Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 73 из 123

– Mój Boże – szepnął Devlin. Wcześniej zdjął marynarkę i wetknął teraz dłonie zwinięte w pięści w kieszenie swego przepastnego blezera. – Taka okropna strata.

– Przepraszam za spóźnienie – rzuciła Jean Burchill, podchodząc do stołu i ściągając z ramion płaszcz. Rebus wstał z miejsca, wziął od niej płaszcz i zapytał, czego się napije.

– Pozwólcie, że to ja postawię kolejkę – zaproponowała Jean, ale on przecząco potrząsnął głową.

– Ja zapraszałem, więc do mnie należy przynajmniej pierwsza rundka.

Zawładnęli całym głównym stołem w tylnej salce baru. W lokalu nie było zbyt tłoczno, a włączony w przeciwległym rogu salki telewizor gwarantował, że nikt ich nie będzie podsłuchiwał.

– Coś w rodzaju narady woje

– Albo stypy – poprawiła Wylie.

– Więc to jednak ona, tak? – Za odpowiedź wystarczyło jej ich milczenie.

– Ty się zajmujesz historią czarów i takich i

– Historią wierzeń – poprawiła ją Jean. – Ale tak, czary też się w tym mieszczą.

– Chodzi mi o to, że biorąc pod uwagę te trumienki i znalezienie ciała Flipy w miejscu zwanym Pieklisko… sama kiedyś mówiłaś, że to może mieć jakiś związek z odprawianiem czarów.

Jean kiwnęła głową.

– To prawda, nazwa Pieklisko może się właśnie z tego wywodzić.

– Jak również prawdą jest, że trumienki znalezione na Arthur’s Seat też mogły mieć związek z odprawianiem czarów, prawda?

Jean spojrzała na Devlina, który z napięciem przysłuchiwał się rozmowie. Wciąż jeszcze zastanawiała się nad odpowiedzią, kiedy wyręczył ją, mówiąc:

– Bardzo wątpię, by trumienki z Arthur’s Seat miały jakikolwiek związek z praktykowaniem czarów. Ale mimo to pani hipoteza brzmi szalenie interesująco, oznacza bowiem, że niezależnie od tego, za jak bardzo oświeconych się wszyscy uważamy, zawsze jesteśmy gotowi dopuścić istnienie czy

– Wcale nie powiedziałam, że je mam – obruszyła się Siobhan.

– Czyli co: próbujemy się chwytać brzytwy?

Rebus wrócił ze szklanką wody sodowej z limonką dla Jean i zastał przy stole grobową ciszę.

– No to – zaczęła Wylie niecierpliwie – skoro wszyscy już jesteśmy…

– Skoro wszyscy już jesteśmy… – powtórzył Rebus, unosząc kufel -…to za nasze zdrowie.

Odczekał, aż wszyscy podniosą do ust drinki, dopiero wtedy zrobił to samo. Byli w Szkocji, a w Szkocji toast to rzecz święta, której się nie odmawia.

– A więc – powiedział, odstawiając kufel – mamy do rozwiązania zagadkę morderstwa i na mój własny użytek chciałbym się upewnić, na czym każde z nas stoi.

– Czy nie do tego służą oficjalne pora

Spojrzał na Wylie.

– Więc potraktuj to jako nieoficjalną wieczorną odprawę.

– Z gorzałą dla zachęty?

– Zawsze byłem zwole

– Czyli kawał drogi od Kaskad – wtrąciła Siobhan. – Chodzi mi o to, że wszystkie poprzednie trumny znajdowano w pobliżu miejsc zdarzeń, prawda?

– Oraz że trumna z Kaskad różni się od pozostałych – dodała Wylie.

– Ja nie twierdzę, że jest inaczej – powiedział Rebus. – Ja tylko próbuję ustalić, czy jestem w tym towarzystwie jedyny, który dostrzega w tym wszystkim jakąś prawidłowość.

Spojrzeli po sobie, ale nikt się nie odezwał. Dopiero po chwili Wylie, obracając w palcach szklankę z Krwawą Mary, przypomniała o niemieckim studencie.

– Zajmuje się grami z dziedziny Dungeons amp; Dragons, bierze udział w grach fabularnych typu RPG i znajduje śmierć na szkockim pogórzu.

– Właśnie.

– Tyle – dodała Wylie – że trudno to dopasować do tych wszystkich zniknięć i utonięć.

Devlin sprawiał wrażenie przekonanego.

– Jak również i to – dodał – że te utonięcia, wtedy gdy się wydarzyły, u nikogo nie wzbudziły żadnych podejrzeń, a moje analizy wszystkich dostępnych mi danych zdają się to potwierdzać. – Wyjął dłonie z kieszeni blezera i położył je na wyświeconych kolanach swych workowatych szarych spodni.

– W porządku – odezwał się Rebus. – Czyli wynika z tego, że jestem jedyny, który choć trochę w to wierzy, czy tak?

Tym razem nawet Wylie się nie odezwała. Rebus pociągnął kolejny długi łyk piwa.

– No cóż – powiedział – zatem dziękuję za okazanie mi zaufania.

– Posłuchaj – odezwała się Wylie, kładąc dłonie na stole – a właściwie, to po co nas tu zebrałeś? Chcesz z nas zrobić jeden zespół?

– Twierdzę jedynie, że te wszystkie kawałki mogą się w końcu okazać częściami jednej większej całości.

– Zaczynając od Burke’a i Hare’a, a kończąc na poszukiwaniu skarbów pod wodzą Quizmastera?

– Otóż to. – Jednak zachowanie Rebusa świadczyło, że sam ma coraz większe wątpliwości. – Chryste, sam już nie wiem… – Przeczesał sobie włosy palcami.

– No cóż, dzięki za drinka… – Szklanka Ellen była pusta, a ona podniosła torebkę i zaczęła się szykować do odejścia.

– Ellen…

Spojrzała na niego.

– Jutro mam ważny dzień, John. Pierwszy dzień prawdziwego śledztwa w sprawie morderstwa.

– Do czasu ogłoszenia wyników sekcji przez patologa nie może być jeszcze mowy o morderstwie – przypomniał jej Devlin. Wyglądało, jakby chciała mu coś odpowiedzieć, potem jednak zrezygnowała i obdarzyła go tylko lodowato zimnym uśmiechem. Następnie przecisnęła się między krzesłami, rzuciła ogólne „do widzenia” i wyszła.

– Jest coś, co to wszystko łączy – rzekł Rebus półgłosem, prawie do siebie. – Nie mam zielonego pojęcia co, ale coś jest…

– Może być niedobrze – oświadczył Devlin – kiedy człowiek zaczyna, jak mawiają nasi kuzyni zza wielkiej wody, czymś się obsesjonować. I to niedobrze dla niego, jak i dla sprawy.

Rebus spróbował powtórzyć uśmiech, jaki wcześniej zademonstrowała Ellen Wylie.

– Teraz chyba pora na pańską kolejkę – powiedział.

Devlin rzucił okiem na zegarek.

– Jeśli o mnie chodzi, to nie będę mógł niestety dłużej wam towarzyszyć. – Wydawało się, że wstawanie od stołu sprawia mu poważną trudność. – Pewnie żadna z młodych dam nie zechce mnie podwieźć?

– Mieszka pan po drodze do mnie – powiedziała Siobhan.

Wrażenie, że wszyscy go opuszczają, zostało nieco złagodzone, gdy zauważył, że Siobhan rzuca porozumiewawcze spojrzenie w stronę Jean. Po prostu nie chce im przeszkadzać i zostawia ich samych, nic więcej.

– Ale zanim pójdę, to postawię jeszcze kolejkę – dodała Siobhan.

– To już może i

– Czy mam rozumieć, że moja przydatność w sprawie już się skończyła? – zapytał, a Rebus kiwnął głową. – Czy w związku z tym wszystkie akta zostaną odesłane z powrotem do miejsc pochodzenia?

– Poinstruuję sierżant Wylie, by jutro z samego rana się tym zajęła – odparł Rebus.

– Zatem serdeczne dzięki. – Uśmiech Devlina skierowany był do Jean. – Było mi bardzo miło panią poznać.

– Mnie również – odparła.