Страница 43 из 124
Razem z nim mieszkała jego matka, osiemdziesięcioletnia Gerda, wdowa po Gregerze. Mikael nigdy jej nie widział; schorowana, leżała całymi dniami, praktycznie przykuta do łóżka.
Trzecim członkiem rodziny był oczywiście Harald Vanger. Przez pierwszy miesiąc Mikaelowi nie udało się zobaczyć nawet cienia starego wyznawcy biologii rasowej. Jego dom sąsiadował z chatką dzie
Harald Vanger był jakby niewidoczną, ale nieusta
Raz dzie
Co gorsza, dozorca nie mógł odśnieżać u Mikaela, ponieważ traktor nie mieścił się w wąskiej bramie. Ciągle więc obowiązywały łopata i siła własnych mięśni.
W POŁOWIE STYCZNIA Mikael zlecił swojemu adwokatowi ustalenie terminu, w którym mógłby odbyć trzymiesięczną karę więzienia. Zależało mu na tym, żeby mieć to jak najszybciej z głowy. Pójście do pudła okazało się łatwiejsze niż przypuszczał. Już po tygodniu rozpatrzono sprawę pomyślnie i 17 marca Mikael miał się stawić w Rullaker pod Ostersundem w otwartym zakładzie dla odbywających karę po raz pierwszy. Adwokat oznajmił jednocześnie, że najprawdopodobniej kara ulegnie skróceniu.
– Świetnie – odpowiedział Mikael bez większego entuzjazmu.
Siedział przy kuche
MIKAEL SPOTYKAŁ swojego zleceniodawcę prawie każdego popołudnia. Czasami była to tylko krótka rozmowa, czasami siedzieli godzinami, dyskutując o zniknięciu Harriet i o najróżniejszych szczegółach z prywatnego śledztwa Henrika.
Nierzadko rozmowy wyglądały w ten sposób, że dzie
Zapewniał Erikę, że sformułuje strategię niezbędną do podjęcia walki z Hansem-Erikiem We
Henrik Vanger obserwował współdochodzeniowca z kontrolowanym niepokojem. Podejrzewał, że Mikael nie zawsze jest w stanie równowagi. Pod koniec stycznia podjął decyzję, którą zaskoczył siebie samego. Podniósł słuchawkę i zadzwonił do Sztokholmu. Trwająca dwadzieścia minut rozmowa dotyczyła w głównej mierze Mikaela Blomkvista.
MINĄŁ PRAWIE miesiąc, nim Eriką przestała kierować złość. Zadzwoniła o wpół do dziesiątej jednego z ostatnich styczniowych wieczorów.
– Rzeczywiście masz zamiar zostać tam na północy? – rozpoczęła bez powitania.
Jej telefon zaskoczył Mikaela do tego stopnia, że nie wiedział, co odpowiedzieć. Uśmiechnął się i opatulił szczelniej kocem.
– Hej Ricky. Powi
– A dlaczego? Czy pobyt w Herteperte jest jakoś szczególnie czarujący?
– Właśnie umyłem zęby w lodowatej wodzie. Aż plomby bolą.
– Sam sobie jesteś winien. Ale w Sztokholmie też jest zimno.
– Opowiadaj.
– Straciliśmy dwie trzecie ogłoszeniodawców. Nikt nie chce powiedzieć tego wprost, ale…
– Wiem. Zrób listę tych, którzy się wycofali. Któregoś pięknego dnia zaprezentujemy ich w odpowiednim reportażu.
– Micke… podliczyłam to wszystko i jeżeli nie zdobędziemy nowych klientów, to jesienią padniemy. Po prostu.
– Zobaczysz, że to się zmieni.
Usłyszał w słuchawce zmęczony śmiech.
– Jak możesz tak twierdzić, siedząc w tym lapońskim piekle.
– Słuchaj no, do najbliższej osady Saamów mam około pięciuset kilometrów.
Milczała.
– Eriko, jestem…
– Wiem. A man's gotta do what a man's gotta do and all that crap. Nie musisz nic mówić. Przepraszam, że jak najgorsza hetera nie odpowiadałam na twoje telefony. Możemy zacząć od nowa? Myślisz, że odważę się przyjechać do ciebie w odwiedziny?
– Kiedy tylko zapragniesz!
– Mam wziąć strzelbę z grubym śrutem?
– Nie, nie musisz. Wynajmiemy kilku Lapończyków z psimi zaprzęgami. Kiedy przyjedziesz?
– W piątek wieczorem. Pasuje?
Nagle życie wydało się Mikaelowi nieskończenie jaśniejsze.
Z WYJĄTKIEM WĄSKIEJ ścieżki prowadzącej do drzwi podwórze było zasypane białym puchem na wysokość około metra. Mikael, dokonawszy krytycznego przeglądu szufli do odgarniania śniegu, poszedł do Gu
Erika przyjechała około szóstej wieczorem. Przyglądali się sobie wyczekująco kilka sekund, by zatonąć w objęciach na zdecydowanie dłuższą chwilę.
Oprócz oświetlonego kościoła w wieczornych ciemnościach nie było wiele do obejrzenia; zamykano właśnie zarówno sklep Konsum, jak i kawiarnię Susa
TRZECIE SPOTKANIE z adwokatem Bjurmanem zostało odwołane, przełożone i w końcu ustalone na godzinę siedemnastą w ten sam piątek. Wcześniej Salander była przyjmowana w kancelarii przez kobietę w wieku pięćdziesięciu pięciu lat. Tym razem pachnąca piżmem sekretarka zdążyła pójść do domu, a od Bjurmana dochodziła lekka woń alkoholu. Gestem dłoni zaprosił podopieczną do zajęcia miejsca na krześle dla klientów i w roztargnieniu szperał w papierach do momentu, w którym jakby nagle zdał sobie sprawę z jej obecności.
Zaczął nowe przesłuchanie. Tym razem wypytywał Lisbeth o jej życie seksualne, które to życie uważała za rzecz jak najbardziej prywatną i o którym nie miała zamiaru z nikim rozmawiać.