Страница 82 из 123
– Czasami się zdarza, że starzy wyjadacze załapują się na whisky albo gin – powiedział mu jeden z młodszych reporterów – ale my nigdy.
Następne spotkanie odbył z jednym z najbardziej szanowanych „wyjadaczy”, który poprosił tylko o szklankę wody.
– Ci młodzi żłopią bez opamiętania – oświadczył – ale ja już niestety nie mogę. A pan, czym się lubi truć, panie posterunkowy Hood?
– To nie jest formalne spotkanie, redaktorze Gillies. Proszę mi mówić po imieniu.
– Zatem i ty mów do mnie Allan…
Mimo to, słowa ostrzeżenia wypowiedziane przez komisarz Templer wciąż dźwięczały mu w uszach i Grant czuł, że podczas zapoznawczych spotkań wypada dość sztywno i niezręcznie. Niewątpliwie plusem było natomiast to, że komisarz Templer zorganizowała dla niego oddzielny pokój w komendzie na Fettes, który był do jego dyspozycji co najmniej do zakończenia śledztwa. Powiedziała, że wynika to z roztropności, z uwagi na konieczność codzie
– Słuszna uwaga – powiedział, kiwając głową.
– I to samo dotyczy rozmów telefonicznych – ciągnęła Templer. – Jeśli chcesz zadzwonić do jakiegoś dzie
Grant znów pokiwał głową.
Wspominając teraz te rozmowy, Grant pomyślał, że pewnie wydał jej się takim pieskiem z kiwającą głową, jakie widuje się za szybą w niektórych frajerskich samochodach. Spróbował pozbyć się tego obrazu i skoncentrował uwagę na ekranie komputera. Pracował nad komunikatem prasowym, z kopiami dla Billa Pryde’a, Gill Templer i zastępcy komendanta Carswella, którzy mogli do niego dodać coś od siebie i którzy akceptowali ostateczną treść.
Gabinet Carswella, zastępcy komendanta policji, znajdował się w tym samym budynku, tylko na i
– No cóż – powiedział – jak nie będzie żadnych wpadek i sprawa zakończy się pomyślnie, to może trzeba będzie pomyśleć o czymś lepszym dla was, co?
Co oczywiście mogło tylko znaczyć awans na sierżanta. Hood wiedział, że jest to w gestii Carswella. Kiedyś już wziął pod swe opiekuńcze skrzydła i
Uważać, by się nikomu nie narazić.
Usłyszał pukanie do drzwi i do pokoju weszła pracownica cywilnej administracji.
– Coś dla pana – powiedziała, podając mu plastikową torbę. Potem uśmiechnęła się i wyszła. Otworzył torbę. W środku była butelka Jose Cuervo Gold z doczepioną do niej karteczką.
Z najlepszymi życzeniami pomyślności na nowym stanowisku. Proszę pamiętać, że jesteśmy jak se
Pańscy nowi przyjaciele z Czwartej Władzy
Grant uśmiechnął się. Pomyślał, że chyba rozpoznaje w tym rękę Allana Gilliesa. A potem nagle sobie przypomniał, że nie odpowiedział mu na pytanie o ulubiony alkohol, a jednak jakimś cudem Gillies trafił bezbłędnie. Nie było wątpliwości: ktoś mu musiał powiedzieć. Uśmiech na twarzy Hooda zamarł. Ta butelka tequili to nie tylko zwykły prezent; to także demonstracja władzy i siły. A potem zadzwoniła jego komórka. Wyciągnął ją z kieszeni.
– Halo?
– Posterunkowy Hood?
– Przy telefonie.
– Chciałem się tylko przedstawić, bo jakoś ominęło mnie zaproszenie na jedno z pańskich spotkań.
– Kto mówi?
– Moje nazwisko Steve Holly. Zapewne widział je pan w druku pod moimi materiałami.
– Tak, widziałem. – Nazwisko Holly’ego z całą pewnością nie widniało na liście „szych” od Templer. Wyraziła się o nim krótko: „To gówniarz”.
– Więc skoro będziemy się często spotykać na konferencjach prasowych i przy i
Kiedy Grant nie odpowiedział, Holly zaśmiał się.
– Stary Allan zawsze robi taki numer. Jemu się wydaje, że to sprytne, ale obaj wiemy, że to tylko zwykła zmyłka.
– Czyżby?
– Jak pan widzi, mnie takie tanie chwyty nie są potrzebne.
– Co widzę? – powiedział Grant, marszcząc czoło.
– Niech pan pomyśli, panie posterunkowy – powiedział Holly i odłożył słuchawkę.
Grant przez chwilę w milczeniu gapił się na telefon, potem nagle mu się rozjaśniło. Wszyscy dzie
„Kiedy się już dobrze poznacie, to z jednym czy dwoma naprawdę się zaprzyjaźnisz – z którymi, to już sprawa indywidualna i każdy rzecznik ma swoich – i wtedy, tym specjalnym wybrańcom, możesz podać numer komórkowy. Dajesz im wtedy dowód zaufania. Jeśli chodzi o pozostałych, to nawet o tym nie myśl, bo inaczej twoje życie przestanie należeć do ciebie… a w dodatku, jak będą ci wiecznie blokować linię, to żaden z naszych nigdy się do ciebie nie dodzwoni. Bo są nasi i nie nasi, my i oni, i musisz zawsze o tym pamiętać”.
A teraz się okazuje, że jeden z „nie naszych” ma jego numer komórkowy. Jest tylko jedno wyjście: trzeba go zmienić.
A jeśli chodzi o tę butelkę tequili, to weźmie jaz sobą na konferencję prasową i odda Gilliesowi. Powie mu, że alkoholu już nie pije.
Przyszło mu do głowy, że to stwierdzenie może się okazać całkiem bliskie prawdy. Jeżeli chce się utrzymać na tym stanowisku, to będzie musiał bardzo dużo zmienić w swym dotychczasowym życiu.
Grant czuł, że jest gotów to zrobić.
Sala operacyjna wydziału śledczego na St Leonard’s już opustoszała. Funkcjonariusze nie zaangażowani bezpośrednio w śledztwo kolejno wymykali się, rozpoczynając weekend. Niektórzy – ci, którym to zaproponowano – mieli tu wrócić na sobotnią zmianę. I