Страница 39 из 54
Rozdział 33
Jessie obudziła się w ciepłym kokonie kołder, tuż obok trzeszczał ogień, a w powietrzu unosił się jakiś wspaniały zapach. Poczuła silny głód.
Usiadła na łóżku, Chase stał przy kominku, odwrócony plecami do Jessie i mieszał potrawę, której aromat wzbudził w dziewczynie wilczy apetyt.
– Nie wiedziałam, że potrafisz gotować. Odwrócił się i uśmiechnął.
– Czasami.
– Pachnie wspaniale.
– Dziękuję pani. – Podszedł do łóżka. Gdy popatrzył uważniej na Jessie, natychmiast spoważniał. – Mogę ci teraz przynieść zioła?
– Na razie nie są mi potrzebne, ale skorzystałabym z przyjemnością z tego, co upichciłeś.
– Jesteś pewna, że dobrze się czujesz?
– Naprawdę, Chase. Potrzebowałam jedynie chwili wypoczynku. Umieram z głodu. Chciałabym coś zjeść.
Uśmiechnął się radośnie.
– Nic prostszego, kochanie.
Jessie zmarszczyła brwi. Wolałaby, aby Chase nie nazywał jej w ten sposób, nie okazywał troski. Nie była pewna, co o tym sądzić.
Podchodząc do stołu, nie spuszczała wzroku z Chase'a. Poruszał się zwi
Zarumieniła się i odwróciła wzrok. Skąd jej przyszły do głowy takie myśli? Nosiła jego dziecko, lecz odkąd zaczął się przechwalać powodzeniem u kobiet, nabrała przekonania, że tak naprawdę wcale o nią nie dba. Dlatego ona postanowiła nie dbać o niego. Pamiętaj o tym, Jessie, napominała się w myślach.
– Czy ci za gorąco? – spytał Chase, stawiając talerz na stole.
Widząc, że zauważył jej wypieki, zarumieniła się jeszcze mocniej.
– Trochę – odparła gniewnie.
Jedli w milczeniu. Chase zmieszany był tą nagłą zmianą nastroju dziewczyny. Obserwował ją całkiem otwarcie, gdy tymczasem ona spuściła skromnie oczy i pochłaniała pożywienie tak, jakby od wielu dni nie miała nic w ustach. Wydawała się zdrowa. Wróciła do dawnej formy, choć jeszcze kilka godzin temu była chora i blada. Najwyraźniej potrzebowała paru godzin snu. Pomyślał, że może nie powi
Cisza się przeciągała. Może Jessie martwiła się Bowdre'em bardziej, niż się wydawało?
– Wiesz, jeśli zamkniesz się w sobie i nie przestaniesz martwić, rana zacznie ropieć.
– Co takiego? – Popatrzyła na niego rozszerzonymi oczyma.
– Na pewno rozumiesz, o co mi chodzi – odparł spokojnie.
– Chyba jednak nie – powiedziała buńczucznie.
– O Latona Bowdre'a. O kradzież stada. To przecież jeszcze nie koniec świata.
– Nie. – Westchnęła. – Zabiję po prostu tego drania, jeśli znów wejdzie mi w drogę.
Chase wybuchnął głośnym śmiechem.
– Daj spokój, bądź poważna.
– jestem śmiertelnie poważna.
– Co zamierzasz zrobić? Wyzwiesz go?
– Dlaczego nie?
– Bo on może ci odmówić i nikt nie pomyśli o nim nic złego. Żaden mężczyzna nie stawi czoła kobiecie w pojedynku na rewolwery, nawet taki łajdak jak Bowdre.
– Nie ujdzie mu to na sucho, Chase. Gdybym zdobyła jakiś dowód, zostawiłabym całą sprawę szeryfowi, ale w tej sytuacji sama muszę się tym zająć. No bo cóż i
– Pozwól, że ja załatwię tę sprawę.
– Wyzwiesz Bowdre'a?
– Tak.
– Nie.
Odmowa wprawiła Chase'a w irytację.
– Przecież na pewno podjąłby rękawicę.
– Powiedziałam: ni e. To nie w porządku.
– I tak już jest za późno – odparł Chase. – Bowdre odebrał sobie całą wartość weksla, a nawet więcej, sprzedając twoje bydło. Na pewno czuje się usatysfakcjonowany i już dawno się stąd ulotnił.
– Mam nadzieję, że się mylisz – powiedziała z zawziętością w głosie Jessie.
– Rozlew krwi nigdy niczego nie rozwiązał. Nie zbankrutowałaś. Odżałuj tę stratę. Zapomnij o niej.
– Łatwo ci mówić, Summers. Nie twoje życie legło w gruzach. Moje ranczo jest stanowczo za małe, aby nie odczuć takiego uszczerbku. Thomas Blair nigdy nie zamierzał być królem bydła. Chciał jedynie osiedlić się na ziemi, na której spędził młodość, i praca na ranczu stworzyła mu właśnie taką możliwość. Nasze stado nigdy nie było duże, a jednak każdej zimy traciliśmy jego znaczną część. Zawieja sześćdziesiątego szóstego roku zmiotła z powierzchni ziemi kolejne siedemdziesiąt procent. Właśnie wówczas Thomas, chcąc uzupełnić braki, popadł w ogromne długi. Ledwo jednak wyszedł z tarapatów, wpadł na pomysł budowy większego domu. Zawsze tonęliśmy w długach, bydła sprzedawaliśmy zaledwie tyle, by przetrwać. Nie mogę sobie pozwolić na taką stratę.
Przemowa wywarła na Chasie duże wrażenie. Serdecznie współczuł Jessie.
– Przecież wiesz, że matka chętnie by ci pomogła.
– Daj spokój! – warknęła.
Zrozumiał, że traci tylko czas. Nigdy jednak nic nie wiadomo. Musiał spróbować.
– Może przyjmiesz pożyczkę ode mnie? W Cheye
Pokręciła głową.
– Co się z tobą dzieje, Chase? Najpierw chcesz się pojedynkować w moim imieniu, a teraz występujesz z propozycją pożyczki? Masz wyrzuty sumienia z powodu mojej utraconej cnoty? Rachel cię napuściła?
Wprawiła go w osłupienie. Nie była wcale zła, tylko zdziwiona. Nie bardziej zresztą niż on sam.
– No więc? – przynagliła.
– W porządku. Powiedzmy, że mamy rachunki do wyrównania.
– Nie. Bądźmy uczciwi i przyznajmy, że wcale tak nie jest.
Znów zdołała go zadziwić.
– Fakty to fakty, Jessie. Byłaś dziewicą, zanim cię dotknąłem.
– No to co?! – krzyknęła ze złością. – Miałbyś powody do zmartwienia, gdybyś mnie do czegoś zmuszał, ale mnie nie zmuszałeś. Przecież ja ciebie też pragnęłam. Nie pamiętasz?
Natychmiast pożałowała, że nie ugryzła się w język.
– Oczywiście, jedynie w sensie fizycznym – dodała.
– Niczego i
– Nie musisz być taki sarkastyczny.
– A ty nie musisz bez przerwy powtarzać, że nic do mnie nie czujesz – odparł chłodno. – Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Pominęłaś jednak istotę problemu. Teraz pewnie ci się wydaje, że utrata dziewictwa w ogóle się nie liczy, lecz kiedy wyjdziesz za mąż i będziesz musiała się z tego tłumaczyć, z pewnością zmienisz zdanie.
Wybuchnęła śmiechem, melodyjnym, serdecznym. Przestraszył się nie na żarty, że postradała zmysły.
– Nie wiem, doprawdy, co cię tak bawi.
– No, myślę – wykrztusiła z trudem.
Próbowała stłumić śmiech. Chętnie wyjaśniłaby Cha-se'owi, co wzbudziło jej wesołość. Gdyby naprawdę stanęła kiedyś przed ołtarzem, małżonek musiałby ją przyjąć razem z dzieckiem. Dziewictwo, czy też raczej jego brak, nie stanowiłoby więc problemu.
– Przepraszam – powiedziała, z trudem dochodząc do równowagi.
– Nie ma za co – odrzekł kwaśno. – Niby dlaczego miałabyś się zachowywać jak i
Jessie ochłonęła.
– Nie tak bardzo.
– Naprawdę? – spytał niegrzecznie.
– Po prostu wychowano mnie w taki sposób, że widzę pewne rzeczy w i
– Tylko ty tak uważasz, Jessie. Mężczyźni myślą inaczej.
– W takim razie to tylko ilustruje różnicę między punktem widzenia Indianina i białego człowieka. Mały Jastrząb nie przywiązuje wagi do tych spraw.
Chase zesztywniał, oczy mu pociemniały.
– Skąd o nich wiedział, Jessie? Przekonał się osobiście? Jessie wstała i oparła dłonie o stół.
– Nie obrażasz mnie. – Patrzyła na Chase'a płonącym wzrokiem. – Mały jastrząb zachowywał się honorowo, no, wyłączywszy jeden skradziony pocałunek. Nie traktował mnie jak przelotnej fantazji, pragnął ożenić się ze mną.