Страница 49 из 137
– Na przykład kto?
– Tak naprawdę to nie wiem. Niektórzy ludzie byli zdenerwowani tym, że go wypuścili. Oczywiście nie wszyscy. Małe miasteczko, wie pan, jak to jest. Ludzie się podzielili. Większość miała całkowite pomieszanie, nie wiedziała, co myśleć.
– Kto był zdenerwowany?
Ta
– Ja byłem. To wystarczy.
– Więc co się dzieje teraz?
– A czego pan oczekuje?
Cowart nie miał na to gotowej odpowiedzi.
Nie napisał reportażu, który miał zamiar napisać. Zamiast tego wrócił na zebranie redakcyjne i wpadł w wir pracy związanej ze zbliżającymi się wyborami. Przez wiele godzin robił wywiady z kandydatami, czytając w przerwach prognozy rankingowe i debatując z i
W pierwszym tygodniu grudnia, podczas rozprawy, której przewodniczył sędzia Trench, stan oczyścił Roberta Earla Fergusona z zarzutu popełnienia morderstwa pierwszego stopnia. Rzecznik prokuratury stanowej żalił się potem małej grupce zgromadzonych dzie
Ta
– Nie bardzo chce mi się o tym w tej chwili rozmawiać – stwierdził Brown, gdy Cowart poszedł się z nim zobaczyć. Wilcox powiedział tylko:
– Jezu, przecież ledwo dotknąłem tego człowieka. Gdybym go naprawdę uderzył, czy sądzi pan, że nie miałby żadnych śladów? Myśli pan, że ustałby na nogach? Do diabła, urwałbym mu ten wsiuński łeb. Cholera.
Jechał w duszny, wilgotny wieczór, przejeżdżając koło szkoły, mijając lasek, w którym Joanie Shriver rozstała się z tym światem. Postał chwilę na rozwidleniu dróg, patrząc na drogę, którą zabójca odjechał z miejsca zbrodni, później skręcił w stronę domu Shriverów. Zatrzymując się przed frontowym wejściem, dostrzegł George’a Shrivera, przycinającego żywopłot elektrycznymi nożycami. Podchodząc bliżej, zauważył, że ciało zwalistego mężczyzny było obficie zlane potem. Shriver wyłączył narzędzie, łapiąc urywane hausty powietrza, dzie
– Już wiemy – powiedział cicho. – Ta
Cowart stał przed człowiekiem o nabiegłej krwią twarzy, czując rosnący niepokój.
– Czy pan nadal uważa, że Ferguson zabił pańską córkę? A co z Sullivanem? Co z wysłanym przez niego listem?
– Nic już teraz nie wiem. Myślę sobie, że wszystko jest tak samo zagmatwane dla mojej pani i dla mnie, jak i dla i
Pani Shriver przyniosła mężowi szklankę wody z lodem. Spojrzała na Cowarta jakby z ciekawością, spoza której wyzierał gniew.
– Jedno, czego nie mogę zrozumieć, to dlaczego musieliśmy znowu przechodzić przez to wszystko. Najpierw pan, potem tamci i
Kobieta mówiła poprzez łzy, które jednak nie przyćmiły czystości jej głosu.
George Shriver wziął głęboki oddech i pociągnął długi łyk ze szklanki.
– Oczywiście nie winimy pana, panie Cowart. – Przerwał na chwilę. – A co tam, może i trochę tak. Nie możemy po prostu przestać myśleć, że gdzieś po drodze coś poszło źle. Pewnie to nie pana wina. Zupełnie nie pana. Kruche to było, tak jak powiedziałem. Kruche, to i się rozpadło.
Wielki mężczyzna ujął żonę za rękę i razem schronili się w mroku swego domu, zostawiając na zewnątrz nożyce i Cowarta.
Rozmawiając z Fergusonem, został niemalże przytłoczony podnieceniem w jego głosie. Wydawało się, jakby był tuż obok, a nie rozmawiał przez telefon, oddzielony znaczną przestrzenią.
– Nie wiem, jak panu dziękować, panie Cowart. Nie stałoby się tak, gdyby nie pańska pomoc.
– Stałoby się, prędzej czy później.
– Nie, proszę pana. To pan puścił koło w ruch. Gdyby nie pan, nadal siedziałbym w celi śmierci.
– Co pan teraz zamierza, Ferguson?
– Mam dużo planów, panie Cowart. Plany, żeby coś wyszło z tego mojego życia. Skończyć studia. Zrobić karierę. Tak jest. – Ferguson przerwał, a po chwili dodał: – Czuję się taki wolny, że mogę zrobić dosłownie wszystko.
Cowart już gdzieś słyszał takie stwierdzenie, nie mógł sobie jednak przypomnieć, kto i kiedy je wypowiedział. Nie chcąc sobie łamać nad tym głowy, zapytał:
– Jak idą studia?
– O, dużo się nauczyłem – oznajmił Ferguson. Zaśmiał się krótko. – Czuję, że wiem stokroć więcej, niż wiedziałem. Tak. Wszystko jest teraz inaczej. Była to niezła szkoła.
– Zamierza pan zostać w Newark?
– Nie jestem do końca pewny. Tutaj, panie Cowart, jest nawet zimniej, niż pamiętałem. Myślę, że powinienem wrócić na południe.
– Pachoula?
Ferguson zawahał się chwilę, zanim odpowiedział.
– Raczej nie. To miejsce nie przyjęło mnie zbyt gości