Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 68 из 123

– Załóżmy, że to jest anagram. Gotowa do poddania? To będzie pewniejsze coś. I teraz jeśli poddasz – w znaczeniu zrezygnujesz – słowa w zdaniu to będzie pewniejsze, to zostanie ci coś.

– Jakie coś? – Siobhan czuła, że zaczyna ją łupać w głowie.

– Tego właśnie musimy się dowiedzieć.

– O ile jest to anagram.

– O ile jest to anagram – potwierdził Grant.

– A jaki to wszystko ma związek z Piekliskiem, wszystko jedno, co to Pieklisko znaczy?

– Tego nie wiem.

– Czy anagram nie byłby czymś zbyt łatwym?

– Tylko dla tych, którzy umieją odczytywać hasła krzyżówkowe. W przeciwnym razie próbowałabyś to czytać dosłownie i nic by z tego nie wynikało.

– No cóż, wszystko mi to pięknie wyjaśniłeś, ale dla mnie wciąż nic z tego nie wynika.

– Widzisz, jakie to szczęście, że masz mnie. Spróbuj. – Wydarł czystą kartkę z notatnika i podał jej. – Pomęcz się nad anagramem ze słów to będzie pewniejsze.

– Żeby powstało słowo, które oznacza jakieś coś?

– Słowo lub słowa – poprawił ją Grant. – Masz do dyspozycji wiele liter.

– A nie ma jakiegoś programu komputerowego, który moglibyśmy tu zastosować?

– Może i jest. Ale byłoby to z naszej strony oszustwo.

– Jeśli o mnie chodzi, nie mam nic przeciwko temu.

Ale Grant już jej nie słuchał, bo zabrał się do pracy.

– Byłem tu nie dalej jak wczoraj – powiedział Rebus. Bill Pryde zostawił swój nieodłączny plik notatek na Gayfield Square i teraz, dysząc ciężko, wspinał się z Rebusem pod górę. Wszędzie wokół kręcili się policjanci w mundurach i z rolkami pasiastej policyjnej taśmy w rękach czekali na decyzję, czy i w którym miejscu mają ją rozciągnąć. Na drodze u stóp wzgórza stało wiele zaparkowanych samochodów: reporterzy, fotoreporterzy, co najmniej jedna ekipa telewizyjna. Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i natychmiast zjechał na miejsce cały medialny cyrk.

– Ma pan dla nas jakieś wiadomości, inspektorze Rebus? – zaczepił go Steve Holly, gdy tylko zdążył wysiąść z samochodu.

– Tylko taką, że działasz mi na nerwy.

Po drodze Pryde poinformował go, że ciało znalazła jakaś spacerowiczka.

– Leżało w kolczastych zaroślach i właściwie nie było schowane.

Rebus milczał. Dwóch ciał nie odnaleziono nigdy… dwa i

– Czy to ona? – spytał.

– Sądząc po koszulce Versace, należy przyjąć, że tak.

Rebus zatrzymał się i rozejrzał wokół. Dzikie ostępy w samym sercu Edynburga. Wzgórze zwane Arthur’s Seat było wygasłym wulkanem otoczonym rezerwatem ptaków i trzema jeziorami.

– Trzeba by się nieźle namęczyć, żeby tu na górę wciągnąć zwłoki – zauważył.

Pryde pokiwał głową.

– Więc pewnie zamordowano ją tu na miejscu.

– Czyli, że ją tu zwabiono?

– Albo może po prostu wybrała się tu na spacer.

Rebus pokręcił głową.

– Tylko że z niej nie był typ spacerowiczki – powiedział. Ruszyli w kierunku pochylonych nad zboczem ludzi odzianych w białe kombinezony z kapturami. Ochro

– Lepiej dalej już nie idźmy – odezwał się Bill Pryde i zarządził, by im dostarczono dwa kombinezony ochro

– Czy wiadomo, co się dzieje z Siobhan Clarke? – zapytał.

– Próbowałem się skontaktować i z nią, i z Hoodem – odparł Pryde – ale jak dotąd bez rezultatu.

– Doprawdy? – zdziwił się Rebus, starając się jednocześnie ukryć uśmiech.

– Jest coś, o czym powinienem wiedzieć? – zapytał Pryde, ale Rebus potrząsnął tylko głową.

– Ponure miejsce na umieranie, co?

– A są i

– Uduszona – poinformowała ich Gill Templer.

– Na tym etapie to jedynie domysły – poprawił ją Gates. – Dzień dobry, John.

Rebus kiwnął głową na powitanie.

– A doktora Curta nie ma?

– Zadzwonił, że jest chory. Ostatnio dość dużo choruje. – Gates mówił to bez przerywania oględzin. Ciało ułożone było w nienaturalnej pozycji, z nogami i rękami rozrzuconymi pod dziwacznymi kątami. Rosnące wokół krzewy kolcolistu musiały stanowić niezłą kryjówkę, pomyślał Rebus. W połączeniu z wysoką bujną trawą powodowały, że dopiero z odległości jakichś dwóch metrów można było dojrzeć, co kryją. Ubiór ofiary dodatkowo ją maskował: jasnozielone bojówki, koszulka w kolorze khaki i szara marynarka. Czyli dokładnie to, w co Flipa ubrana była w dniu zaginięcia.

– Rodzice już wiedzą?

Gill kiwnęła głową.

– Wiedzą, że znaleziono jakieś ciało.

Rebus zaszedł od drugiej strony, by lepiej się przyjrzeć. Twarz ofiary była odwrócona. We włosach były liście i połyskliwy ślad po ślimaku, a skóra miała barwę fioletowo-siną. Gates zapewne poruszył nieco ciało i to, na co teraz patrzył, to wybroczyny, które powstają, kiedy po śmierci krew spływa i zbiera się w częściach ciała znajdujących się najniżej. W ciągu swej pracy w policji Rebus widział już kilkadziesiąt zwłok, jednak kolejne nie stawały się przez to mniej żałosne lub mniej przygnębiające. Przejawem życia każdej żywej istoty jest ruch i dlatego tak trudno było się pogodzić z bezruchem. Był świadkiem jak krewni ofiar leżących na stole w kostnicy wyciągali ręce i potrząsali zwłokami, jakby poruszanie nimi mogło im przywrócić życie. Philippie Balfour przywrócić życia już się nie dało.

– Palce ofiary zostały obgryzione – powiedział Gates, bardziej do mikrofonu podłączonego do magnetofonu niż do stojących wokół słuchaczy. – Zapewne dzieło tutejszych zwierząt.

Łasice lub lisy, pomyślał Rebus. Coś, o czym milczą filmy przyrodnicze puszczane w telewizji.

– To fatalnie – dodał Gates, a Rebus wiedział, co ma na myśli. Jeśli Philippa próbowała walczyć ze swym napastnikiem, to końce palców dużo by im powiedziały – na przykład pod paznokciami mogły pozostać ślady jego naskórka lub krwi.

– I wszystko na marne – odezwał się nagle Pryde, a Rebus pomyślał, że pewnie chodzi mu nie tyle o młode życie Philippy, ile o ogromny wysiłek, jaki został włożony w poszukiwania – w sprawdzanie lotnisk, promów i pociągów w nadziei, że może jednak gdzieś żyje – a który teraz w całości szedł na marne. A przez ten cały czas ona leżała tu i każdy upływający dzień zacierał ślady i zmniejszał szansę na złapanie zabójcy.

– Szczęście, że tak szybko ją znaleźliśmy – zauważył Gates, pewnie by pocieszyć Pryde’a. I to też była prawda. Kilka miesięcy temu w i

Rebus zauważył podjeżdżający szary furgon z miejskiej kostnicy. Ciało zapakują teraz w plastikowy worek i zabiorą do Western General, gdzie Gates zajmie się autopsją.

– Na obcasach ślady wleczenia. – Gates kontynuował swą wyliczankę do mikrofonu. – Niezbyt intensywne. Wybroczyny zgodne z ułożeniem ciała, zatem w chwili, gdy ją tu przywleczono, albo jeszcze żyła, albo dopiero co zmarła.

Gill Templer rozejrzała się po terenie.

– Jak duży teren powi