Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 137

Cowart wyobraził sobie, że wiadomość musiała rozjuszyć miasto odpowiednio do tego, jak potraktowane było ciało dziewczynki. Zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy: że osoba, która została wybrana na przesłuchanie w sprawie śmierci Joanie Shriver, wkroczyła w sam środek tej burzy, i że presja wywarta na policjantów, iż muszą złapać zabójcę, była ogromna. Może tak ogromna, że nie dawała się znieść.

Hamilton Burns był niskim, rumianym mężczyzną o siwych włosach. Jego głos, jak i

– Potrzeba trochę lodu – powiedział Burns i podszedł do narożnika niewielkiego biura, gdzie część drogoce

Prawnik pociągnął solidnie ze szklanki, oparł się wygodnie, kręcąc na krześle za biurkiem naprzeciwko Cowarta, i rzekł:

– Więc chcecie się dowiedzieć o Robercie Earlu Fergusonie. Co wam mogę powiedzieć? Moim zdaniem będzie składał apelację o ponowny proces, szczególnie że jego sprawą zajmuje się ten stary sukinsyn, Roy Black.

– Na jakiej podstawie?

– Jak to? To cholerne przyznanie się do winy, a cóż by i

– Dojdziemy do tego. Może pan zacząć od opowiedzenia mi, jak to się stało, że ta sprawa trafiła w pana ręce?

– Och, zlecenie z sądu. Dzwoni do mnie sędzia i pyta, czy zajmę się tą sprawą. Normalni obrońcy z urzędu byli zawaleni i

– I pan się nią zajął?

– Jak dzwoni sędzia, to się nie odmawia. Do diabła, większość prowadzonych przeze mnie spraw to zlecenia z sądu. Nie mogłem odrzucić właśnie tego.

– Potem wystawił pan sądowi rachunek na dwadzieścia tysięcy dolarów.

– Obrona zabójcy pochłania dużo czasu.

– Przy stawce sto dolarów za godzinę?

– Do diabła, jeszcze straciłem na tym interesie. Na dzwony piekielne, całe tygodnie to trwało, zanim ktokolwiek z tego miasteczka się do mnie ponownie odezwał. Ludzie zachowywali się, jakbym był jakimś pariasem. Judaszem. Wszystko dlatego że reprezentowałem tego chłopaka. Jak szedłem ulicą, nie było już „dzień dobry, panie Burns”, „miłego dnia, panie Buras”. Ludzie przechodzili na drugą stronę, żeby ze mną nie rozmawiać. To mała mieścina. Niech sam pan sobie policzy, ile straciłem na sprawach, które przejęli i

Adwokat sprawiał wrażenie rozżalonego. Cowart pomyślał, że może wydaje mu się, iż to on został skazany, a nie Ferguson.

– Czy kiedykolwiek wcześniej zajmował się pan sprawą zabójstwa?

– Parę razy.

– Czy chodziło o wyrok śmierci?

– Nie. W większości były to awantury rodzi

– Rozumiem – powiedział Cowart, pisząc szybko w notesie i przez chwilę unikając wzroku prawnika. – Proszę mi opowiedzieć o obronie.

– Nie ma znowu aż tak dużo do opowiadania. Wniosłem o zmianę miejsca rozprawy. Wniosek odrzucono. Wniosłem o wyłączenie z akt przyznania się do winy. Wniosek odrzucono. Udałem się do Bobby’ego Earla i powiedziałem mu: „Chłopcze, musimy się przyznać. Zabójstwo pierwszego stopnia. Daj się wsadzić, dostaniesz dwadzieścia pięć lat bez możliwości skrócenia wyroku. Zachowasz życie”. W ten sposób zostałoby chłopakowi jeszcze sporo życia po wyjściu. Chłopak na to: „Mowy nie ma”. Uparty. Jego stosunek do mnie można by oddać krótko – pieprz się. Ciągle powtarzał: „Ja tego nie zrobiłem”. Więc jakie jeszcze miałem wyjście? Próbowałem zebrać ławę przysięgłych, która nie byłaby uprzedzona. Udało mi się. Sprawa ciągnęła się dalej. Podawałem w wątpliwość dowody, aż skończyły mi się pomysły. Przegraliśmy. Co tu jest do opowiadania?

– Jak to się stało, że nie powołał pan jego babki, która zapewniała mu alibi?

– Nikt by jej nie uwierzył. Widział pan tę starą siekierę? Jedyne co wie, to że jej wnuczek jest chodzącym ideałem i nie skrzywdziłby muchy. Oczywiście ona jest jedyna, która w to wierzy. Jakby weszła na podium i zaczęła kłamać, byłoby jeszcze gorzej. Znacznie gorzej.

– Nie wiem, jak mogłoby być jeszcze gorzej, niż było.

– Cóż, to spóźniona refleksja, panie Cowart, i sam pan o tym wie.

– Przypuśćmy, że mówiła prawdę?

– Może i tak. To sprawa sędziego.

– A samochód?

– Ta cholerna nauczycielka powiedziała, że nawet mógł być i

– Czy wiedział pan, że policjanci najpierw powiedzieli jej, że Ferguson się przyznał, a potem pokazali zdjęcia jego samochodu?

– Co takiego? Nie. Nie powiedziała tego, gdy ją wezwałem do złożenia zeznań.

– Mnie powiedziała.

– Niech mnie szlag trafi.

Prawnik nalał sobie kolejnego drinka i upił potężny łyk. Ciebie nie trafi, pomyślał Cowart. Ale trafi Fergusona.

– A co z dowodami krwi?

– Grupa zero plus. Założę się, że pasuje do połowy facetów w tym okręgu. Przesłuchałem techników i dopytywałem się, dlaczego nie zbadali dokładniej podstawy enzymów, nie przeprowadzili jakichś obserwacji genetycznych czy jakiegoś i

– A przyznanie się do winy?

– Nie powi