Страница 79 из 137
Brown kiwnął głową, spoglądając na Cowarta.
– Nieźle, jak na dzie
Cowart otworzył już usta, żeby odpowiedzieć, ale nie odezwał się.
– Jest jeszcze i
– Wiem, że szybkie działanie jest istotne. To właśnie zrobiłeś w Pachouli i patrz, co z tego wyszło.
Brown zachmurzył się.
Cowart poczuł, jak pot wypływa mu spod pach łaskocząc w żebra.
– Wszystko jest możliwe.
– Prawda.
Brown wyprostował się i przetarł ręką czoło, jakby chciał uporządkować myśli, które kłębiły się w jego głowie. Westchnął głęboko.
– Chcę obejrzeć miejsce zbrodni – powiedział i ruszył szybko ulicą, jakby energiczny marsz miał pomóc mu uniknąć upału, który gęstniał nad nimi.
Gdy dotarli do numeru trzynastego, policjant zawahał się. Zwrócił się do Cowarta.
– Cóż, przynajmniej to działało na jego korzyść.
– Co?
– Spójrz na ten dom, Cowart. To dobre miejsce na uśmiercenie kogoś. – Wskazał ręką dom. – Oddalony od ulicy. Żadnych bliskich sąsiadów. Zwróć uwagę na sposób, w jaki dom jest ustawiony. Nie ma możliwości, żeby w nocy ktoś zauważył, co dzieje się w środku, chyba że stoi z boku. I w dodatku blisko. Czy myślisz, że Pan Spróchniały Ząb łazi tu nocą ze swoim bulterierem? Nie ma mowy. Stawiam swoją tygodniową pensję, że gdy tylko słońce zajdzie, ludzie zaszywają się przy piwie, telewizory grają, a jedynymi osobami na tej ulicy są tamte wyrostki. I
Cowart powiódł wzrokiem po podwórzu domostwa. Wyobraził sobie to miejsce w nocy i w duchu przyznał rację Brownowi. Mogły być jakieś krzyki, bo jakaś para się pokłóciła. Mogło się to zmieszać z hałasem pochodzącym od zbyt głośno nastawionych telewizorów, brzękiem tłuczonych butelek, pijackimi awanturami czy ujadaniem psa. Jeżeli nawet ktoś usłyszał odgłos szybko odjeżdżającego samochodu, pomyślał zapewne, że to jakieś nastolatki zabijają w ten sposób wszechobecną nudę.
– Całkiem dobre miejsce na morderstwo – stwierdził Brown.
Dom otoczony był żółtą policyjną taśmą. Detektyw prześlizgnął się pod nią. Cowart podążył za nim.
– Włazimy – rzekł Brown, wskazując tylne drzwi.
– Są zaplombowane.
– Pieprzę to. – Pojedynczym szarpnięciem otworzył drzwi, zrywając przy okazji żółtą taśmę.
Cowart zawahał się, ale wszedł za nim do środka.
W kuchni czuć jeszcze było zapach śmierci, który zmieszany z gorącem sprawiał wrażenie grobowej duchoty. Widoczne były ślady rutynowych czy
Ta
Brown wyszedł z kuchni zostawiając Cowarta na miejscu zbrodni.
Idąc szybko przez domek, w myślach dokonywał inwentaryzacji istnień, które się tu niedawno dokonały. Miał przed oczami Calhouna, czepiającego się kurczowo Jezusa, czekającego na wezwanie od Śmierci. Myśleli pewnie, że dane im będzie spokojnie i godnie przejść przez starość, gdy tymczasem rzeczywistość okazała się całkiem i
– Dowiedziałeś się czegoś? – zapytał Cowart. – Tak.
– Czego? – Cowart był zaintrygowany.
– Dowiedziałem się, że chciałbym kiedyś umrzeć w atmosferze prywatności, żeby żadni faceci nie łazili mi po domu i nie wściubiali nosa w moje sprawy – odrzekł Ta
Cowart spojrzał na kredowy napis na podłodze. Głosił on: Nocne ubrania.
– Co to jest? – spytał Brown.
– Kobieta była naga. Jej rzeczy zostały stara
Brown wyprostował się nagle.
– Stara
Cowart przytaknął.
Policjant spojrzał na dzie
– Pamiętasz miejsce, gdzie znaleźliśmy Joanie Shriver?
– Tak.
Cowart przypomniał sobie polanę na obrzeżach bagien. Zdawał sobie sprawę, że zostało mu zadane pytanie, ale nie bardzo wiedział, o co w nim chodzi. W wyobraźni chodził po polanie; odtwarzał sobie w pamięci plamę krwi w miejscu, gdzie dziewczynka została zamordowana, promienie słońca przedzierające się przez sklepienie drzew i gęstwinę krzewów. Zbliżył się do skraju czarnej, nieruchomej powierzchni bagna i zapatrzył się w dół na splątane korzenie, gdzie zostało zatopione ciało Joanie Shriver. Potem powrócił do chwili wydobywania ciała Joanie na brzeg. Na koniec przywołał obraz tego, co znaleźli obok miejsca zbrodni: jej ubranie.