Страница 75 из 94
Fisher wstał skonsternowany.
— Źle?
— Nie, dobrze! — powiedziała rzucając się na krzesło. Nie był pewny, czy dobrze ją zrozumiał, być może mówiła ironicznie? Przyglądał się jej z niemym pytaniem w oczach, podczas gdy ona dochodziła do siebie.
— Dobrze! — powtórzyła. — Bardzo dobrze! Wspaniale! Krile, patrzysz na idiotkę. Chyba już nigdy nie wyleczę się z tego!
— Co się stało?
— Chao-Li Wu znał odpowiedź. Znał ją przez cały czas. Mówił mi o niej. Pamiętam, że mówił mi o niej. Kilka miesięcy temu. Może rok temu. Zbyłam go wtedy. Nawet nie wysłuchałam go do końca. Naprawdę! — przerwała, by zaczerpnąć oddechu. Podniecenie nadawało rytm jej słowom.
— Problem polegał na tym, że uważałam się za światowy autorytet w sprawach lotów superluminalnych. Byłam przekonana, że nikt, absolutnie nikt nie może powiedzieć mi czegoś, o czym wcześniej nie myślałam i czego wcześniej nie wiedziałam. Jeśli ktoś proponował mi jakieś dziwne według mnie rozwiązanie, twierdziłam, że pomysł jest zły, zgoła idiotyczny. Wiesz, o co mi chodzi?
— Znałem takich ludzi — powiedział ponuro Fisher.
— Każdemu to się zdarza od czasu do czasu — powiedziała Tessa. — W pewnych warunkach. Myślę, że szczególnie dotyczy to starzejących się naukowców. Młodzi, odważni rewolucjoniści po dwóch dekadach zamieniają się w skamienieliny. Ich wyobraźnia pokrywa się grubą warstwą miłości własnej i to już jest koniec. Mój koniec… Ale dosyć. Opracowanie wszystkiego zajęło nam cały dzień, poprawianie równań, programowanie komputera, badanie koniecznych symulacji, ślepe zaułki, odnajdywanie nowych dróg i tak dalej. Normalnie zajęłoby nam to tydzień, ale popędzamy się jak nawiedzeni.
I znów zrobiła przerwę na oddech. Fisher czekał, aż zacznie mówić dalej. Kiwnął zachęcająco głową i wziął jej rękę w swoje dłonie.
— To wszystko jest bardzo skomplikowane — powiedziała w końcu. — Poczekaj, spróbuję ci to wyjaśnić. Spójrz: przemieszczamy się z jednego punktu w przestrzeni do drugiego poprzez hiperprzestrzeń w czasie zero. Poruszamy się po nowej drodze, za każdym razem jest to i
— Jeśli nie znamy tej drogi i nie doświadczamy jej, to skąd wiemy, że ona w ogóle istnieje?
— Ponieważ można ją obliczyć za pomocą równań, których używamy do opisu ruchu w hiperprzestrzeni. Równania dają nam drogę,
— Ale skąd wiesz, że równania te odnoszą się do rzeczywistości? Może to być przecież czysta matematyka…
— Może. Tak myślałam. Ignorowałam je. Wu sugerował, że równania te mają swoje znaczenie — rok temu — a ja, jak najprawdziwsza idiotka, zbyłam go. „Droga pozorna” — mówiłam — „istnieje tylko pozornie”. Jeśli nie można jej zmierzyć, to nie znajduje się ona w zakresie poznania naukowego. Byłam tak krótkowzroczna. Nie mogę o tym mówić spokojnie.
— W porządku. Przypuśćmy, że droga pozorna istnieje. Co wtedy?
— No, właśnie. Jeśli drogę pozorną wytycza ciało o znacznych rozmiarach, to ciało to doświadcza efektów grawitacyjnych. Był to pierwszy absolutnie fenomenalny i pożyteczny pomysł… że przyciąganie oddziałuje wzdłuż „drogi pozornej” — Tessa potrząsnęła gniewnie pięścią. — Ja również dostrzegłam to w pewien sposób, ale doszłam do wniosku, że jeśli statek będzie poruszał się z szybkością wielokrotnie przekraczającą prędkość światła, to przyciąganie będzie miało zbyt mało czasu na oddziaływanie w jakimś istotnym stopniu. Podróż — według mnie — miała odbywać się po euklidesowej linii prostej.
— Ale tak się nie stało.
— Oczywiście, że nie. Wu wyjaśnił mi, dlaczego. Wyobraź sobie, że prędkość światła jest punktem zero. Wszystkie szybkości mniejsze od prędkości światła będą wtedy miały wielkość ujemną, a większe wielkość dodatnią. W normalnym Wszechświecie, w którym żyjemy, wszystkie szybkości będą ujemne w tej matematycznej konwencji i, w rzeczy samej, muszą być ujemne.
Wszechświat opiera się na zasadzie symetrii. Jeśli coś tak fundamentalnego jak szybkość ruchu jest zawsze ujemna, to coś i
Jeśli jednak coś porusza się z szybkością superluminalną — to znaczy szybciej od światła — to jego szybkość jest dodatnia i to coś i
— Ale co z tego wynika, Tesso? — zapytał Fisher. — Jeśli poruszamy się z olbrzymimi szybkościami superluminalnymi, to zarówno przyciąganie, jak i odpychanie grawitacyjne ma za mało czasu, by na nas oddziaływać.
— Niezupełnie tak, Krile. Na tym polega piękno całej sprawy. Wszystko jest odwrotnie. W normalnym Wszechświecie ujemnych szybkości, im większa szybkość w stosunku do przyciągającego ciała, tym mniejsze przyciąganie i jego wpływ na kierunek ruchu. We Wszechświecie dodatnich szybkości, w hiperprzestrzeni, im szybciej lecimy w stosunku do odpychającego nas ciała, tym bardziej ono odpycha i zmienia kierunek lotu. Dla nas to nie ma sensu, ponieważ przyzwyczajeni jesteśmy do funkcjonowania w normalnym Wszechświecie, ale jeśli zmienimy tylko znaki z minusa na plus, to wszystko zaczyna pasować do siebie.
— Matematycznie. Ale czy można zaufać tym równaniom?
— Obliczenia dopasowuje się do rzeczywistości, a nie odwrotnie. Przyciąganie grawitacyjne jest najsłabszą z istniejących sił, podobnie rzecz się ma z odpychaniem grawitacyjnym wzdłuż drogi pozornej. Wewnątrz statku, a nawet w nas samych, każda cząsteczka odpycha i
Obliczyliśmy, w jaki sposób odpychanie grawitacyjne Jowisza może wpłynąć na naszą drogę w hiperprzestrzeni i okazało się, że droga ta zakrzywiała się dokładnie w taki sposób, jak miało to miejsce. I
— Skręciłaś mu kark, tak jak obiecywałaś?
Tessa uśmiechnęła się, przypominając sobie swoją groźbę.
— Nie, nie zrobiłam tego. Pocałowałam go.
— Wybaczam ci.
— Obecnie, Krile, najważniejszą rzeczą na świecie jest to, aby udało nam się bezpiecznie powrócić. Musimy zameldować o naszym odkryciu. Wu musi zostać odpowiednio uhonorowany. Oparł się na mojej pracy, przyznaje, ale zrobił coś, czego ja nigdy nie przewidziałam i mogłam nie przewidzieć. Biorąc pod uwagę konsekwencje takiego przeoczenia…
— Zdaję sobie z nich sprawę.
— Nie, nie zdajesz — powiedziała ostro Tessa. — Posłuchaj mnie uważnie: Rotor nie miał problemów z grawitacją, ponieważ ślizgał się jedynie w okolicach szybkości podświetlnych. Czasami przekraczał je, czasami nie. Oddziaływanie grawitacyjne bez względu na znak, bez względu na to, czy przyciągało czy też odpychało Rotora, miało niesłychanie mały wpływ. Dopiero w naszym przypadku konieczne jest branie pod uwagę odpychania grawitacyjnego. Moje równania są do niczego. Co prawda wprowadzą statek w hiperprzestrzeń, ale nadadzą mu zły kierunek. A to nie wszystko. Zawsze obawiałam się pewnego nieuniknionego niebezpieczeństwa, związanego z wychodzeniem z hiperprzestrzeni: co stanie się, jeśli po wyjściu trafi się w jakiś istniejący już obiekt? Oczywiście nastąpi wybuch, który zniszczy statek i wszystko, co się na nim znajduje w trylionowej części sekundy. Naturalnie nam nie grozi zderzenie z gwiazdą, ponieważ wiemy, gdzie są gwiazdy i wiemy, jak ich uniknąć. Z czasem dowiemy się, gdzie są planety i ich także będziemy unikać. Ale pozostają jeszcze dziesiątki tysięcy asteroidów, dziesiątki miliardów komet znajdujących się w pobliżu każdej gwiazdy. Jeśli wpadniemy w coś takiego, efekt może okazać się równie niebezpieczny. Do dzisiaj wydawało mi się, że jedyną rzeczą, jaka jest nas w stanie uchronić przed przypadkowymi zderzeniami, jest właśnie przypadek. Kosmos jest tak olbrzymi, że prawdopodobieństwo zderzenia się z obiektem większym od atomu jest minimalne. Zakładając jednak wystarczająco dużą ilość lotów kosmicznych, lotów w hiperprzestrzeni, prawdopodobieństwo to znacznie wzrasta. Nasze dzisiejsze odkrycie całkowicie zmienia postać rzeczy. Prawdopodobieństwo zderzenia się z i