed nim.
– Skąd Wiktor to wie? – zapytałem.
Rossetti odgryzł połowę canoli i przeżuwał kęs z zamkniętymi oczami.
– Mniam – zamruczał.
– Dobrze się czujesz?
Podniósł palec i upił łyk espresso.
– Niebo w gębie! – zawołał do Maria, po czym znowu skupił na mnie wzrok. – Ci faceci od razu wiedzą, gdy któryś z nich dostaje sraczki – powiedział w końcu. – Według Wiktora jest tajemnicą poliszynela, że Bishop znalazł się na skraju przepaści. Większość tego, co zarobił dzięki Consolidated Minerals and Metals, włożył w cztery firmy internetowe: Priceline.com, Microstrategy Inc., CMGI i Divine Interventures. Niedługo potem ceny ich akcji spadły o dziewięćdziesiąt pięć procent. Priceline – ze stu trzydziestu sześciu do jednego dolara za akcję. Nieźle, co? Bishop szuka okazji, by upły
– Tb by wyjaśniało, dlaczego kiedy go spotykam, wciąż sprawdza notowania giełdowe.
– A wiesz, co to znaczy? Jeszcze więcej kłopotów. Tonący brzytwy się chwyta.
– Zwłaszcza jeśli nakupował więcej tych technologicznych akcji. Odpływ od nich zaczął się już jakiś czas temu.
– Powstaje pytanie, czy ubezpieczył dzieciaki.
– Brooke i Tess? Polisa na życie dla niemowlaków?
– Każdego można ubezpieczyć.
– Dobrze, sprawdzimy to.
– Namierzyli już Billy’ego?
– Nie wiem. Ale jeśli wciąż jest na wyspie, dopadną go. Mają psy, helikoptery i małą armię wystawioną przez policję stanową.
– Miejmy nadzieję, że nie będzie stawiał oporu i nie ma broni.
Nie przyszło mi do głowy, że policja może coś zrobić Billy’emu, nie mówiąc już o zastrzeleniu.
– Jeśli dostanie kulkę w pierś – powiedziałem, głośno myśląc – wszyscy z zadowoleniem uznają, że sprawa jest zamknięta.
– Tak jak ci powiedziałem: walczysz teraz z zawodnikami wagi ciężkiej. Ktoś taki jak Bishop umie sprawić, by wszystko potoczyło się po jego myśli, zwłaszcza gdy ma nóż na gardle.
Za pięć jedenasta wreszcie znalazłem się w domu. Tym razem dla odmiany w poczcie głosowej nie było żadnych niepokojących wiadomości ani serii przerwanych połączeń. Zadzwoniłem do Northa Andersona na komórkę, żeby go poinformować, czego się dowiedziałem od Carla.
– Mój przyjaciel prawnik, Carl Rossetti, ma wysoko postawionych znajomych w rosyjskich sferach przemysłowych. Na ulicach, a raczej w gabinetach, mówi się, że Bishop ma kłopoty finansowe. Przejechał się na akcjach, narobił masę długów. Wystawił na sprzedaż trochę dzieł sztuki i kilka posiadłości.
– Popatrz, popatrz, jak to pozory mylą.
– Otóż to. – Zrobiłem pauzę. – Rossetti pomyślał, że powi
– Dobrze. Wysłałem już detektywa do szpitala, żeby przesłuchał Julię. Nazywa się Terry McCarthy. Wkrótce będę miał jej zeznania. Kazałem też komuś z policji w Duxbury sprawdzić tę niańkę, którą Julia wylała, Kristen Collier.
– Dowiedzieli się czegoś ciekawego?
– Niespecjalnie. Powiedziała, że była wściekła na Julię, gdy kazała jej się wynosić. Ale teraz jej trochę przykro, jakby częściowo też czuła się wi
– Niezła z niej cwaniara – przyznałem. – Poróżniła matkę z opiekunką. Claire udaje się rządzić w tym domu.
– Ta Collier w końcu przestała rozumieć, dla kogo naprawdę pracuje. Zaczęła u Claire potwierdzać plany Julii dotyczące bliźniaczek, nawet w tak rutynowych sprawach jak wybór kosmetyków czy kalendarz wizyt u lekarza.
– Dla nas mogą to być błahe sprawy, ale nie dla kobiety w ciąży.
– Mnie o tym mówisz? – mruknął Anderson. – Tina po kilka razy czyta każdy poradnik dla młodych matek, jaki jej wpadnie w ręce. W tej dziedzinie nie ma czegoś takiego jak błahe sprawy.
– A kobieta cierpiąca na depresję poporodową chce być silna, a nie wyglądać na chorą. Alergicznie reaguje na ludzi, którzy traktują ją jak inwalidkę.
– Najwyraźniej. Julia wylała tę Collier, nie dając jej okazji, żeby się wytłumaczyła.