Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 7 из 137

– A dowody w postaci próbek krwi?

– Laboratorium w okręgu Escambia jest dość prymitywne; nie takie do jakich jesteście przyzwyczajeni tam, w Miami. Określili jedynie zasadniczą grupę krwi. Zero plus. Taka grupa występowała w nasieniu znalezionym u zmarłej i taką grupę ma Robert Earl. Oczywiście taką samą grupę ma kilka tysięcy i

– A samochód?

– Zielony ford z numerami z i

– Nie był pan jego adwokatem podczas rozprawy, zgadza się?

– Nie, proszę pana. Ten przywilej przypadł w udziale komuś i

– Podważył pan solidność tamtego przedstawiciela prawa?

– Jeszcze nie. Ale zrobię to. Chłopak studiujący na trzecim roku wydziału prawa Uniwersytetu Florydy poradziłby sobie z tą sprawą lepiej. Nawet uczeń liceum poradziłby sobie lepiej. Wkurza mnie to. Nie mogę się doczekać, kiedy napiszę to podważenie. Jednak nie chcę strzelać ze wszystkich dział naraz.

– Co pan przez to rozumie?

– Panie Cowart – powiedział wolno adwokat – czy wy tam wiecie, na czym polega przeprowadzanie apelacji w sprawie wyroków śmierci? Cała sprawa sprowadza się do gryzienia jabłka po malutkim kawałku. W ten sposób można to przeciągać latami. Ludzie zapominają. Należy pozwolić, żeby czas popracował trochę na naszą korzyść. Nie wykorzystuje się z miejsca najlepszych kart, bo natychmiast posadzą chłopaka na gorącym krzesełku, łapie pan?

– Rozumiem – odparł Cowart. – Ale powiedzmy, że człowiek, który siedzi, jest niewi

– Tak panu powiedział Robert Earl?

– Tak.

– Mnie też tak powiedział.

– I co, panie Black, wierzy mu pan?

– Hm, może. Może słyszę to w większości przypadków, gdy rozmawiam z kimś, kto korzysta z gości

– Mógłbym.

– Niech pan tam pojedzie i się z nim spotka. Jest naprawdę bystry i wygadany. – Black roześmiał się. – Wysławia się o niebo lepiej niż ja. Chyba jest dość inteligentny, żeby zostać prawnikiem. Na pewno jest znacznie bystrzejszy niż ten jego adwokat, którego miał na rozprawie, i który chyba spał, gdy jego klienta sadzali na krzesło elektryczne.

– Proszę mi opowiedzieć o tym adwokacie.

– Staruszek. Zajmował się sprawami od stu albo od dwustu lat. Pachoula to niewielki obszar. Wszyscy się znają. Schodzą się w sądzie okręgu Escambia i robi się atmosfera jak na bankiecie. Bankiet w sprawie morderstwa. Nie przepadają za mną.

– Nie dziwi mnie to.

– Oczywiście Roberta Earla też nie darzyli szczególną sympatią. Wyjechał na studia, i te rzeczy, i wrócił wielkim samochodem. Ludzie pewnie się cieszyli, gdy go aresztowano. Oni nie są do takich rzeczy przyzwyczajeni. Oczywiście do morderstw na tle seksualnym też nie.

– Jak to miasteczko wygląda? – spytał Cowart.

– Tak jak pewnie wyobraża je sobie chłopak z miasta, taki jak pan. Jest to miejsce, które gazety i izba handlowa lubią określać mianem Nowe Południe. To znaczy, że nabrali po części nowej mentalności, a po części hołdują starej. Ale nie jest tak zupełnie beznadziejnie. Inwestują tam dużo dolarów w rozwój.

– Chyba wiem, co pan ma na myśli.

– Niech pan tam pojedzie i sam sobie obejrzy – powiedział adwokat. – Ale niech mi wolno będzie coś panu doradzić: to, że ktoś tam wysławia się tak jak ja i wygląda jak postać z Williama Faulknera albo Flanery O’Co

– Zakodowałem sobie.

Prawnik roześmiał się.

– Założę się, że nie przypuszczał pan, iż czytałem tych pisarzy.

– Nawet mi do głowy nie przyszło.

– Przyjdzie panu, zanim pan zakończy sprawę Roberta Earla. I niech pan postara się zapamiętać jeszcze jedną rzecz. Tamtejsi ludzie są prawdopodobnie dość zadowoleni, że Robertowi Earlowi przytrafiło się coś takiego. Niech pan więc nie liczy na zyskanie tam wielu przyjaciół. Wy, ludzie prasy, chyba nazywacie ich „źródłami”.

– Jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju – powiedział Cowart. – Twierdzi, że wie, kto jest prawdziwym zabójcą.

– Ja nic o tym nie wiem. Może i wie. Do diabła, to nawet całkiem prawdopodobne. Pachoula to mała dziura. Jedno wiem… – głos adwokata zmienił się, stał się mniej jowialny i przybrał bezpośredni ton, który zdziwił Cowarta -… wiem, że ten człowiek został bezpodstawnie skazany, i mam zamiar wyciągnąć go z celi śmierci, czy to zrobił, czy nie. Może nie w tym roku i nie w tym sądzie. Ale na pewno kiedyś w przyszłości i w jakimś i

– Ale jeśli nie zrobił…

– Cóż, ktoś tę dziewczynkę zabił. I chyba ktoś będzie musiał za to zapłacić.

– Mam mnóstwo pytań – powiedział Cowart.

– Tak przypuszczam. To sprawa, przy której nasuwa się wiele pytań. Czasami tak już jest. Proces, który ma wszystko wyjaśnić, jeszcze bardziej wszystko gmatwa. Wydaje się, że to właśnie przytrafiło się Robertowi Earlowi.

– Więc sądzi pan, że powinienem zbadać tę sprawę.

– Oczywiście – odparł prawnik. Cowart wyczuł uśmiech po drugiej stronie linii telefonicznej. – Tak sądzę. Nie wiem, czego się pan doszuka, poza uprzedzeniami i prymitywnym sposobem myślenia. Może będzie pan w stanie pomóc oswobodzić niewi

– A więc pan uważa, że jest niewi

– Tak powiedziałem? Miałem na myśli, że powinien zostać uznany za niewi

Rozdział drugi

Cowart zatrzymał wynajęty samochód na drodze dojazdowej prowadzącej do Stanowego Więzienia Florydy i popatrzył ponad polami na okazałe budynki, w których przebywała większość więźniów z całego stanu, wymagających specjalnego nadzoru. Właściwie były to dwa więzienia przedzielone niewielką rzeczką: Związkowy Zakład Poprawczy po jednej stronie i Więzienie Raidford po drugiej. Zobaczył bydło pasące się w dali na pastwiskach i unoszące się tumany kurzu w miejscach, gdzie grupy więźniów pracowały pośród pól uprawnych. W narożnikach umieszczone były wieże strażnicze i wydawało mu się, że dostrzega blask broni wartowników. Nie miał pojęcia, w którym budynku znajdowała się cela śmierci i pokój, gdzie trzymano stanowe krzesło elektryczne, ale słyszał, że pomieszczenia te są oddzielone od głównego więzienia. Zauważył czterometrowe, podwójne ogrodzenie z siatki, zwieńczone pętlami kolczastego drutu. Drut pobłyskiwał w pora