Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 70 из 124

Byłaś w moim komputerze, pa

Rozdział 18

LISBETH SALANDER OBUDZIŁA się ze snu bez snów, ale z lekkimi mdłościami. Nie musiała odwracać głowy, żeby przekonać się, że Mimmi wyszła do pracy, choć jej zapach w dalszym ciągu unosił się w zaduchu sypialni. Wczoraj w towarzystwie Evil Fingers wypiła zdecydowanie za dużo piwa. Pod koniec wtorkowego spotkania w Kvarnen pojawiła się Mimmi, która po zamknięciu lokalu poszła z nią i do domu, i do łóżka.

W odróżnieniu od Mimmi Lisbeth nigdy nie uważała się za lesbijkę. Nigdy nie zastanawiała się, czy jest hetero-, homo-, czy może biseksualna. W ogóle nie przejmowała się etykietkami i uważała, że nikogo nie powi

Zegarek przy łóżku pokazywał wpół do dziesiątej. Lisbeth zaczęła się właśnie zastanawiać, co ją wyrwało ze snu, gdy ponownie zadźwięczał dzwonek u drzwi. Usiadła skonfundowana. Nikt nigdy nie pukał do niej o tej porze dnia. W ogóle przychodziło do niej raczej niewielu ludzi. Ciągle zaspana owinęła się prześcieradłem i poczłapała chwiejnie do drzwi. Otworzywszy, spojrzała w oczy Mikaelowi Blomkvistowi i ogarnięta paniką cofnęła się bezwiednie o krok.

– Dzień dobry, pa

Nie czekając na pozwolenie, przestąpił próg i zamknął za sobą drzwi. Podczas gdy Mikael z zaciekawieniem przyglądał się kupie ubrań w przedpokoju i stosom leżących na podłodze gazet, świat Lisbeth kręcił się w złą stronę – jak, co, kto? Mikael, zajrzawszy do sypialni, z rozbawieniem spojrzał na rozdziawione usta dziewczyny.

– Wyszedłem z założenia, że jeszcze nie jadłaś śniadania, więc przyniosłem bajgle. Pieczeń, indyk z musztardą i wegetariański z awokado. Nie wiem który wolisz. Pieczeń?

Zniknął w kuchni i od razu znalazł ekspres.

– Gdzie masz kawę? – zawołał.

Salander stała jak wmurowana w podłogę przedpokoju. Dopiero na dźwięk lejącej się z kranu wody zrobiła trzy duże kroki.

– Stop! – zorientowawszy się, że krzyczy, ściszyła głos. – Do jasnej cholery, nie możesz sobie tak po prostu włazić, jak gdybyś tutaj mieszkał. Przecież nawet się nie znamy.

Mikael zatrzymał się z dzbankiem wody nad ekspresem do kawy i odwróciwszy głowę, odpowiedział z powagą w głosie:

– Mylisz się! Znasz mnie lepiej niż większość ludzi. Prawda?

Stojąc plecami do Lisbeth, nalał wodę do pojemnika ekspresu i zaczął przeszukiwać stojące na blacie puszki.

– A propos, wiem, jak to robisz. Poznałem twoją tajemnicę.

SALANDER ZAMKNĘŁA oczy z nadzieją, że podłoga przestanie falować jej pod stopami. Znajdowała się w stanie intelektualnego paraliżu. Męczył ją kac. Sytuacja była jak ze snu, a mózg odmawiał współpracy. Lisbeth nigdy wcześniej nie spotkała któregoś ze swoich obiektów twarzą w twarz. On wie, gdzie mieszkam! Mikael Blomkvist stał w jej kuchni. To niemożliwe. To zwyczajnie nie mogło się wydarzyć. On wie, kim jestem!

Owinęła się ciaśniej prześcieradłem, które nagle zaczęło zsuwać się z jej ciała. Mężczyzna powiedział coś, czego najpierw nie dosłyszała.

– Musimy porozmawiać – powtórzył. – Ale najpierw chyba powi

Próbowała mówić rozsądnie.

– Posłuchaj, jeżeli masz zamiar zrobić awanturę, to raczej nie mnie. Ja tylko wykonałam zlecenie. Porozmawiaj z moim szefem.

Stanął przed nią z uniesionymi do góry rękami i otwartymi dłońmi. Jestem nieuzbrojony. Uniwersalny znak pokoju.

– Już rozmawiałem z Draganem Armanskim. Właśnie, prosił, żebyś do niego zadzwoniła. Wczoraj wieczorem miałaś wyłączoną komórkę.

Zrobił krok w przód. Choć nie czuła zagrożenia, cofnęła się automatycznie kilka centymetrów, gdy dotknął lekko jej ramienia i pokazał drzwi łazienki. Nie lubiła, gdy ktoś dotykał ją bez pozwolenia, nawet jeżeli czynił to w przyjaznych zamiarach.

– Nie zrobię żadnej awantury – zapewnił spokojnym głosem. – Ale bardzo mi zależy na rozmowie z tobą. Jak tylko się obudzisz oczywiście. Gdy wrócisz ubrana, będzie na ciebie czekała kawa. A teraz pod prysznic. Sio!

Posłuchała go bezwolnie. Lisbeth Salander nigdy nie jest bezwolna, pomyślała.

W ŁAZIENCE, OPARTA o drzwi, próbowała zebrać myśli. Była bardziej roztrzęsiona, niż potrafiła sobie wyobrazić. Później dotarło do niej, że ma przepełniony pęcherz i że po wczorajszym balowaniu prysznic to nie tylko życzliwa rada, ale zwykła konieczność. Świeżo umyta wymknęła się do sypialni, wciągnęła pospiesznie majtki, dżinsy i t-shirt z napisem Armageddon was yesterday – today we have a serious problem.

Po chwili wahania zdjęła z oparcia krzesła swoją skórzaną kurtkę. Wyciągnęła z niej paralizator, sprawdziła stan baterii i schowała do tylnej kieszeni spodni. W mieszkaniu unosił się zapach kawy. Wzięła głęboki oddech i weszła do kuchni.

– Nigdy nie sprzątasz? – zapytał Mikael na powitanie.

Wypełnił zlew brudnymi talerzami, opróżnił popielniczki, wyrzucił stary karton po mleku, oczyścił stół z pięciotygodniowej warstwy gazet, wytarł na mokro i nakrył do śniadania. Obok filiżanek leżały – to nie był żart – apetycznie wyglądające bajgle. Po nocy z Mimmi Lisbeth była naprawdę głodna. Okej, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Pełna rezerwy usiadła naprzeciwko Blomkvista.

– Nie odpowiedziałaś na pytanie. Pieczeń, indyk czy awokado?

– Pieczeń.

– To ja biorę z indykiem.

Przeżuwali w milczeniu, przyglądając się sobie nawzajem. Pochłonąwszy swojego bajgla, Lisbeth zjadła jeszcze połowę trzeciego. A później wzięła z parapetu wymiętą paczkę i wyłuskała z niej papierosa.

– Okej, teraz już wiem – przerwał ciszę Mikael. – Może nie jestem tak dobry jak ty, jeżeli chodzi o wywiady środowiskowe, ale wywnioskowałem, że nie jesteś ani weganką, ani – jak sugerował Dirch Frode – anorektyczką. Zamieszczę te informacje w raporcie na twój temat.

Salander wpatrywała się w niego tak długo, aż zrozumiała, że to tylko drwiny. Blomkvist wyglądał na tak osobliwie rozbawionego, że nie potrafiła odwzajemnić się niczym i

– Z czego się tak śmiejesz? – zapytała.

– Wybacz mi. Naprawdę nie planowałem takiego wejścia. Nie zamierzałem cię wystraszyć, co jednakowoż chyba mi się udało. Ale gdybyś zobaczyła swoją minę, gdy otworzyłaś mi drzwi… Byłaś przekomiczna! No i uległem pokusie i trochę sobie z ciebie zakpiłem.

Milczenie. Ku swojemu zdziwieniu Lisbeth odkryła, że owo nagłe i nieproszone towarzystwo jest całkiem znośne. A w każdym razie nie nieprzyjemne.

– Możesz to potraktować jako okrutną zemstę za to, że grzebałaś w moim prywatnym życiu – zaproponował radośnie. – Boisz się mnie?

– Nie – odpowiedziała Salander.