Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 61 из 94

— Nie wiem, dyrektorze.

— Otóż, musimy znaleźć wystarczającą ilość planet podobnych do Ziemi; planet, które przyjmą naszą populację bez żadnych dodatkowych nakładów na ich przystosowanie. Musimy się nad tym zastanowić i musimy zrobić to teraz, a nie za pięć tysięcy lat.

— Ale jeśli nie znajdziemy odpowiednich planet, możemy umieścić Osiedla na orbicie odpowiednich gwiazd — palec Fishera zataczał okręgi.

— To w ogóle nie wchodzi w rachubę, mój dobry człowieku.

— Z całym szacunkiem, dyrektorze, to jest model, który istnieje tutaj, w Układzie Słonecznym.

— Niezupełnie. W Układzie Słonecznym istnieje planeta, która nawet w tej chwili — pomimo powstania Osiedli — daje schronienie 99 % osobników gatunku ludzkiego. Czy pyłek może egzystować samoistnie? Nie ma na to żadnych dowodów, a ja twierdzę, że nie.

— Być może ma pan rację, dyrektorze — powiedział Fisher.

— Być może? Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości — powiedział z przekonaniem Koropatsky. — Osadnicy pogardzają nami, ale ciągle o nas myślą. Jesteśmy ich historią. Jesteśmy dla nich przykładem. Jesteśmy źródłem, z którego czerpią natchnienie. Sami przepadliby już dawno.

— Zgadzam się, dyrektorze, ale nikt nie stwierdził jeszcze tego na pewno. Nie było jeszcze takiego Osiedla, które funkcjonowałoby bez planety…

— Ależ było, zdarzały się podobne sytuacje. We wczesnych latach rozwoju ludzkości osiedlano się na odizolowanych wyspach. Irlandczycy osiedlili się na Islandii, Norwegowie na Grenlandii, buntownicy na Pitcaim, a Polinezyjczycy na Wyspie Wielkanocnej. Efekt? Koloniści wymarli, zniknęli całkowicie. Stagnacja. Żadna cywilizacja nie rozwinęła się poza kontynentami lub na wyspach w ich pobliżu. Ludzkość potrzebuje przestrzeni, dużych wymiarów, różnorodności, nowych granic, horyzontów i tak dalej. Rozumiesz?

— Tak, dyrektorze — odpowiedział. (Rozumiem do pewnego momentu. Ale po co się kłócić?)

— Dlatego — Koropatsky podniósł wskazujący palec jak nauczyciel strofujący ucznia — musimy znaleźć planetę, przynajmniej jedną na początek. A to znowu sprowadza nas do kwestii Rotora.

Fisher podniósł brwi ze zdziwieniem.

— Rotora, dyrektorze?

— Tak. Co działo się z nimi przez te czternaście lat, odkąd nas opuścili?

— Doktor Wendel jest zdania, że mogli nie przetrwać. (Mówiąc to poczuł ukłucie bólu. Już sama myśl o tym była dla niego bolesna.)

— Wiem. Rozmawiałem z nią i bez dyskusji przyjąłem do wiadomości to, co miała do powiedzenia na ten temat. Chciałbym jednak usłyszeć twoje zdanie.

— Nie mam zdania, dyrektorze. Mam jedynie cichą nadzieję, że przetrwali. Moja córka była z nimi.

— Może jeszcze jest. Pomyśl! Dlaczego mieliby nie przetrwać? Z powodu usterki? Rotor to nie statek, lecz Osiedle, które przez pięćdziesiąt lat nie miało żadnych awarii. Rotor przemieszczał się w próżni pomiędzy Układem Słonecznym a Sąsiednią Gwiazdą, a co może stać się w próżni?

— Mała czarna dziura, samotny asteroid…

— Masz jakieś dowody? Zgadujesz jedynie, a twoje przypuszczenia są absolutnie nieprawdopodobne — tak przynajmniej twierdzą astronomowie. Zastanówmy się dalej: Czy hiperprzestrzeń posiada jakieś właściwości, które mogłyby okazać się groźne dla Rotora? Od lat prowadzimy badania nad hiperprzestrzenią i nie ma w niej nic, co w jakikolwiek sposób mogłoby okazać się niebezpieczne. Możemy więc założyć, że Rotor dotarł do Sąsiedniej Gwiazdy w stanie nienaruszonym — jeśli oczywiście taki był ich cel. A zdaje się, że możemy tak przypuszczać bez zbędnych dyskusji.

— Wydaje mi się, że tak.

— Powstaje w takim razie pytanie: jeśli Rotor dotarł bezpiecznie na Sąsiednią Gwiazdę, to co tam robi?

— Egzystuje — było to coś pomiędzy stwierdzeniem a pytaniem.

— Ale jak? Okrąża Sąsiednią Gwiazdę? Pojedyncze Osiedla w niekończącej się, samotnej wędrówce wokół czerwonego karła? Nie sądzę. Stagnacja. Powolna śmierć. Muszą zdawać sobie z tego sprawę. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. W i

— I wymrą? Czy taki jest pański wniosek, dyrektorze?

— Nie. Zrezygnują i wrócą do domu. Przyznają się do porażki i wrócą tam, gdzie jest bezpiecznie. Ale — i to jest najważniejsze — nie zrobili tego do tej pory i wiesz, co myślę? Myślę, że znaleźli nadającą się do zamieszkania planetę w pobliżu Sąsiedniej Gwiazdy.

— Ale w pobliżu czerwonego karła nie może znajdować się planeta nadająca się do zamieszkania. Jest tam za mało energii, a z kolei w samym pobliżu gwiazdy powstaje efekt pływów — przerwał i po chwili wymamrotał zawstydzony — doktor Wendel wytłumaczyła mi to wszystko.

— Tak. Mnie to również tłumaczono — zrobili to astronomowie. Ale… — Koropatsky potrząsnął głową — doświadczenie nauczyło mnie, że bez względu na zapewnienia naukowców, przyroda zawsze płata nam figle. W każdym razie… Czy rozumiesz, po co wysyłam cię w podróż?

— Pański poprzednik obiecał mi tę grzeczność w zamian za moje usługi.

— Ja mam lepszy powód. Mój poprzednik — wielki człowiek, godny podziwu człowiek, był także na koniec schorowanym, starym człowiekiem. Jego wrogowie podejrzewali go o paranoję. Wierzył, że Rotor wiedział o niebezpieczeństwie grożącym Ziemi i opuścił nas bez ostrzeżenia, ponieważ chciał, aby Ziemia została zniszczona. I w związku z tym mój wielki poprzednik postanowił ukarać Rotora. Niestety, odszedł od nas, a ja zająłem jego miejsce. Nie jestem stary, nie jestem schorowany, nie cierpię także na paranoję. Moim zamiarem nie jest karanie Rotora — zakładając. że doleciał on bezpiecznie do Sąsiedniej Gwiazdy.

— Bardzo się cieszę z tego powodu, dyrektorze, ale wydaje mi się, że powinien pan przedyskutować tę sprawę z doktor Wendel. Ona ma być kapitanem statku.

— Doktor Wendel jest Osadniczką. Ty jesteś lojalnym Ziemianinem.

— Doktor Wendel pracuje lojalnie od lat nad całym projektem.

— Nikt nie zarzuca jej nielojalności — przynajmniej w stosunku do projektu. Ale czy będzie lojalna w stosunku do Ziemi? Czy możemy mieć pewność, że zaniesie ziemskie posłanie Rotorowi?

— Czy mogę zapytać, dyrektorze, jakie jest to ziemskie posłanie dla Rotora? Rozumiem, że nie jest to posłanie wypowiadające wojnę Rotorowi dlatego, że nas nie ostrzegł.

— Masz rację. Nasze posianie zawiera przyjacielskie intencje, proponuje zacieśnienie związków, braterstwo i tym podobne ciepłe uczucia. Po nawiązaniu przyjaźni będziecie musieli szybko powrócić z informacjami na temat Rotora i jego planety.

— Jestem przekonany, że jeśli doktor Wendel zostanie o tym poinformowana, jeśli zostanie Jej to wyjaśnione, to wykona postawione zadanie.

Koropatsky chrząknął.

— Wiadomo, ale wiesz jak to jest. Ona jest kobietą nie pierwszej już młodości. Jest w porządku — podoba mi się — ale jest już po pięćdziesiątce.

— I ci z tego? — Fisher poczuł się obrażony.

— Ona zdaje sobie sprawę, że kiedy powróci po osiągnięciu życiowego sukcesu, jakim jest dla niej lot superluminalny, będzie dla nas ce

Fisher przełknął ślinę.

— Nie ma chyba powodu, aby przypuszczać…

— Są bardzo dobre powody. Doktor Wendel jest Osadniczką — zawsze była tutaj w — nazwijmy to — delikatnej sytuacji. Chyba rozumiesz. Ze wszystkich ludzi na Ziemi ona jest tą, na którą liczymy najbardziej i jest niestety Osadniczką. Sporządzono bardzo dokładny profil psychologiczny doktor Wendel. Badano ją na różne sposoby — z jej wiedzą lub bez. Mamy absolutną pewność, że będzie chciała lecieć dalej, jeśli damy jej taką szansę. Weź także pod uwagę brak środków łączności. Nikt nie będzie miał zielonego pojęcia o tym, co robi i gdzie się znajduje. Nie będzie nawet wiadomo, czy żyje.