Страница 52 из 120
– Skąd mamy wiedzieć, kto nas obserwuje? – spytałem. Obracałem głową na prawo i lewo; poczułem przeszywające mnie ostrze chłodu, kiedy uświadomiłem sobie, że dowolny z setek zapatrzonych tępo przed siebie mężczyzn może tak naprawdę mierzyć swoje siły i brać mnie za cel.
Peter wzruszył ramionami.
– No, to dopiero sztuka, co? My szukamy, ale to anioł obserwuje. Po prostu bądź czujny. Coś się wydarzy.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem Lucy Jones. Wchodziła frontowym wejściem do Amherst. Zatrzymała się, żeby porozmawiać z jedną z pielęgniarek; podszedł do nich Duży Czarny. Lucy podała mu parę teczek z wierzchu przepełnionego pudła, które ze sobą przyniosła, i postawiła na błyszczącej podłodze. Peter i ja ruszyliśmy w jej stronę, ale zostaliśmy zatrzymani przez Gazeciarza. Zbliżył się w podskokach i zagrodził nam drogę. Okulary miał trochę przekrzywione, kosmyk włosów sterczał mu z głowy jak antena statku kosmicznego. Uśmiechał się tak samo dziwacznie, jak wyglądał.
– Złe wieści, Peter – oznajmił, chociaż się uśmiechał, jakby w ten sposób chciał trochę złagodzić informację. – Jak zwykle złe wieści.
Peter nie odpowiedział, a Gazeciarz zrobił zawiedzioną minę i przekrzywił głowę.
– Dobra – powiedział powoli. Potem spojrzał na Lucy Jones i zaczął się mocno koncentrować. Wyglądało to tak, jakby przypominanie wymagało wysiłku fizycznego. Po kilku chwilach natężania się jego twarz wykrzywił uśmiech.
– „Boston Globe”, dwudziesty września 1977. Dział wiadomości lokalnych, strona 2B: Nie chce być ofiarą; absolwentka prawa z Harvardu mianowana szefem wydziału przestępstw na tle seksualnym.
Peter znieruchomiał, potem odwrócił się do Gazeciarza.
– Co jeszcze pamiętasz?
Gazeciarz znów się zawahał, podnosząc ciężary swojej pamięci, potem wyrecytował:
– Lucy K. Jones, lat dwadzieścia osiem, pracownik wydziału wykroczeń drogowych i drobnych przestępstw z trzyletnim stażem, została mianowana szefem nowo utworzonego wydziału przestępstw na tle seksualnym biura prokuratora hrabstwa Suffolk, oznajmił dzisiaj jego rzecznik. Pa
Peter kiwnął głową.
– Nie było dalszego ciągu w dziale Styl Życia ani niczego takiego? – spytał.
Gazeciarz znów przeszukał pamięć.
– Nie… - odparł powoli. Uśmiechnął się szeroko, potem, jak zwykle, pospiesznie się oddalił, szukając egzemplarza codzie
Peter odprowadził mężczyznę wzrokiem, potem odwrócił się do mnie.
– No, to wyjaśnia jedno i zaczyna tłumaczyć drugie, prawda, Mewa? Też tak uważałem, ale zamiast odpowiedzieć, zapytałem:
– Co?
– No, po pierwsze, bliznę na policzku – odparł Peter. Blizna, oczywiście.
Powinienem pamiętać o bliźnie.
Siedząc w swoim mieszkaniu, wyobrażając sobie białą krechę na twarzy Lucy Jones, powtórzyłem ten sam błąd, który popełniłem lata temu. Widziałem skazę na idealnej cerze i zacząłem się zastanawiać, jak to okaleczenie zmieniło życie Lucy. Pomyślałem, że chciałbym choć raz dotknąć błyszczącej szramy.
Zapaliłem następnego papierosa. Szczypiący dym unosił się spiralą w powietrzu. Mógłbym tak siedzieć jeszcze długo, zatopiony we wspomnieniach, gdyby ktoś nie załomotał do drzwi.
Zerwałem się na równe nogi. Moje myśli się rozpierzchły zastąpione zdenerwowaniem. Ruszyłem w stronę wejścia i usłyszałem swoje imię, wykrzyczane ostrym tonem.
– Francis! – I znów seria uderzeń o grube drewno. – Francis! Otwieraj! Jesteś tam?
Zatrzymałem się, rozważając interesujące zestawienie żądania: „Otwieraj!” i następującego zaraz po nim pytania: „Jesteś tam? „W najlepszym wypadku powi
Oczywiście rozpoznałem głos. Zaczekałem chwilę, bo podejrzewałem, że w ciągu kilku sekund usłyszę drugi, również znajomy.
– Francis, proszę. Otwórz drzwi.
Siostra Numer Jeden i Siostra Numer Dwa. Megan, która jako dziecko była szczupła i wymagająca, ale wyrosła na kogoś o posturze zawodowego Jutbolisty i rozwinęła taki sam temperament, i Colleen, o połowę od niej mniejsza i nieśmiała, z rodzaju tych, co łączą w sobie lękliwość i oszałamiającą nieporadność, przejawiającą się nawet w najprostszych życiowych czy
– Francis, wiemy, że tam jesteś, masz natychmiast otworzyć!
I znów łup, łup, łup w drzwi.
Oparłem czoło o twarde drewno, potem się odwróciłem i przywarłem do niego plecami, jakbym w ten sposób mógł powstrzymać siostry od wejścia. Po chwili znów się odwróciłem.
– Czego chcecie? – zapytałem głośno. Siostra Numer Jeden:
– Żebyś otworzył! Siostra Numer Dwa:
– Sprawdzić, czy wszystko w porządku. Do przewidzenia.
– Wszystko w porządku – skłamałem z łatwością. - Jestem zajęty. Przyjdźcie kiedy indziej.
– Francis, bierzesz lekarstwa? Otwieraj natychmiast! - W głosie Megan było tyle władczości i stanowczości, ile w głosie sierżanta musztry piechoty morskiej w wyjątkowo upalny dzień w bazie Parris Island.
– Francis, martwimy się o ciebie!
Colleen martwiła się chyba o wszystkich. Martwiła się nieusta
– Mówiłem już – odparłem ostrożnie, nie podnosząc głosu, ale też nie otwierając drzwi. – Nic mi nie jest. Jestem po prostu zajęty.
– Czym? – spytała Megan.
– Swoim projektem. – Przygryzłem wargi. To się nie uda, pomyślałem. Nic z tego. Na pewno zacznie naciskać jeszcze bardziej, bo obudziłem jej ciekawość.
– Projektem? Jakim projektem? Twój opiekun powiedział ci, że możesz zająć się jakimś projektem? Francis, otwieraj natychmiast! Przejechałyśmy taki kawał, bo się o ciebie martwimy, i jak nie otworzysz…
Nie musiała kończyć groźby. Nie wiedziałem, co mogła zrobić, ale podejrzewałem, że cokolwiek planowała, musiało być najgorszym wariantem w tej sytuacji. Uchyliłem więc drzwi i ustawiłem się w szparze, żeby nie wpuścić ich do środka, z ręką na klamce, gotów w każdej chwili zatrzasnąć drzwi.
– Widzicie? Jestem, we własnej osobie. Taki sam jak zwykle. Taki byłem wczoraj i taki będę jutro.
Siostry uważnie mi się przyjrzały. Żałowałem, że nie doprowadziłem się trochę do porządku, zanim poszedłem otworzyć. Nieogolona twarz, pozlepiane brudne włosy i żółte od nikotyny palce musiały robić złe wrażenie. Spróbowałem poprawić koszulę, ale uświadomiłem sobie, że w ten sposób tylko zwracam uwagę na swój niechlujny wygląd. Colleen zachłysnęła się na mój widok. Zły znak, pomyślałem. Megan tymczasem próbowała zajrzeć mi nad ramieniem i domyśliłem się, że zobaczyła pismo na ścianach. Zaczęła otwierać usta, znieruchomiała, rozważyła to, co zamierzała powiedzieć, i zaczęła od nowa.