Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 51 из 88

– To GPS. Wysyła sygnał. Można zobaczyć, gdzie gość wcześniej chodził.

– Masz odbiornik przy sobie czy w biurze?

– W laptopie. A o co chodzi?

– Chcę wiedzieć, gdzie dzisiaj był.

– Chwileczkę, muszę włączyć. Zaczekaj.

Czekałem, kończąc gui

– Gdzie jesteś, Mick?

– W „Four Green Fields”.

– Coś się stało?

– Tak, stało się. Włączyłeś już czy nie?

– Tak, mam zapis przed sobą. Jaki czas cię interesuje?

– Zacznij od dzisiaj rana.

– Dobra. Dzisiaj… hm, niewiele robił. Mam trasę z domu do biura koło ósmej. Potem wyskoczył niedaleko – dwie przecznice dalej, pewnie na lunch – i wrócił do biura. Ciągle tam siedzi.

Zastanowiłem się nad tym przez chwilę. Barman postawił przede mną nowe piwo.

– Val, jak takie coś można zdjąć z kostki?

– Pytasz, jak on mógłby ściągnąć? Nie da rady. Bransoletkę się skręca, a do śrub pasuje tylko jeden kluczyk. Jak klucz patentowy.

Jedyny egzemplarz jest u mnie.

– Na pewno?

– Na pewno. Trzymam go na kółku z kluczami.

– Nie ma żadnych dodatkowych egzemplarzy – nie wiem, u producenta?

– Nie powi

Jedyny sposób to piła. Trzeba by odciąć nogę razem z bransoletką.

Upiłem łyk z pełnej szklanki. Tym razem barman nie zadał sobie trudu, by rysować w pianie.

– A akumulator? Jeżeli się wyczerpie, to sygnał zanika?

– Nie, Mick. Tu też jestem ubezpieczony. Ma ładowarkę i gniazdko w bransoletce. Co kilka dni musi ją na dwie godziny podłączyć.

Wiesz, kiedy na przykład siedzi za biurkiem czy drzemie. Jak pojemność akumulatora spadnie poniżej dwudziestu procent, w komputerze włącza mi się alarm, wtedy dzwonię i każę mu podładować.

Jeżeli tego nie zrobi, mam drugi alarm przy poziomie piętnastu procent, a kiedy spadnie poniżej dziesięciu, wtedy bransoleta zaczyna brzęczeć i facet nie może ani zdjąć opaski, ani wyłączyć alarmu.

W ucieczce to raczej nie pomaga. A przy dziesięciu procentach mogę go namierzać jeszcze przez pięć godzin. Spokojna głowa, w ciągu pięciu godzin potrafię go znaleźć.

– No dobrze.

Technika zdołała mnie przekonać.

– Powiesz mi, o co chodzi?

Poinformowałem go o śmierci Levina, uprzedzając, że policja prawdopodobnie będzie chciała sprawdzić alibi Rouleta na podstawie danych zapisanych w systemie elektronicznego nadzoru. Valenzuela był wstrząśnięty wiadomością. Wprawdzie nie przyjaźnił się z Levinem tak jak ja, lecz znał go równie długo.

– Jak myślisz, Mick, dlaczego to się stało?

Pytał, czy moim zdaniem Roulet był mordercą albo zleceniodawcą zabójstwa. Oczywiście Valenzuela nie był wtajemniczony w ostatnie odkrycia Levina.

– Sam nie wiem, co myśleć – odparłem. – Ale powinieneś uważać na tego faceta.

– Ty też uważaj.

– Będę.

Zamknąłem telefon, zastanawiając się, czy Valenzuela mógł o czymś nie wiedzieć. Czy Roulet znalazł jednak sposób, by zdjąć bransoletkę z kostki albo unieszkodliwić system nadzoru. Wierzyłem w techniczną niezawodność aparatu, ale nie w pierwiastek ludzki. Zawsze trzeba się liczyć z błędem człowieka.

Zbliżył się do mnie barman.

– Hej, nie zgubiłeś czasem kluczyków od samochodu? – zagadnął.

Obejrzałem się, chcąc się upewnić, czy mówi do mnie, a potem przecząco pokręciłem głową.

– Nie – odrzekłem.

– Na pewno? Ktoś znalazł kluczyki na parkingu. Lepiej sprawdź.

Sięgnąłem do kieszeni marynarki, po czym wyciągnąłem do niego rękę. Kluczyki spoczywały na mojej otwartej dłoni.

– Widzisz, mówi…

Szybkim i nieoczekiwanym ruchem barman złapał kluczyki i uśmiechnął się do mnie.

– Ten numer powinien być testem trzeźwości. Właśnie oblałeś – oznajmił barman. – Nigdzie nie pojedziesz, stary – przynajmniej na razie. Kiedy będziesz chciał iść, zadzwonię po taksówkę.

Na wszelki wypadek odsunął się od baru, gdybym zaczął gwałtownie protestować przeciw podstępowi. Ale potulnie skinąłem głową.

– Dałem się podejść – powiedziałem.

Barman rzucił kluczyki na blat z tyłu, gdzie stały butelki. Zerknąłem na zegarek. Jeszcze nie było piątej. Przez tłumiącą wszystko alkoholową watę zaczynało przebijać uczucie palącego wstydu. Wybrałem najprostsze wyjście. Najbardziej tchórzowskie. W obliczu strasznego zdarzenia postanowiłem się upić.

– Możesz to zabrać – powiedziałem, pokazując gui

Wziąłem telefon i wcisnąłem i

– Hej, już kończysz?

– Haller?

– Tak.

– Co się dzieje? Pijesz? Masz zmieniony głos.

– Tym razem chyba ty będziesz mnie musiała odwieźć do domu.

– Gdzie jesteś?

– Na Forum Gnid i Frajerów.

– Co takiego?

– W „Four Green Fields”. Już chwilę tu siedzę.

– Michael, co się…

– Raul Levin nie żyje.

– O Boże, jak to…

– Morderstwo. To co, odwieziesz mnie do domu? Chyba przesadziłem.

– Tylko zadzwonię do Stacey, żeby została dłużej z Hayley, i zaraz będę. Nigdzie się nie ruszaj. Czekaj na mnie, dobra?

– Nie martw się, barman nigdzie mnie nie puści.

Zamknąłem telefon, informując barmana, że zmieniłem zdanie i w oczekiwaniu na transport wypiję jeszcze jedno piwo. Wyciągnąłem portfel i położyłem na barze kartę kredytową. Barman najpierw pobrał należność za rachunek i dopiero potem nalał mi gui

– Za szybko się uwinęłaś – powiedziałem. – Masz ochotę się napić?

– Nie, jest za wcześnie. Zabieram cię do domu.

– W porządku.

Zszedłem ze stołka, pamiętając, by zabrać kartę kredytową i telefon, i opuściłem bar, wspierając się na jej ramieniu i czując, jakbym wylał więcej gui

– Samochód stoi przed samym wejściem – powiedziała Maggie.

– Forum Gnid i Frajerów? Co chciałeś przez to powiedzieć?

– Ta knajpa to nasze forum. Gnid i frajerów, czyli prawników.

– Dziękuję ci bardzo.

– Ciebie to nie dotyczy. Jesteś prokuratorem.

– Przyznaj się, ile wypiłeś, Haller?

– Gdzieś między sporo a za dużo.

– Tylko mi nie zarzygaj auta.

– Obiecuję.

Rozdział 25

Dotarliśmy do samochodu, taniego modelu jaguara. To był pierwszy wóz, który kupiła bez mojego udziału i komentarzy na temat Jej gustu. Zdecydowała się na jaguara, bo czuła się w nim kobietą z klasą, ale każdy znający się na samochodach wiedział, że to po prostu uszminkowany ford. Nie psułem jej radości. Jej szczęście było moim szczęściem – z wyjątkiem jednego razu, gdy uznała, że będzie miała szczęśliwsze życie, jeśli się ze mną rozwiedzie. Nie bardzo się z tego ucieszyłem.

Pomogła mi wsiąść i pojechaliśmy.

– I nie przysypiaj – dodała, ruszając z parkingu. – Nie znam drogi.

– Jedź Laurel Canyon za wzgórze, a na końcu skręć w lewo.

Mimo że o tej porze więcej samochodów powi