Страница 40 из 53
– Była tam pewna uwaga o kwiatach. – Lawrence nerwowo zbliżył się do niego. – Pamięta pan? Po całej masie kalumnii pod adresem doktora, oskarżających go o „ślepotę w ohydnym morderstwie", było dalej napisane „nawet toczące się kołem lilie powiedziałyby każdemu, ale nie głupcowi".
Pełna pasji odraza, z jaką zacytował te słowa, ujawniła całe wzburzenie, jakie te listy w nim wywoływały. W jego świecie wartości takie gwałcenie zasad logiki było wielkim. grzechem.
Luke był bardzo zainteresowany.
– Tak, przypominam to sobie. Kiedy „potoczyły się" kwiaty?
– Tuż przed pogrzebem, kiedy w hallu zebrani byli tylko domownicy. Nie było nikogo obcego. Nawet przedsiębiorca pogrzebowy z synem jeszcze nie przyszli.
– Był to zapewne wieniec z kwiatów? – podsunął Campion, który czuł, że w tej całej historii potrzebna jest akuszerka.
– Oczywiście. – Widoczne było, że teraz chce szybko wszystko wyjaśnić. – Widzi pan, ktoś kupił wieniec, nikt z rodziny. My nie jesteśmy wylewni. Chyba ten aktor Grace, który spędza dużo czasu z naszą przemiłą pa
– A co potem z nim zrobiła? – Charlie Luke słuchał tego opowiadania z mieszaniną podejrzliwości i oczekiwania, z jaką się zwykle traktuje nieprawdopodobne historie.
– Och, położyła go na krześle. Oczywiście' był trochę uszkodzony. Kiedy kondukt wyruszył, leżał na trumnie. – Wzruszył ramionami. – Było to zdarzenie całkowicie nieważne, a teraz wspomina się o nim w liście. I to właśnie przeraziło mnie. Te ohydne listy pisał ktoś z nas. Przecież w tym kryje się czyste szaleństwo. – Zadrżał, a w jego oczach malowały się bezradność i ból. – To straszne.
Luke nadal był spokojny.
– Wydaje mi się, że nie ma pan żadnego dowodu przeciwko pa
Wyraz twarzy Lawrence'a nagle się zmienił, stała się szkarłatna z oburzenia i odrazy.
– Chce pan przez to powiedzieć, że Kłytia i ten jej zdeprawowany chłopak napisali go razem?
– Nie, proszę pana, wcale nie. Czy nie może pan wyłączyć z tej sprawy siostrzenicy? Nie ma pan najmniejszego dowodu przeciwko niej. Każdy, kto widział wieniec toczący się po schodach, mógł o tym opowiedzieć komu chciał. Sprzątaczka może mieć ciocię, która wpadła na pomysł pisania listów. Pa
– Nigdy w to nie uwierzę, pa
Charlie Luke westchnął głęboko, ale nie zamierzał bronić siebie czy Renee. Zamiast tego spytał gwałtownie:
– Dlaczego śledził pan kapitana Setona na ulicy, przedwczoraj o drugiej godzinie w nocy? – Jeśli myślał, że go zaskoczy, to się mylił.
– To było wprost nie do wytrzymania. – Gęgający głos był opanowany. – Usłyszałem, że ktoś wyśliznął się z domu, sądziłem, że to Kłytia. Dlatego ona przyszła mi na myśl, ponieważ tego właśnie wieczoru posprzeczaliśmy się. Nie wiedziałem, że wróciła do domu, i kiedy na polecenie siostry cawnthrope'owałem do jej pokoju, przekonałem się, że jest w domu. Bardzo była niezadowolona z mojej kontroli.
– Mówiąc,,cawnthrope'owałem" zapewne chciał pan powiedzieć „zajrzałem" – podsunął spiesznie Campion widząc, że twarz Luke'a za chwilę zupełnie pociemnieje.
– Ależ tak, jakie to. niemądre z mojej strony. To takie rodzi
„Archidiakon Cawnthrope zgubiwszy okulary został poproszony przez żonę, żeby spojrzał w lustro, a zobaczy je. – Ach, przecież nie mogę tego zrobić – rzekł archidiakon – gdyż jak spojrzę, to nie zobaczę. – A jednak, jeśli nie spojrzysz- odparła dama – zapewniam cię, że nie dostrzeżesz ich, ponieważ przez cały czas-siedzą na twoim nosie." – Zamknął książkę.
– Uważaliśmy to zawsze za bardzo zabawne – powiedział.
Campion rzucił z ukosa spojrzenie na Luke'a i był zadowolony, że choć to zostało wyjaśnione. Inspektor patrzył na Palinode'a poważnie, a jego spojrzenie było zupełnie nie do odcyfrowania.
– A więc sądził pan, że to pa
– Tak sądziłem. – Lawrence z żalem odłożył książkę. – Poszedłem za nią i obserwowałem ją, ale niezbyt mi się to powiodło.- Uśmiechnął się samokrytycznie. – Widzi pan, praktycznie rzecz biorąc jestem zupełnie ślepy w ciemności. Musiałem mieć okropnie głupią minę, kiedy wreszcie wróciłem i okazało się, że to był kapitan Seton, który wyszedł wrzucić list do skrzynki.
Luke westchnął.
– Czy nie widział pan, czy Seton spotkał kogoś na ulicy, przy skrzynce?
Lawrence znowu uśmiechnął się.
– W ogóle nikogo nie byłem w stanie widzieć.
– Czy on sam panu powiedział, że poszedł wrzucić list?
– Nie, tak sobie pomyślałem. Wtedy, kiedy zatrzymałem go w hallu, powiedział mi tylko, że nie ma na imię
Kłytia.
– Kiedy otrzymał pan od niego zapis, jaki zostawiła mu pańska siostra Ruth? – Słowa te zostały wypowiedziane bardzo spokojnie, ale skutek ich był piorunujący: Lawrence Palinode cofnął się gwałtownie zaplątawszy się we 'własne nogi z trudem odzyskał równowagę.
– Kto pana poinformował o tym? – spytał w wielkim podnieceniu. -«Och tak, rozumiem, domyślił się pan tego z listu. Dlatego właśnie rozmawiałem z Setonem dziś po południu. Pomyślałem sobie, że musiał powiedzieć o tym Kłytii, oczywiście, jeśli to ona pisała te straszne listy – mówił bezładnie, a ręce mu drżały. – List oskarża mnie o ograbienie go, co jest śmieszne. Dałem mu przecież sporo pieniędzy, pięć funtów za coś tam, czego nazwy nie pamiętam.
– Czy to były akcje południowoamerykańskie? – Luke starał się wypaść jak najlepiej.
Lawrence spojrzał na niego, jakby pomyślał, że tamten zwariował.
– Nie sądzę. Pamiętam tylko, że były to akcje jakiejś tam kopalni i nie miały, jak już powiedziałem, żadnej wartości. Zostawiła je Betonowi, żeby mu dokuczyć, ponieważ on stale jest bez pieniędzy. Był to żart w jej stylu, niezbyt wyszukany. Kupiłem je od niego kilka tygodni temu, kiedy je otrzymał. Nie należy do naszej rodziny i uważałem za swój obowiązek, żeby nie był pokrzywdzony. We właściwym momencie można sobie pożartować, ale uważałem to za przejaw złego smaku ze strony Ruth. -.Jego wyjaśnienia nie brzmiały zbyt szczerze. Luke nadal był pełen wątpliwości.
– Gdzie znajdują się teraz?
– W bezpiecznym miejscu.
– Czy sprzeda je pan za pięć funtów?
– Z pewnością nie. – Był zmieszany i szukał ratunku w udanej irytacji. – One są częścią rodzi
Campion, który od pewnego czasu milczał, teraz spojrzał bacznie i spytał:.
– A może pan już je sprzedał?
– Nie sprzedałem ich. – W jego zaprzeczeniu zabrzmiała nieoczekiwana nuta uporu. – Nadal znajdują się w moim posiadaniu. Nigdy nie zgodzę się na ich sprzedaż. Czy skończył pan swoje przesłuchanie, panie inspektorze?
Luke dotknął ramienia Campiona.
– Owszem, skończyłem – powiedział energicznie. – Pan pozostanie.teraz w domu, panie Palinode. A my tymczasem pójdziemy na górę.
Lawrence opadł gwałtownie na fotel stojący koło stołu i przewrócił następny kałamarz.
– Zechce pan zamknąć drzwi za sobą – powiedział przez ramię, wycierając plamę po raz drugi. – Teraz zapewne pójdziecie panowie dręczyć Setona. Czy mogę zapytać, po co?