Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 36 из 73

– Ale najwyraźniej uważają, że Wen tu się ukrywa. Inaczej nie porywaliby Qiao w Qingpu.

– Jeżeli pojawią się nowe tropy, może się nimi zająć Qian. Nie musicie zbaczać ze swojej drogi. Dopóki Amerykanka wie, że nasi ludzie się starają, to zupełnie wystarczy… – pod względem politycznym.

– Myślałem trochę o tych względach politycznych, towarzyszu sekretarzu Li. Przede wszystkim stosunki chińsko-amerykańskie są napięte od lata 1989 roku. Jeżeli uda nam się przekazać Wen szeryfom federalnym, będzie to wymowny gest.

Taka argumentacja mogła przekonać sekretarza partii. Chen postanowił jednak nie wspominać o telefonie ministra Huanga.

– Z pewnością – zgodził się Li, wypijając ostatni łyk zupy sojowej. – Nadal chcecie prowadzić śledztwo z udziałem inspektor Rohn?

– Kiedy namówiliście mnie, abym wziął tę sprawę, zacytowaliście Yue Fei – powiedział Chen, gasząc papierosa. – Najbardziej lubię ostatnie dwa wersy: „Gdy porządkuję góry i rzeki/Kłaniam się Niebiosom".

– Rozumiem was, ale nie wszyscy są tego samego zdania. – Li bębnił przez chwilę palcami w stół, a potem dodał: – Niektórzy ludzie mówią, że daliście prezent inspektor Rohn i nałożyliście go jej na szyję przed hotelem.

– Przecież to absurd – zaprotestował Chen, starając się pojąć znaczenie tej informacji. Niektórzy ludzie. Wydział Wewnętrzny, policja w policji. Drobna ozdóbka była nieistotna, ale w raporcie Wydziału Wewnętrznego mogła oznaczać wszystko:

„Starszy inspektor Chen utracił partyjnego ducha, flirtując z amerykańską tajną agentką".

– Wydział Wewnętrzny? Dlaczego?

– Nie zaprzątajcie sobie głowy tym, kto złożył raport, starszy inspektorze Chen. Jeżeli nie zrobiliście nic złego, nie musicie obawiać się diabła stukającego do waszych drzwi w środku nocy.

– To było po Operze Pekińskiej. Zgodnie z waszą sugestią, odprowadziłem inspektor Rohn do hotelu. Handlarz na Bundzie usiłował sprzedać jej świecidełko. Jak piszą gazety, niektórzy przekupnie starają się oskubać zagranicznych turystów. Targowałem dla niej ten naszyjnik. A potem sama poprosiła, żebym założył jej talizman na szyję.

Nie wspomniał, że za niego zapłacił. Ponieważ nie zamierzał ubiegać się o zwrot kosztów z komendy, nie miało to wpływu na rozliczenie wydatków.

– Tak, Amerykanie bywają tacy… odmie

– Uważam, że jako przedstawiciel chińskiej policji powinienem okazywać gości

Zresztą nie po raz pierwszy.

Zaangażowanie się Wydziału Wewnętrznego mogło być zrozumiałe w przypadku sprawy narodowej bohaterki pracy, gdzie ważył się nieskazitelny wizerunek partii. Ale w tym śledztwie starszy inspektor Chen nie robił nic, co zagrażałoby interesom partii.

Chyba że ktoś chciał zamknąć dochodzenie. Nie w interesie partii, ale triad.

– Nie przejmujcie się tym za bardzo – oznajmił Li. – Powiedziałem informatorowi bez ogródek: To bardzo specjalna sprawa. Jakiekolwiek towarzysz starszy inspektor podejmuje działania, robi to w interesie państwa.

– Jestem bardzo wdzięczny, towarzyszu sekretarzu Li.

– Skończmy już ten temat. Nie jesteście zwykłym funkcjonariuszem. Macie przed sobą bardzo długą drogę. – Li wstał. – To dla was niełatwa praca. Mnóstwo stresu. Doskonale to rozumiem. Rozmawiałem z komisarzem Zhao. W następnym miesiącu zorganizujemy wam urlop. Weźmiecie tydzień wolnego i pojedziecie do Pekinu; zobaczycie Wielki Mur, Zakazane Miasto i Letni Pałac. Komenda pokryje wydatki.

– To byłoby wspaniałe. A teraz muszę wrócić do pracy. A przy okazji, skąd dowiedzieliście się o porwaniu w Qingpu, towarzyszu sekretarzu?

– Wasz człowiek, Qian Jun, przekazał mi telefonicznie tę informację późno w nocy.

– Rozumiem.

Li odprowadził Chena do drzwi. W progu oparł dłoń na framudze i powiedział:

– Tydzień temu przez pomyłkę zadzwoniłem pod wasz stary numer telefonu. W rezultacie odbyłem długą rozmowę z waszą matką. My, starzy ludzie, mamy wspólne troski.

– Coś podobnego! W ogóle mi o tym nie wspominała! – Chen podziwiał sposób, w jaki Li potrafił niekiedy nadać ludzkie cechy partyjnej polityce.

– Uważa, że najwyższa pora, abyście się ustatkowali. Założyli rodzinę… zresztą sami wiecie. To wy musicie podjąć decyzję, ale uważam, że wasza matka ma rację.

– Dziękuję, towarzyszu sekretarzu. – Chen zrozumiał, do czego zmierza Li. Proponowane wakacje w Pekinie stanowiły część planu. Z Ling w tle. Uwagi sekretarza mogły wypływać z najlepszych intencji, ale wybrany przez niego moment był znaczący.

Dlaczego poruszył tę sprawę właśnie dzisiaj?

Po wyjściu z gabinetu, Chen wyjął papierosa, ale ostatecznie schował go z powrotem do kieszeni. W rogu korytarza stał automat z chłodzoną wodą. Starszy inspektor wypił parę łyków, potem zgniótł papierowy kubek i wrzucił do kosza.

Rozdział 20

Natychmiast po powrocie do swojego pokoju Chen zatelefonował do Qiana Juna.

– Och, dzwoniłem do was kilkakrotnie ubiegłej nocy starszy inspektorze Chen, ale nie udało mi się was złapać. Bardzo przepraszam, zgubiłem numer waszej komórki. Dlatego skontaktowałem się z sekretarzem Li.

– Zgubiliście numer mojej komórki? – Chen nie wierzył w wyjaśnienia Qiana. Mógł zostawić wiadomość na automatycznej sekretarce. Zrozumiałe, że młody i ambitny gliniarz próbował przypodobać się najważniejszemu szefowi partyjnemu; ale żeby pomijać bezpośredniego przełożonego? Chen zaczął się zastanawiać, dlaczego Li tak się upierał, by przydzielić do współpracy Qiana.

– Wiecie już, co zdarzyło się tej kobiecie z Guangxi, starszy inspektorze?

– Tak, sekretarz Li mi powiedział. Jak się o tym dowiedzieliście?

– Po rozmowie z wami skontaktowałem się z policją w Qingpu. Zadzwonili do mnie wieczorem.

– Są jakieś nowe informacje?

– Nie. Funkcjonariusze z Qingpu wciąż usiłują znaleźć łazik, którym przyjechali porywacze. Miał wojskowe tablice rejestracyjne.

– Przekażcie im, żeby skontaktowali się ze mną, kiedy będą mieli jakieś poszlaki. Są odpowiedzialni za to, co się stało na ich terenie – polecił Chen. – Coś nowego w sprawie zwłok w Parku na Bundzie?

– Nie. Tylko oficjalny protokół sekcji zwłok. Nic odkrywczego. Żadnych informacji z hoteli ani z komitetów sąsiedzkich. Rozmawiałem z dyrektorami hoteli. Ponad dwudziestoma. Zero informacji.

– Wątpię, żeby mieli odwagę mówić. Gdyby to zrobili, gangsterzy nigdy nie daliby im spokoju.

– To prawda. Kilka miesięcy temu właściciel kawiarni doniósł policji o handlarzu narkotyków, w następnym tygodniu lokal został całkowicie zdewastowany.

– Czym teraz zamierzacie się zająć?

– Podzwonię jeszcze do hoteli i komitetów sąsiedzkich. A pan ma dla mnie jakieś zadania, starszy inspektorze Chen?

– Owszem – oznajmił cierpko Chen. – Jedźcie do szpitala. Powiedzcie lekarzom, żeby zrobili dla Qiao wszystko, co mogą. Jeżeli potrzebne są pieniądze, weźcie z naszego budżetu specjalnego.

– Tak jest, szefie, ale budżet specjalny…

– Nie chcę słyszeć żadnego „ale". Tyle przynajmniej możemy zrobić – warknął Chen i rzucił słuchawkę.

Był zbyt przygnębiony, by sprawiedliwie potraktować młodego gliniarza. Poczuwał się do ogromnej odpowiedzialności za to, co zdarzyło się Qiao. Tyle przeszła, żeby mieć dziecko, ale w końcu je straciła. Co gorsza, nigdy więcej nie zajdzie w ciążę. Straszliwy cios dla tej biednej kobiety.

Chen złamał ołówek na pół jak żołnierz, który łamie strzałę podczas ślubowania. Musi znaleźć Wen, i to szybko. W ten sposób weźmie udział w walce z przemytem ludzi. Z Jią Xinzhim. I z całym złem triad.

Rozpamiętywał pecha Qiao, która nie mogła znaleźć pracy w Quingpu. „Szczęście rodzi nieszczęście, a nieszczęście szczęście", powiedział przed tysiącami lat Lao-tse. Do Szanghaju napłynęło tak wielu ludzi z prowincji, że nie byli w stanie znaleźć pracy nawet za pośrednictwem nowej instytucji gospodarki rynkowej – Szanghajskiej Metropolitalnej Agencji Zatrudnienia. Qiao się udało, ale ten sukces doprowadził do katastrofy.