Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 128 из 137

Odłożył słuchawkę i ponownie usiadł na łóżku. Poczuł osłabiające rozbawienie na myśl, że jedyną osobą, z którą zdecydował się rozmawiać, był nocny portier z motelu. Położył głowę na poduszce i czekał, aż nadejdzie umówiona godzina.

Noc owinęła się dookoła niego jak nie dopasowany garnitur. Kaszmirowa gorąca wilgoć wypełniła czarne powietrze. Smugi błyskawic pojawiały się na odległym nieboskłonie. Potężna burza rozszalała się nad zatoką, daleko stąd, za linią brzegową Pensacola. Ta

Tutaj się wszystko zaczęło. Dokładnie w tym miejscu wsiadła do samochodu. Czemu to zrobiła? Dlaczego nie zauważyła niebezpieczeństwa i nie uciekła w jakieś bezpieczne miejsce albo nie zawołała o pomoc?

Była w tym samym wieku co jego córka. Wystarczająco dorosła, by zagrażały jej wszelakie okrucieństwa tego świata, lecz nadal zbyt młoda, żeby zdawać sobie z nich sprawę. Pomyślał o wszystkich rozmowach z córką i Joanie Shriver, o swoich rozważaniach, czy powiedzieć im o grożących niebezpieczeństwach. Uciszał straszne myśli. Wolał dać dziewczynkom jeszcze jeden dzień, następną godzinę, minutę czy dwie niewi

Wiedza powoduje straty, pomyślał.

Przypomniał sobie, kiedy po raz pierwszy ktoś splunął mu w twarz słowem „czarnuch” i lekcję, jaką wyniósł z tego spotkania. Miał wtedy pięć lat i wrócił do domu zalany łzami. Matka pocieszyła go sprawiając, że poczuł się lepiej, lecz nie potrafiła zapewnić, że to się więcej nie powtórzy. Zdawał sobie sprawę, że od tego momentu pękła jakaś nić, że coś stracił. Poznajesz zło powoli, ale skutecznie, pomyślał. Uprzedzenie. Nienawiść. Przymus. Morderstwo. Każda lekcja zabiera ci kolejny kawałek nadziei charakterystycznej dla okresu młodości.

Uruchomił silnik i poprowadził wóz kilka przecznic dalej, do domu Shriverów. W kuchni i w pokoju gości

Zaprosiliby go do środka, usadowili w salonie, a następnie czekaliby grzecznie, żeby powiedział, co go sprowadza. Musiałby wymyślić coś w miarę oficjalnie brzmiącego. Nie mógłby opowiedzieć im o tym, co się wydarzyło, ponieważ sam nie był pewny, czym jest rzeczywistość.

W końcu zaczęliby mówić o swojej córce, o tęsknocie, o miłości. Zbyt ciężko by było tego wszystkiego słuchać.

Obserwował jednak dom, aż światła zgasły i Shriverowie prawdopodobnie poszli spać.

Poczuł dziwne uczucie niewdzięczności, pły

Umundurowany policjant wyskoczył natychmiast zza kierownicy z rewolwerem w jednej ręce, puszczając wprost na Ta

– To ja, porucznik Brown – powiedział spokojnie, wysiadając z samochodu. Młody policjant podszedł do niego.

– Jezu, poruczniku, diabelnie mnie pan wystraszył.

– Przepraszam. Chciałem tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku.

– Wchodzi pan do środka? Chce pan, żebym poszedł z panem?

– Nie. Zostań tutaj. Mam i

– Nie ma sprawy.

– Zauważyłeś coś podejrzanego?

– Nie. A właściwie tak. Jedna rzecz, ale prawdopodobnie bez znaczenia. Ciemny ford. Stary model. Rejestracja i

– Widziałeś kierowcę?

– Nie. Za pierwszym razem w ogóle nie zauważyłem, a za drugim zwrócił moją uwagę, ponieważ przejechał powtórnie. Prawdopodobnie to nic takiego. Ktoś przyjechał odwiedzić krewnych i zgubił drogę czy coś w tym rodzaju.

Ta

– Tak. Chyba coś w tym rodzaju. Ale miej uszy i oczy szeroko otwarte, dobrze?

– Tak jest. Za jakieś pół godziny mają mnie zmienić. Będę pamiętał, żeby powiadomić zmie

Ta

Przez chwilę odczuł potrzebę wejścia do środka i spojrzenia na śpiące twarzyczki swoich córek, może też na starego, który prawdopodobnie chrapał w najlepsze, kołysząc się w bujanym fotelu. Stary często raczył się szklaneczką lub dwiema, gdy dziewczynki zasypiały. Pomagało mu to łagodzić ból spowodowany artretyzmem. Czasem Ta

I co ja bym jej powiedział? Że nie radziłem sobie aż tak źle? Teraz jednak muszę uporządkować wszystkie sprawy. Poskładać wszystko najlepiej, jak potrafię. Przywrócić poczucie bezpieczeństwa.

Pokiwał głową i zjechał z krawężnika. Ponownie przejeżdżał znajomymi szlakami, mijając pamiętne miejsca. Wyczuwał obecność Fergusona niczym przykrą woń unoszącą się nad miastem. Czuł się zdecydowanie lepiej będąc w ruchu, jak gdyby stojąc w miejscu działał jako swoistego rodzaju tarcza strzelnicza. Nawet nie przeszło mu przez myśl, żeby się przespać. Przemierzał w tę i z powrotem ulice własnej pamięci, oczekując końca nocy. Musiał widzieć na tyle wyraźnie, by zrobić to, co zrobić powinien.