Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 85 из 123

Ke

W sekretariacie był czajnik elektryczny. Wstała i przeszła do pomieszczenia obok. Zostawiła drzwi otwarte, tak, że jej cień kładł się na podłodze. Nie zapaliła nawet światła. Włączyła czajnik i opłukała pod kranem kubek. Torebka z herbatą i mleko w proszku. Stała w półmroku z założonymi rękami, opierając się lekko o blat. Przez otwarte drzwi widziała swoje biurko i leżące na nim fotokopie wszystkich wzmianek o Lovellu, jakie udało jej się odnaleźć. Doktor Ke

Swoje poszukiwania oparła na opracowaniach historycznych: część z nich dotyczyła sprawy Burke’a i Hare’a, i

Usłyszała jakiś hałas w korytarzu, ale chwilę potem czajnik się wyłączył z cichym pstryknięciem i przestała o tym myśleć. Nalała wody do kubka, potem kilkakrotnie zanurzyła torebkę z herbatą i wyrzuciła ją do kubła. Wzięła kubek i wróciła do swojego pokoju, zostawiając drzwi otwarte.

Ke

Popijając herbatę, Jean przeglądała kolejne fotokopie. Brak było jakichś odsyłaczy czy indeksów, które pozwalałyby ustalić pochodzenie podawanych „faktów”. Mając na co dzień do czynienia z wierzeniami i przesądami, wiedziała, jak trudno czasami oddzielić obiektywną prawdę od plew historycznych. Do druku często trafiały teorie oparte na plotkach i zmyśleniach. Pojawiały się też błędy i pomyłki, czasami groźne lub zgubne dla prawdy historycznej. Irytowało ją, że nie ma żadnego sposobu, by to wszystko zweryfikować, że jak dotąd, musi się opierać wyłącznie na opiniach i

Ale to wcale nie znaczyło, że musi im wierzyć.

Co gorsza, w dramacie Burke’a i Hare’a Ke

Wielokrotnie już zetknęła się z sytuacją, że nagle jakiś ślad się urywał i nie można było sprawdzić, czy dany list lub dokument w ogóle jeszcze istnieje, co było szczególnie deprymujące. A potem przypomniała sobie profesora Devlina i jego stół jadalny wykonany przez Lovella. Tegoż Lovella, który według słów Devlina był też stolarzem-amatorem… Raz jeszcze przejrzała swoje fotokopie, choć była pewna, że nigdzie w nich nie ma ani słowa o jego hobby. Albo Devlin był w posiadaniu jeszcze jakiejś i

Wzięła coś z biurka i podniosła na wysokość oczu. Było to zdjęcie wykonane w Domu Lekarza – portret Lovella. Nie wyglądał na nim na człowieka wymęczonego pobytem w afrykańskim buszu. Cerę miał bladą i gładką, twarz miała młodzieńczy wygląd. Na odwrocie zdjęcia zapisała sobie ołówkiem nazwisko malarza. Wstała z miejsca, wyszła z pokoju, otworzyła drzwi do gabinetu szefa i zapaliła w nim światło. W jego podręcznej bibliotece znajdował się duży zbiór wszelkiego rodzaju katalogów i encyklopedii. Wzięła jeden z nich i otworzyła na stronie z notką biograficzną malarza nazwiskiem J. Scott Jauncey. „,Działał w Edynburgu w latach 1825-1835” przeczytała, „malując głównie krajobrazy, niekiedy także portrety”. Potem na wiele lat przeniósł się do Europy, by na starość osiąść w Hove na południu Anglii. A zatem Lovell musiał mu pozować do portretu w jego wczesnym okresie edynburskim, zanim malarz rozpoczął podróże. Ciekawa była, czy pozowanie do portretu należało uznać za luksus, na który stać było tylko ludzi zamożnych. A potem pomyślała o wielebnym Kirkpatricku… może ten portret wykonano na jego zamówienie, tak by wysłany potem na zachodnie wybrzeże do Ayrshire mógł przypominać duchownemu jego podopiecznego?