Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 52

Groza położenia uderzyła w nią jak piorun. Straszne rozczarowanie, trwoga przed tym, co się za chwilę stanie, zmąciły jej myśli. Czyniła nadludzkie wysiłki, aby nie paść w omdlenie pod tym okropnym ciosem.

– Talerz zupy i butelkę wina!

– rozkazał Chauvelin Brogardowi

– a potem umykaj stąd, gdyż chcę być sam, rozumiesz?

Brogard milcząc wypełnił rozkaz, nie protestując tym razem żadnym pomrukiem. Chauvelin siadł do stołu na miejscu przygotowanym dla wysokiego Anglika, a gospodarz zakrzątnął się koło kolacji, nalewając zupę i wino. Towarzysz Chauvelina, którego Małgorzata nie mogła widzieć, czekał, stojąc przy drzwiach.

Brogard na znak dyplomaty wyszedł śpiesznie z pokoju, a Chauvelin skinął ręką na owego drugiego mężczyznę.

Lady Blakeney poznała w nim Desgasa, przybocznego sekretarza Chauvelina, jego zaufanego powiernika, którego niegdyś często widywała w Paryżu. Desgas przeszedł przez pokój i przyłożył ucho do drzwi, za którymi znikł Brogard.

– Nie podsłuchuje? – zapytał krótko Chauvelin.

– Nie, obywatelu.

Małgorzata była przekonana, że Chauvelin rozkaże Desgasowi przeszukać mieszkanie. Nie śmiała nawet pomyśleć, co się stanie, gdy ją odkryją. Na szczęście dyplomata z taką niecierpliwością oczekiwał rozmowy z Desgasem, że obawa przed szpiegami grała tu rolę podrzędną.

Skinął na sekretarza, aby się zbliżył.

– Angielski jacht? – zapytał.

– Straciliśmy go z oczu o zachodzie słońca, obywatelu -odrzekł Desgas. – Jacht płynął wówczas na wschód ku przylądkowi Gris Nez.

– To dobrze. A co powiedział kapitan Jutley?

– Zapewnił mnie, że wszystkie rozkazy, które nadesłałeś zeszłego tygodnia, zostały wypełnione. Drogi śledzone są dniem i nocą przez patrole, plaża i skały nadbrzeżne obszukane stara

– Czy wie, gdzie znajduje się chata ojca Blancharda?

– Nie, obywatelu. Nikt nie może dać żadnych informacji o tej chacie. Jest tu mnóstwo chat rybackich wzdłuż wybrzeża, ale…

– Dobrze, już dobrze. A co przedsięwziął na dzisiejszą noc?

– przerwał niecierpliwie Chauvelin.

– Drogi i plaża będą nadal pilnowane przez patrole, obywatelu, i kapitan Jutley czeka na dalsze rozkazy.

– W takim razie idź do niego zaraz. Powiedz mu, że ma wzmocnić patrole, a przede wszystkim te, które czuwają na wybrzeżu. Zrozumiałeś?

Chauvelin mówił prędko i zwięźle. Każde słowo brzmiało w sercu Małgorzaty jak dzwon pogrzebowy jej najdroższych nadziei.

– Ludzie – ciągnął dalej -muszą zwracać baczną uwagę na każdego nieznajomego, przebywającego drogę pieszo, ko

– Rozumiem doskonale, obywatelu – odrzekł Desgas.

– Gdy tylko jeden z ludzi spostrzeże nieznajomego, dwóch i

– Wszystko jak najdokładniej obywatelu.

– Dobrze. Idź i rozmów się z Jutleyem. Postaraj się, aby posiłki zaraz wyruszyły w drogę; poproś kapitana o 6 ludzi i przyprowadź ich tutaj. Możesz być z powrotem za 10 minut. Ruszaj.

Desgas zasalutował i zwrócił się ku drzwiom.

Przed oczyma strwożonej Małgorzaty, słuchającej rozkazów Chauvelina, stanął jasno cały plan pojmania "Szkarłatnego Kwiatu".

Chauvelin chciał, aby uchodźcy pozostali w złudnym bezpieczeństwie, czekając w kryjówce na przybycie Percy'ego. Wtedy miano schwycić na gorącym uczynku odważnego spiskowca, gdy ratował monarchistów i zdrajców republiki. Dzięki temu, choćby nawet jego pojmanie zaniepokoiło obce państwa, rząd angielski nie mógłby legalnie protestować. Ponieważ pojmany spiskował z nieprzyjaciółmi rządu francuskiego, zatem Francja miała prawo skazać go na śmierć.

Ucieczka była niemożliwością. Drogi obsadzono patrolami, sidła zastawiono umiejętnie i na wielką odległość, a powoli zacieśniano je, aby schwycić w nie Blakeney'a, którego teraz nie zdoła już wyratować nawet jego zdumiewająca pomysłowość.

Desgas już odchodził, gdy Chauvelin odwołał go raz jeszcze.

Małgorzata zastanawiała się, jaki nowy szatański plan powstał teraz w jego głowie, żeby zgubić szlachetnego obrońcę, tak samotnego wobec całej bandy opryszków. Spojrzała na swego nieprzyjaciela, gdy zwrócił się w stronę Desgasa. Blada jego twarz rysowała się wyraźnie spod księżego szerokiego kapelusza i było w niej tyle śmiertelnej nienawiści i szatańskiego okrucieństwa, że ostatnia nadzieja zgasła w sercu Małgorzaty.

Zrozumiała, że od tego człowieka nie mogła spodziewać się litości.

– Zapomniałem dodać – rzekł Chauvelin z ohydnym chichotem, zacierając kościste ręce podobne do szponów drapieżnego ptaka -że wysoki osobnik będzie się z pewnością bronił, lecz pod żadnym warunkiem nie wolno do niego strzelić, chyba w ostateczności. Pamiętaj o tym. Chcę go pojmać żywego, o ile się da. – Zaśmiał się śmiechem szatanów, na widok mąk potępieńców, które opisał Dante.

Małgorzata miała wrażenie, że przechodzi wszystkie tortury, jakie ludzkie serce znieść było w stanie, i gdy Desgas opuścił gospodę, a ona została sama w tej pustej wstrętnej izbie, w towarzystwie zaciętego wroga, poprzednie jej męki wydały się teraz igraszką. A Chauvelin chichotał i zacierał wciąż ręce, ciesząc się z góry swym triumfem. Uplanował wszystko tak genialnie, że nie było najmniejszej obawy zawodu, ani możliwości ucieczki dla najzuchwalszego, najbardziej pomysłowego człowieka. Każda droga została obsadzona strażą, każdy kąt przeszukany, a tam w odległej, opuszczonej nadbrzeżnej chacie mała garstka skazańców czekała niecierpliwie na zbawcę, który śmiercią przypłaci swe bohaterstwo. Śmiercią? Stokroć więcej niż śmiercią! Ów wróg w szatach świątobliwego męża, szatan w ludzkim ciele, nie pozwoli nieustraszonemu bohaterowi umrzeć nagłą prędką śmiercią żołnierza na posterunku.

Przede wszystkim Chauvelin pragnął dostać w swe ręce nieprzyjaciela, który od dawna już mu urągał, chciał go widzieć bezbro

Małgorzata gorąco zapragnęła zginąć u boku męża i wierzyła, że znajdzie się chwila, choćby najkrótsza, w której zdoła mu wyznać, że jej miłość prawdziwa i gorąca należy jedynie do niego.

Chauvelin usiadł przy stole, zdjął kapelusz i Małgorzata ujrzała jego cienki profil o spiczastej brodzie, pochylony nad marną strawą.

Tchnął zadowoleniem i czekał na dalsze wypadki z wielkim spokojem, spożywając ze smakiem kolację, podaną mu przez Brogarda.

Nagle usłyszała dźwięk, który przeszył jej serce bezgranicznym lękiem. Był to wesoły, młody głos, śpiewający z uniesieniem angielski hymn narodowy.