Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 91 из 137

– Dobra – powiedział starszy – poczekamy tutaj. – Odwrócił się do Fergusona. – Mam dobrą pamięć do twarzy, gówniarzu – syknął szeptem. – Twoja zajęła właśnie czołowe miejsce na mojej liście.

Ferguson wykrzywił się do niego. – A twoja na mojej.

Zaczął zamykać drzwi, natychmiast jednak muskularne ramię młodszego z policjantów wystrzeliło mu naprzeciw, przytrzymując drzwi.

– Zostaną otwarte. Przynajmniej obejdzie się bez kłopotów. Ręka Fergusona odpadła od drzwi.

– Jak sobie życzycie.

Odwrócił się i wprowadził Shaeffer do mieszkania.

– Znam takich jak oni. Zupełnie jak połowa klawiszy na bloku. Myślą, że muszą być cholernie twardzi. Nawet nie wiedzą, co to znaczy być naprawdę twardym.

– A co to znaczy, panie Ferguson?

– Być twardym, to znać datę i godzinę. Wiedzieć, że jesteś zdrowy jak koń, ale społeczeństwo właśnie zafundowało ci śmiertelną chorobę. Być twardym, to wiedzieć, że każdy oddech zbliża cię bardziej do tego ostatniego. – Zatrzymał się na środku małego pokoju dzie

– Wtedy, kiedy muszę – odparła.

Nie roześmiał się, tylko spojrzał na nią z mieszanką niedowierzania i kpiny.

– Niech pani siada – powiedział. Sam usiadł na dobrze wysłużonej kanapie.

– Dziękuję – odparła. Ale nie usiadła. Zamiast tego zaczęła chodzić po pokoju, rozglądając się, jednocześnie nie spuszczając go z oka. Było to coś, czego ją nauczono. Bądź zawsze na nogach, kiedy podejrzany siedzi. Prawie każdego to zdenerwuje i sprawi, że pytający będzie wydawał się mocniejszy. Jego oczy uważnie ją obserwowały.

– Szuka pani czegoś? – Nie.

– To proszę mówić, czego pani chce.

Podeszła do okna i wyjrzała. Mogła stąd dostrzec czerwony samochód alfonsa i całą ulicę, pustą o tej porze.

– Nie bardzo jest na co popatrzeć – stwierdziła. – Dlaczego by ktoś chciał tutaj mieszkać? Szczególnie jeśliby nie musiał.

Nie odpowiedział.

– Prostytutki na rogu. Dom wariatów dwa domy dalej. Co jeszcze? Złodzieje. Gangi. Narkomani… – Spojrzała twardo na niego. – Mordercy. I pan.

– To prawda.

– A kim pan jest, panie Ferguson?

– Studentem.

– Są jeszcze jacyś i

– Nie znam żadnego.

– Więc dlaczego pan tutaj mieszka?

– Bo mi odpowiada.

– Pasuje pan tu?

– Tego nie powiedziałem.

– Więc dlaczego?

– Jest bezpiecznie. – Roześmiał się cicho. – Najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.

– To żadna odpowiedź.

Wzruszył ramionami.

– Żyje się wewnątrz siebie. Nie w tamtym świecie. W środku. Pierwsza lekcja, której się człowiek uczy w więzieniu. Pierwsza z wielu. Myśli pani, że zapomina się, tylko dlatego że się stamtąd wyszło? A teraz niech mi pani powie, czego pani tu szuka.

Zamiast odpowiedzieć, nadal krążyła po niewielkim mieszkaniu. Zajrzała do sypialni. Stało tam wąskie łóżko i samotna, odrapana, drewniana szalka w brązowym kolorze. Dostrzegła kilka ubrań, wiszących w ciemnej szafie wciśniętej we wnękę. W kuchni rezydowała mała lodówka, kuchenka i zlew. Na suszarce obsiąkały wyszczerbione, nie wyróżniające się niczym talerze i kubki.

Wracając do pokoju, zauważyła w rogu mały stolik, a na nim maszynę do pisania i rozrzucone kartki. Obok regalik z pustaków, na które położono surowe deski. Podeszła do biurka i zaczęła oglądać książki poustawiane na półkach. Natychmiast poznała kilka tytułów: podręcznik medycyny sądowej, autorstwa dawnego naczelnego lekarza sądowego dla miasta Nowy Jork, książka traktująca o technikach identyfikacyjnych, stosowanych przez FBI, wydana przez rząd, trzecia o mediach i przestępczości, napisana przez dawnego profesora z Uniwersytetu Columbia. Przeczytała je kiedyś sama, studiując w akademii policyjnej. Było jeszcze wiele i

– Pan to zaznaczał?

– Nie. Chcę wiedzieć, czego pani chce.

Odłożyła książkę, pozwalając oczom prześlizgnąć się po rozrzuconych na biurku kartkach. Zauważyła listę adresów, między którymi znalazło się również nazwisko Matthew Cowarta. Parę numerów z Pachouli i jakiś adwokat z Tampa, którego nazwisko nic jej nie mówiło. Wzięła kartkę do ręki i pokazała mu ją.

– Co to za ludzie? – spytała.

Jakby się zawahał, potem odparł:

– Muszę napisać listy. Do ludzi, którzy wspierali mnie w walce o wyjście z więzienia.

Odłożyła kartkę. Obok biurka dostrzegła stertę gazet. Przykucnęła i zaczęła je przeglądać. Wydania lokalne i same strony tytułowe. Niektóre z New Jersey, i

RODZINA OBIECUJE NAGRODĘ W SPRAWIE ZAGINIĘCIA CÓRKI

– Takie rzeczy pana interesują?

– Tak samo jak i panią – odparł Ferguson. – Nie jest tak? Kiedy bierze pani do ręki gazetę, jakie artykuły czyta pani najpierw?

Nie odpowiedziała, ale jeszcze raz rzuciła okiem na gazety. Na każdej stronie była jakaś informacja o popełnionym przestępstwie. I

POLICJA SZUKA SPRAWCÓW NAPADU

NIC NOWEGO W SPRAWIE PORWANIA DZIEWCZYNKI

– Skąd pan ma te gazety?

Spojrzał na nią.

– Od czasu do czasu wracam na Florydę. Przemawiam w kościołach, w klubach osiedlowych dla czarnych. Przed takimi ludźmi, którzy rozumieją, jak zupełnie niewi

Raz jeszcze rzuciła okiem na biurko.

– Jak na razie mam same piątki – dodał. Następnie wrócił do poprzedniego, kpiącego tonu. – A teraz proszę mi wreszcie powiedzieć, czego pani właściwie chce.

– W porządku – odparła. Nieustępliwość jego spojrzenia sprawiała, że czuła się coraz bardziej nieswojo. Odeszła od biurka i odwróciła się, stając naprzeciw niego. – Kiedy był pan ostatnio na Florida Keys? Konkretnie w górnej części Keys. Islamorada. Marathon. Key Largo. Kiedy był tam pan ostatnio, przemawiając do jakichś grup osiedlowych? – Nie starała się nawet ukryć sarkazmu.

– Nigdy nie byłem na Keys – odparł.

– Nie?

– Nigdy.

– Oczywiście, gdyby był ktoś, kto twierdziłby coś wręcz przeciwnego, dawałoby to do myślenia, nie sądzi pan? – Kłamała z łatwością, ale zawoalowana groźba spłynęła po nim bez śladu.

– Znaczyłoby to tylko, że ktoś udziela pani nieprawdziwych informacji.

– Zna pan ulicę Tarpon Drive? – Nie.

– Dom numer trzynaście. Był pan tam kiedyś? – Nie.

– Twój przyjaciel Cowart zawitał tam. Nie zareagował.

– Wiesz, co tam znalazł? – Nie.

– Dwa trupy.

– Czy dlatego pani tu jest?

– Nie – skłamała. – Jestem tu, bo czegoś nie rozumiem. Surowość dźwięczała zimno w jego głosie.

– Czego pani nie rozumie, pani detektyw?

– Ciebie, Blaira Sullivana i Matthew Cowarta. Zapadła krótka cisza.

– Nie pomogę w tym pani – powiedział. – Nie?

Ferguson miał niesamowitą zdolność sprawiania samą swoją nieruchomą obecnością, że ktoś czuł się nieswojo.

– W porządku. W takim razie powiedz mi, co robiłeś w czasie, kiedy twój stary kumpel Blair Sullivan dostawał kocioł.

Przez twarz przemknął mu błysk zaskoczenia. Po chwili odpowiedział: