Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 96 из 137

Nie miał pojęcia. Rozejrzał się, ponownie przypominając sobie słowa Fergusona, który twierdził, że przybycie do Pachouli po Newark w New Jersey było jak pojawienie się na letnim obozie, ciepłym i niezwykłym. Coś w rodzaju krajobrazu żywcem wziętego z przygód Hucka Fi

Co on mógł tutaj ukryć? – zapytał samego siebie.

Babka Fergusona pojawiła się w wejściu akurat, gdy na czworakach obstukiwał dokładnie podłogę.

– Już to robili – powiedziała. – Wtenczas. Czy jeszcze nie jesteś zadowolony? Wstał powoli, czując wzrastające zażenowanie.

– Nie wiem. Roześmiała się głośno.

– Skończyłeś już.

Wygładził dokładnie swoje ubranie.

– Pozwól, że porozmawiam z detektywami.

Zarechotała ponownie, po czym poprowadziła go na werandę, skąd Cowart wydeptaną ścieżką doszedł do dwóch detektywów.

Ta

– Nic co wyglądałoby jak dowód czegokolwiek, z wyjątkiem biedy.

– Mówiłem ci przecież – odezwał się Wilcox. Spojrzał na Cowarta i jego głos nieco zmiękł. – Poszedłeś do pokoju Fergusona?

– Mhm.

– Wiele tam nie ma, co?

– Kilka książek, wędki, pudełko z przyborami. Trochę rzeczy w szufladach i to wszystko.

Wilcox kiwnął głową.

– Dokładnie tak samo. To jest coś, co przestraszyło mnie cholernie. Wiesz, co jest, nie? Wchodzisz do większości bezimie

Brown zmarszczył czoło.

– Do diabła – powiedział. – Czuję się głupio i jestem głupi.

Cowart przerwał jego rozmyślania.

– Cały problem polega na tym, że nie mam pojęcia, co już zrobiliście poprzednio i jakie zmiany zaszły od tego czasu. Mogłem zauważyć coś, co może mieć znaczenie dla was, ale nie dla mnie.

Wydawało się, że Wilcox pozwoli ulecieć swojemu antagonizmowi w rosnący upał dnia.

– Właśnie to miałem na myśli mówiąc, że sobie nie poradzi. Może to coś pomoże?

Podszedł do samochodu i otworzył bagażnik. Wewnątrz znajdowało się kilka poukładanych katalogów, rewolwer, dwie kurtki do złudzenia przypominające kurtki niemieckiej artylerii przeciwlotniczej i duży żelazny drąg. Przetrząsnął szybko pliki wyciągając kilka spiętych kartek, które wręczył Cowartowi.

– To jest spis rzeczy sporządzony podczas rewizji. Zobacz, czy to ci się przyda.

Listę rozpoczynały rzeczy zabrane z domu Fergusonów, które miały zostać poddane szczegółowemu badaniu. Wśród nich wymieniono kilka ubrań z dodatkowym napisem „zwrócone po analizie”. Nie stwierdzono niczego podejrzanego. Z kuchni zabrano kilka noży i te również zostały zwrócone. Cowart dowiedział się, z jakich miejsc w domu zostały zabrane poszczególne przedmioty. Przeczytał szybko o metodach wykorzystanych podczas przeszukiwania każdego z pomieszczeń oraz które miejsca zostały przetrząśnięte. Zauważył, że pokój Fergusona poddano bardzo szczegółowej rewizji, lecz z negatywnym skutkiem.

– Zauważyłeś, żebyśmy coś przeoczyli? – spytał Wilcox. Cowart potrząsnął przecząco głową.

– Ta

Cowart podniósł głowę znad papierów i zobaczył, że porucznik odszedł od samochodu i wpatruje się w starą kobietę, która odwzajemnia mu uporczywe spojrzenie. Stała na skraju werandy i wydawało się, że ich wzrok łączy niewidzialna nić. Hipnotyzowali się nawzajem spojrzeniami.

– Ta

Policjant nie odpowiedział.

Cowart obserwował niemą walkę spojrzeń toczącą się między starą kobietą a detektywem. Uświadomił sobie, że pot spływa mu pod koszulą i przylepia włosy do czoła.

Nie odrywając wzroku od kobiety, Brown przemówił po chwili.

– Spójrz na nią – odezwał się cicho. – Sądzę, że pominęliśmy coś bardzo oczywistego.

– O Jezu, Ta

– Spójrz na nią. Ona coś wie i zdaje sobie sprawę, że nie mamy tej wskazówki. Do cholery. Patrz.

Wilcox wzruszył ramionami mrucząc coś niewyraźnie pod nosem i słowa roztopiły się w gorączce południa. Cowart ponownie utkwił wzrok w kartkach papieru, próbując jeszcze raz przeanalizować każdy szczegół, tak dokładnie jak niegdyś policjant sprawdzał każdy centymetr domu. Przeglądał kolejne stronice, zdając Wilcoxowi relację z tego, co odczytywał.

– Pokój frontowy: pobrane odciski palców, wszystkie przedmioty sprawdzone, żaden nie zabrany do szczegółowej analizy, płytki podłogowe zerwane, ściany opukane, użyty wykrywacz metalu; pokój pani Ferguson: przeszukany i sprawdzony pod względem ewentualnych ukrytych przedmiotów, nic nie znaleziono; spiżarnia: zabrano nożyce, ścierki do wycierania, ręcznik, zerwano płytki podłogowe; pokój Fergusona: zabrano odzież do analizy, sprawdzono ściany i podłogi pod kątem próbek włosów; kuchnia: sztućce zabrane do analizy, sprawdzony popiół w piecu, próbki wysłane do laboratorium. – Podniósł wzrok. – Wydaje się, że nie ma żadnego niedopatrzenia.

– Do diabła, spędziliśmy w tym miejscu długie godziny, sprawdzając każdy pieprzony gwóźdź leżący luzem. – Zniecierpliwił się Wilcox.

Brown wciąż wpatrywał się w starą kobietę.

– Dzisiaj wszystko wygląda tak samo – powiedział Cowart. – Poza tym, że prawdopodobnie zmieniła spiżarnię w ubikację. Tak mi się przynajmniej zdaje. Między jej pokojem a Fergusona nie ma zbyt dużo miejsca, co? – spytał.

– Nie. – Detektyw pokręcił głową. – Bardziej przypomina to ustęp niż spiżarnię – stwierdził.

Cowart przytaknął.

– Teraz jest tam ustęp i łazienka.

– Słyszałem, że Ferguson to zainstalował – dodał Wilcox. – Dostał trochę forsy od tego producenta z Hollywood, który chciał odtworzyć historię jego życia.

W tej samej chwili odnieśli wrażenie, że spływające na nich promienie słoneczne spotęgowały swą moc, a nagła eksplozja gorąca zdawała się wysysać całe powietrze z podwórza.

– A wcześniej, gdzie oni…

– Stara przybudówka na tyłach domu.

– I?

– I co?

– Nie ma jej na liście – powiedział powoli Cowart, czując łomotanie w skroniach.

Brown odwrócił się od pani Ferguson i spojrzał uważnie na swego partnera.

– Przeszukałeś ją, tak?

Wilcox skinął głową z lekkim wahaniem.

– Hm… tak jakby. Nakaz obejmował dom, więc nie byłem pewny, czy wychodek też należy włączyć do rewizji. Jeden z techników wszedł do środka, ale nic nie znalazł.

W oczach Browna pojawiły się piorunujące błyski.

– Daj spokój, Ta

Cowart odszedł na parę kroków od wozu. Przypomniał sobie słowa Blaira Sullivana: „Gdybyś miał oczy w dupie”.

– Żeby to jasna cholera! – Odwrócił się do Browna. – Sullivan mówił… Policjant zachmurzył się.

– Pamiętam, co mówił.

Cowart odwrócił się gwałtownie i zaczął iść szybkim krokiem na tyły domu. Doleciał go przeszywający duszne i gorące powietrze głos babki Fergusona.

– Dokąd idziesz, Biały Człowieku?

– Zajrzę z tyłu – rzucił szorstko Cowart.

– Tam nic dla ciebie nie ma! – krzyknęła rozdzierająco. – Nie wolno ci tam iść!

– Chcę zobaczyć. Do diabła, chcę zobaczyć.