Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 52

Towarzysze wyprowadzili wreszcie z sali Harry Waite'a, wzburzonego i podnieconego wzrastającym podziwem wicehrabiego dla Sally.

– Susa

Zuza

Rozdział IV. Liga "Szkarłatnego Kwiatu"

Wszyscy mieli twarze promieniejące zadowoleniem, nawet szczęściem, przy tym wspólnym posiłku: i sir Andrew Ffoulkes, i lord Antony, przystojni młodzi Anglicy z wielkiego świata, i wytworna francuska hrabina z dwojgiem dzieci, której udało się ujść śmierci, znalazłszy bezpieczne schronienie na brzegach gości

W rogu pokoju dwaj nieznajomi ukończyli tymczasem rozpoczętą partię. Jeden z nich powstał i obróciwszy się plecami do wesołego towarzystwa, nałożył stara

Nikt nie zauważył tego dziwnego zdarzenia i gdy zakapturzona postać zamknęła drzwi za sobą, wszyscy odetchnęli z ulgą.

– Nareszcie sami! – zawołał radośnie lord Antony.

W tej chwili młody wicehrabia de Tournay powstał z pucharem w ręku i z uprzejmością, znamionującą owe czasy, podniósł go w górę, mówiąc łamaną angielszczyzną:

– Zdrowie jego królewskiej mości króla Jerzego III Angielskiego! Niech mu Bóg błogosławi za jego gości

– Zdrowie króla! – powtórzyli lord Antony i sir Andrew, podnosząc puchary.

– Zdrowie jego królewskiej mości, króla Ludwika francuskiego! – dodał sir Andrew uroczyście. – Niech go Bóg strzeże i dopomoże do zwycięstwa nad wrogami!

Wszyscy wstali i wychylili w milczeniu wino. Dola nieszczęśliwego monarchy francuskiego, więźnia własnego narodu, rzuciła cień smutku nawet na uśmiechniętą twarz Jellybanda.

– Wznoszę toast na cześć hrabiego de Tournay de Basserive! – rzekł lord Antony wesoło. – Obyśmy mogli niebawem powitać go w Anglii!

– Ach, panie! – odparła hrabina, sięgając po kieliszek drżącą ręką i podnosząc go do ust. – Nie śmiem nawet ufać…

Lord Antony nalał zupę, a Jellyband wraz z Sally zaczęli roznosić wkoło stołu talerze. Rozmowa ucichła, wszyscy zajęli się posiłkiem.

– Odwagi, hrabino! – ciągnął po chwili lord Antony. – Mój toast nie był zbyt śmiały. Będąc sama, hrabino, z pa

– Całą moją nadzieję pokładam w Bogu – odpowiedziała z ciężkim westchnieniem. – Mogę się tylko modlić i… ufać.

– Ależ naturalnie, pani. Ufność w Bogu przede wszystkim, ale spuść się też trochę na naszych angielskich przyjaciół, którzy obiecali przeprowadzić hrabiego szczęśliwie przez kanał, jak to uczynili z tobą, pani.

– Mam, panie, najgłębsze zaufanie do ciebie i twoich towarzyszy. Sława wasza rozeszła się już po całej Francji. Sposób, w jaki niektórzy z moich znajomych wymknęli się ze szponów okrutnego trybunału rewolucyjnego, był wprost cudowny, a wszystko dzięki tobie i twoim towarzyszom.

– Pani, byliśmy tylko wykonawcami.

– Ale mój mąż – ciągnęła dalej, a łzy tamowały jej mowę -jest w tak okropnym niebezpieczeństwie! Nigdy nie opuściłabym go, chodziło jednak o dzieci! Nie wiedziałam, co było moim ważniejszym obowiązkiem, one nie chciały jechać beze mnie, a wy zapewnialiście tak uroczyście, że mego męża też ocalicie. Ale teraz, gdy jestem tutaj wśród was, w tej pięknej i wolnej Anglii, myślę o nim. Ścigają go, a on ucieka, kryje się jak biedne osaczone zwierzę, w takim niebezpieczeństwie! Ach, czemu go opuściłam!…

Biedna kobieta była złamana. Zmęczenie, troski i trwoga zwyciężyły jej energię i dumę. Płakała cicho. Zuza

Lord Antony i sir Andrew milczeli. Głęboko byli wzruszeni, ale jako prawdziwi Anglicy niechętnie ujawniali swe uczucia. Ukrywając pod maską milczenia współczucie, wyglądali raczej na zmieszanych i zakłopotanych.

– Ja zaś – odezwała się naraz Zuza

Słowa te wypowiedziała z taką mocą i wiarą, że w jednej chwili osuszyła łzy matki, a uśmiech zawitał znowu na ustach wszystkich.

– Zawstydzasz mnie, panienko – odparł sir Andrew. – Choć życie moje jest na twoje usługi, byłem tylko skromnym narzędziem w rękach naszego wielkiego wodza, który zorganizował i uskutecznił waszą ucieczkę.

Mówił z takim zapałem i przejęciem, że oczy Zuza

– Wasz wódz, panie? – spytała hrabina z zaciekawieniem. – Ależ oczywiście, musicie mieć wodza, nie myślałam o tym wcześniej. Powiedz mi zaraz, gdzie on jest? Muszę jak najprędzej iść do niego, rzucić mu się do nóg wraz z moimi dziećmi i podziękować za to, co dla nas uczynił.

– Niestety, pani – odparł lord Antony – to jest niemożliwe.

– Niemożliwe? Dlaczego?

– Dlatego, że "Szkarłatny Kwiat" pracuje w ukryciu, a jego nazwisko znane jest tylko najwierniejszym towarzyszom. Ci zaś związani są uroczystą przysięgą, aby dochować tej ważnej tajemnicy.

– "Szkarłatny Kwiat"! – rzekła Zuza

Patrzała na sir Andrewa ze wzrastającym zaciekawieniem. Twarz młodego człowieka mieniła się pod czarem tego nazwiska. Oczy jego błyszczały; miłość, uwielbienie, cześć dla bohatera i wodza zdawały się pałać na jego obliczu.

– "Szkarłatny Kwiat" – odrzekł po chwili skupienia – jest to mały, niepokaźny kwiatek w formie gwiazdki, służący do ukrywania prawdziwego nazwiska, najszlachetniejszego i najodważniejszego człowieka na świecie, aby łatwiej mógł wypełniać wysokie zadanie, które wziął za cel swego życia.

– Ach tak – wmieszał się do rozmowy wicehrabia – słyszałem o tym "Szkarłatnym Kwiecie". Mały czerwony kwiatek, nieprawdaż? Mówią w Paryżu, że ile razy uda się monarchiście uciec do Anglii, ten szatan Fouquier Tinville otrzymuje papier z tym znakiem, wyrysowanym czerwoną barwą. Czy tak?

– Tak – odpowiedział lord Antony.

– W takim razie musiał taki papier otrzymać i dzisiaj?

– Jakże jestem ciekawa, co on na to powie – zawołała rozbawiona Zuza

– Miejmy nadzieję, że nieraz jeszcze będzie miał sposobność go oglądać.

– To wszystko brzmi, panie, jak czarowna bajka, której zrozumieć nie jestem w stanie -rzekła hrabina.

– Nie próbuj pani, rozwiązać tej tajemnicy.

– Powiedz mi przynajmniej, dlaczego wasz wódz i wy wszyscy wydajecie pieniądze i narażacie życie (bo narażacie je zawsze, ilekroć wstępujecie na ziemię francuską) dla nas, Francuzów, którzy jesteśmy dla was niczym?

– Dla sportu, hrabino, tylko dla sportu – zapewniał lord Antony, śmiejąc się wesoło. -Jak wiadomo, jesteśmy narodem sportsmenów, a teraz właśnie jest w modzie wyrywać zająca z zębów psa myśliwskiego.

– Nie, nie, to nie tylko sport! Jestem pewna, że macie wznioślejsze pobudki.

– Wierz mi, pani, i i

Ale hrabina niedowierzająco kiwała głową. Nie mogła uwierzyć, aby ci młodzi, bogaci, wysokiego rodu ludzie i wielki ich wódz mogli jedynie dla sportu narażać się bezusta