Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 46 из 53

Tak się zdumiał tym, że w pierwszej chwili nie był pewien, czy się nie przesłyszał, i osłupiały spojrzał na nią, stojącą z triumfalną i rozbawioną miną wśród tłumu.

W kłopotliwej ciszy, jaka zapadła, z odsieczą pośpieszył pan James, człowiek dobrze wychowany, umiejący się znaleźć w każdej sytuacji.

– Czy to ten Glossop z trustu PAEO? – spytał z namaszczeniem. – Niezwykle błyskotliwy człowiek.

– Tak, istotnie – zgodziła się pa

– On był tutaj? – Pan James był wyraźnie przejęty.

– Nie wydaje mi się… – zaczął Campion, ale pa

– Ależ tak – powiedziała – wczoraj wieczorem. Czekał na tego oto mądrego człowieka, zresztą tak jak i ja, i ucięliśmy sobie małą rozmówkę. Zapomniał się przedstawić, ale… – zwróciła się do Campiona z nutą łagodnego triumfu – przeczytałam jego nazwisko na kapeluszu, który leżał na krześle, na wprost mnie. Tak się składa, że jestem dalekowidzem. To bardzo mądry człowiek, ale nie potrafi reperować garnków elektrycznych. – Roześmiała -się wyrozumiale i zwróciła się do aktora, który stał tuż obok: – Adrianie, a może byś tak nam coś zadeklamował?

Po mistrzowsku zmieniła temat. Młody człowiek został zaskoczony, natomiast pan James jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej wyciągnął z kieszeni zegarek.

: – Sądzę, że również za tydzień będę miał przyjemność posłuchania pana – powiedział szybko. -Tuszę, że tak będzie, bo dzisiaj doprawdy nie mogę dłużej zostać. Dobre nieba! Nie wiedziałem, że już tak późno. Pani jest doprawdy zbyt dobrą gospodynią, pa

– O, proszę niech pan przyjdzie do mnie. Taka jestem leniwa – poprosiła i skinęła mu ręką z wdziękiem, a on kłaniając się i mrugając do i

– Człowiek dobry z kościami – zauważyła stara dama, jak gdyby od niechcenia rzucając za nim różę. – Mam nadzieję, Adrianie, że to ciebie nie zniechęci. To nie jest intelektualista. No co, zaczniemy, jak myślisz? Jak na Ibsena trochę za dużo ludzi, ale w odwodzie mamy zawsze Mercutia. Chyba że wolisz coś nowoczesnego?

Campion szukając drogi ucieczki ze zdumieniem zobaczył koło siebie doktora.

– O ile dobrze zrozumiałem, to pan wie, kto pisał do mnie anonimy – zaczai półgłosem, z powagą, wpatrzony w okulary Campiona. – Chciałbym o tym z panem porozmawiać. Widzi pan, ona nie była moją pacjentką. -To znaczy ja jej nie leczyłem. Nie była chora – chyba tylko na umyśle – i wprost jej to powiedziałem. – Te szeptane wynurzenia wyraźnie zdradzały nerwowe napięcie.

Campion rozmyślał, jak się uwolnić od niepożądanej obecności, kiedy nagle pojawił się Lugg. Nic nie powiedział, ale uniesienie brwi i nieznaczny gest brodą mówiły wyraźnie, że obaj mężczyźni powi

– Słuchajcie, panowie – starała się mówić rzeczowo, choć brakło jej tchu. – Chodzi o Lawrence'a. Czegoś się napił. Nie wiem, co to było i kto mu to podał, i czy wszyscy i

24. Poprzez sieć

Pogłoski, które napomykały o tym, że uczta w pałacu Borgiów była niczym w porównaniu z przyjęciem u Paunode'ów, wkrótce okazały się bliskie prawdy. Nadal jednak nikomu nie pozwolono opuścić domu i panowało wielkie napięcie.

W mokrym ogrodzie zebrali się przedstawiciele prasy. Trzymani byli z dala od wnętrza domu. Przemoczeni, snujący bezsensowne domysły, zachowywali się jak rój rozzłoszczonych os..

Wewnątrz domu panowało jeszcze większe podniecenie. W pokoju pa

W przerwach recytował Adrian Siddons.

Na dole salon i przylegająca doń garderoba zostały zamienione w zaimprowizowaną salę szpitalną dla Lawrence'a. Na polecenie doktora, Clarrie zdjął abażury z żarówek i ostre światło wydobyło z mroku ponury, zaniedbany pokój, uważany przez wszystkich domowników za niemieszkalny, z zakurzonymi sprzętami i obtłuczonymi przyborami emaliowanymi do mycia.

Doktor Smith obciągał właśnie rękawy koszuli, kiedy weszła Renee ze stosem świeżych ręczników. Narzuciła duży kuche

Uśmiechnęła się do Lawrence'a, który leżał na zniszczonej kanapie w stylu empire i wyglądem przypominał na pół oskubanego ptaka. Skórę miał wilgotną i wiotką, pokrytą gęsią skórką, ale bóle już minęły i zaczął go ogarniać pełen zdumienia gniew.

Luke i Campion siedzieli porównując swoje notatki. Obaj byli zmęczeni, ale w Luke'a wstąpił nowy duch.

– Widzi pan, to był zupełnie i

Jego ołówek przesunął się po kartce i zatrzymał przy zdaniu: „Poszkodowany mówi, że nie wie, kto mu podał szklankę".

– A co z tym?

– Bardzo prawdopodobne. Powiedziałby, gdyby się orientował – wyjaśnił Campion. -On. widzi wszystko bardzo niewyraźnie.

– Tak sobie pomyślałem.- Wysiłek, żeby zachowywać się spokojnie, sprawiał, że głos jego.przypominał buczenie wielkiego trzmiela. – Każdy, kto znał rodzinę, mógłby tu pomóc. Pa

Campion odwrócił się, żeby spojrzeć na doktora, który właśnie odezwał się:.

– Nie chcę. Luke -, zaczął – wypowiadać wiążących sądów, zresztą bez analizy nie można mieć pewności, ale sądzę, że-dano mu coś więcej niż truciznę z ziół.

Luke zdziwił się..

– Rzeczywiście to było coś i

– Widzi pan. Napój z ziół też chyba był trujący. Zapewne uratował mu życie, gdyż wywołał torsje. Sąd/ę jednak, że podano mu coś więcej. – Zawahał się i spojrzał zmartwionym wzrokiem najpierw na jednego, potem na drugiego. – Coś bardziej klasycznego, że tak powiem. Był jednocześnie i sztywny, i oszołomiony, dziwna rzecz. Również reakcja nastąpiła bardzo szybko. Mógł to być chloral w bardzo dużej dawce. Nie wiem. Oczywiście dowiemy się. Mamy próbki. Przy okazji, gdzie jest szklanka? Miał ją ze sobą?

– Sierżant Dice zabrał ją. Zabrał wszystkie dowody. – Luke odsunął na bok to pytanie. Jak terier chwycił nowy trop. – Znowu hioscyjamina, doktorze?

– Och nie, nie sądzę. Od razu sobie o niej pomyślałem i sprawdziłem objawy, ale chyba nie. Gdyby się okazało że tak, zdziwiłbym się.

– Ktoś starał się zrzucić winę na Jessikę. – To oświadczenie wypowiedziane głosem zdartym przez torsje, chropowatym, zdumiało obecnych. Podeszli wszyscy do kanapy, a Lawrence spojrzał na' nich badawczo – z wilgotnymi włosami i błyszczącą twarzą przypominał żyjącą maszkarę kościelną, tylko oczy miał bystre jak zawsze.

– Ktoś starał się rzucić podejrzenie na moją siostrę. – Słowa były wymawiane niezwykle stara