Страница 34 из 123
Lalkę na cmentarzu znaleziono w maju, zaczął więc poszukiwania od początku kwietnia. Oczywiście problem polegał na tym, że Glasgow to duże miasto, więc i przestępstw było w nim więcej niż w Perth. Obawiał się, że nawet jeśli coś takiego było, może to przeoczyć. A czy w ogóle takie sprawy, jak czyjeś zaginięcie, trafiają tu do gazet? Rocznie znikają tysiące ludzi i zdarzają się zniknięcia, których nikt nawet nie zauważa, na przykład bezdomnych lub ludzi samotnych bez rodziny i przyjaciół. W tym kraju mogło się zdarzyć, że czyjś trup siedział w fotelu przy kominku tak długo, że dopiero smród alarmował sąsiadów.
Do końca kwietnia nie znalazł żadnej wzmianki o czyimś zaginięciu, znalazł natomiast sześć przypadków nagłej śmierci, z których dwie dotyczyły kobiet. Jedną z nich zabito nożem po prywatce, a policja przesłuchiwała pewnego mężczyznę. Rebus pomyślał, że zapewne towarzyszącego jej partnera. Wiedział, że w jednym z dalszych numerów znajdzie się informacja, że mężczyznę postawiono w stan oskarżenia i skierowano sprawę do sądu. Druga śmierć dotyczyła utonięcia w jakiejś rzeczce, o której Rebus nigdy wcześniej nie słyszał: White Cart Water. Ciało znaleziono przy jej brzegu na południowych krańcach Rosshal Park. Ofiara nazywała się Hazel Gibbs i miała dwadzieścia dwa lata. Wcześniej opuścił ją mąż, zostawiając z dwójką dzieci. Znajomi zeznali, że spowodowało to u niej depresję i że dzień wcześniej widziano ją pijaną i wałęsające się bez opieki dzieci.
Rebus wyszedł na zewnątrz, wyciągnął komórkę i zadzwonił do Bobby’ego Hogana z wydziału śledczego w Leith.
– Bobby, cześć, tu John. Znasz troszkę Glasgow, prawda?
– Troszkę.
– Słyszałeś kiedyś o White Cart Water?
– Chyba nie.
– A Rosshall Park?
– Przykro mi.
– A znasz tam kogoś na dzikim zachodzie?
– Mogę podzwonić.
– To podzwoń, proszę. – Rebus raz jeszcze powtórzył nazwy i rozłączył się. Zapalił papierosa i stał, zerkając na nowy pub, który niedawno otwarto na przeciwległym rogu. Uznał, że jeden drink mu nie zaszkodzi, potem jednak przypomniał sobie, że ma wizytę u lekarza. Cholera, no więc pan doktor będzie musiał poczekać. Zawsze może się z nim umówić na i
– To ja – odezwał się głos Hogana.
– Mów – szepnął Rebus, już niemal w drzwiach.
– Rosshal Park leży w Pollok, na południowy zachód od centrum. White Cart Water to rzeczka płynąca wzdłuż jego północnej granicy.
Rebusa zamurowało.
– Jesteś tego pewien? – Jego głos już wcale nie przypominał szeptu.
– Tak mi powiedziano.
Rebus zawrócił i usiadł na swym miejscu. Wycinek z „Heralda” leżał pod wycinkiem z „Couriera”. Wyciągnął go i dla pewności raz jeszcze przeczytał.
– Dzięki, Bobby – powiedział i rozłączył się. Wszyscy wokół psykali na niego wściekle, ale on nawet tego nie zauważył. „Kościół potępia bluźniercze wygłupy”. Trumienkę znaleziono na przykościelnym cmentarzu należącym do kościoła przy Potterhill Road.
W dzielnicy Pollok.
– Pewnie nie masz zamiaru się tłumaczyć – powiedziała Gill Templer.
Rebus podjechał na Gayfield Square i poprosił o pięciominutowe spotkanie. Siedzieli w tym samym zagraconym i zapyziałym biurze.
– Kiedy po to tu właśnie przyjechałem – oświadczył Rebus. Przyłożył sobie dłoń do czoła. Czuł, że twarz mu płonie.
– Miałeś być dziś u lekarza.
– Ale coś się wydarzyło. Chryste, wprost nie uwierzysz.
Gill postukała palcem w gazetę rozłożoną na biurku.
– A wiesz może, skąd ten Steve Holly się o tym dowiedział?
Rebus obrócił gazetę ku sobie. Najwyraźniej Holly pisał to w pośpiechu, ale udało mu się sklecić wiadomość, w której zmieścił trumienki z Arthur’s Seat, powołał się na „opinię miejscowego eksperta z Muzeum Szkocji”, wspomniał o trumience z Kaskad i o „krążących plotkach, że są jeszcze i
– O co mu chodzi z tymi „i
– To ci właśnie próbuję powiedzieć.
No i opowiedział jej wszystko, ze szczegółami. W zakurzonych, oprawionych w skórę rocznikach „Dunfermline Press” i „Inverness Courier” znalazł dokładnie to, czego szukał i czego się obawiał. W lipcu 1977 roku, niecały tydzień przed znalezieniem trumienki na plaży w Nairn, sześć kilometrów dalej morze wyrzuciło na brzeg zwłoki Pauli Gearing. Nie udało się ustalić okoliczności zgonu i śmierć uznano za „nieszczęśliwy wypadek”. W październiku 1972, na trzy tygodnie przed znalezieniem trumienki w wąwozie Dunfermline, zgłoszono zaginięcie nastolatki. Caroline Farmer była ucze
Gill Templer wysłuchała całej opowieści, przez cały czas nie odzywając się ani słowem. Kiedy skończył, przejrzała wycinki i notatki, jakie porobił w bibliotece. W końcu spojrzała mu prosto w oczy.
– Bardzo to wszystko cieniutkie, John – powiedziała.
Rebus zerwał się z miejsca. Czuł potrzebę ruchu, jednak brak miejsca w pokoju mu to uniemożliwiał.
– Ale Gill, to jest… w tym coś jest.
– Morderca, który w pobliżu miejsc zbrodni zostawia trumienki? – Wolno pokręciła głową. – Jakoś tego nie widzę. Masz tu dwa trupy bez śladu udziału osoby trzeciej i dwa zaginięcia. Z tego nie wynika jeszcze prawidłowość.
– Trzy zaginięcia, jeśli doliczymy Philippę Balfour.
– No i znowu: trumienkę w Kaskadach znaleziono w niecały tydzień od jej zniknięcia. Więc też się nie zgadza.
– Myślisz, że fantazjuję?
– Może.
– Ale czy mogę to przynajmniej pociągnąć trochę dalej?
– John…
– Daj mi jednego, najwyżej dwóch ludzi. I parę dni, żebyśmy cię mogli przekonać.
– I tak już nam brakuje ludzi.
– Brakuje do czego? Przecież błądzimy zupełnie po omacku i tylko czekamy, że albo się nagle pojawi, albo zadzwoni do domu, albo że znajdziemy jej ciało. Daj mi tylko dwóch ludzi.
Wolno pokręciła głową.
– Najwyżej jednego. I góra trzy, cztery dni. Jasne?
– Jasne. Z kim mam pracować?
Templer zamyśliła się.
– A kogo chcesz?
– Daj mi Ellen Wylie.
Przyjrzała mu się uważnie.
– Czy jest jakiś szczególny powód, że prosisz akurat o nią?
Wzruszył ramionami.
– Jako prezenterka telewizyjna kariery nie zrobi, ale gliniarz z niej dobry.
Templer przez chwilę wpatrywała się w niego w milczeniu.
– Dobrze – powiedziała wreszcie. – Bierzcie się do roboty.
– A czy mogłabyś trzymać Holly’ego z dala od nas?
– Mogę spróbować – kiwnęła głową i znów stuknęła palcem w gazetę. – Rozumiem, że ten „miejscowy ekspert” to Jean, tak? – Odczekała, aż przytaknie, potem westchnęła. – Powi
– To czego my właściwie mamy szukać? – spytała Ellen Wylie. Została oddelegowana na St Leonard’s i nie wyglądało, by była zachwycona perspektywą pracy we dwójkę z Rebusem.
– Przede wszystkim musimy ustalić podstawowe fakty – odparł – a to znaczy, że w pierwszej kolejności trzeba sprawdzić, czy te zaginione osoby nigdy się nie odnalazły.
– Czyli rozmowy z rodzinami? – podchwyciła Wylie, robiąc sobie notatki.
– Tak jest. A jeśli chodzi o odnalezione zwłoki, to trzeba się ponownie przyjrzeć wynikom sekcji i upewnić, że niczego wtedy nie przegapiono.
– Tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty siódmy i osiemdziesiąty drugi? Nie sądzisz że dokumentację już zniszczono?