Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 87

W klinice dla psychicznie chorych Bishop zawsze czuł się nieco niepewnie, co było zupełnie naturalne; ale o tak późnej porze, bez spieszących się jak zwykle gości i krzątającego personelu, było tu jeszcze gorzej. Zaschło mu w gardle i zastanawiał się, czy napięcie spowodowane jest troską o Ly

– Jesteśmy na miejscu.

Wyższa niewiasta zatrzymała się przed pokojem, który, jak wiedział, Ly

– Czy nie będziemy przeszkadzali i

– Śpią twardo, sprawdzałam przed pana przyjazdem. Proszę wejść, żona czeka na pana.

– Czy jest z nią doktor Crouchley?

– Wkrótce przyjdzie. Chce, żeby państwo przez chwilę byli sami.

Bishopowi rozjaśniła się twarz, zaczął opuszczać go niepokój.

– Czy ona jest…?

Kobieta w białym fartuchu położyła palec na ustach, uśmiechnęła się przyjemnie, a jej oczy zaiskrzyły się na widok jego oczekiwania. Powiedział cicho – dziękuję – i wszedł do pokoju. Drzwi zamknęły się za nim.

Łóżko Ly

– Ly

Dotknął jej ręki, leżącej na kołdrze, i delikatnie nią potrząsnął. Wolno przekręciła głowę i w słabym świetle zobaczył szeroki uśmiech na jej twarzy. Zesztywniał i poczuł, że wszystko mu się skręca w środku.

– Ly

Jej oczy ciągle miały obłąkany wyraz. Uśmiech odzwierciedlał jej szaleństwo. Zaczęła siadać i był świadom, że z tonących w mroku sali łóżek podnoszą się i

Wargi Ly

– Nie wychodź z łóżka, Ly

Jedną nogę wysunęła spod kołdry. Jeszcze szerzej się uśmiechnęła.

Ręką dotknęła jego ramienia.

– Ly

Śmiała się, to wcale nie była Ly

Chwycił ją za nadgarstki i trzymał z dala od siebie, jej ciało gwałtownie zaczęło się poruszać. Krzyk zmieszał się ze śmiechem, gdy wierzgnęła nogą w jego kierunku, kłapiąc zębami jak wściekły pies. Popchnął ją z powrotem na łóżko, jej siła odebrała mu odwagę, jej stan przeraził go. Cholerni głupcy! Dlaczego ciągnęli go tu? Żeby to zobaczył?

Czy oszukała ich i uwierzyli, że nastąpiła zmiana na lepsze? Czy po prostu na jego widok znów się jej pogorszyło?

Leżała teraz na łóżku, waląc głową o poduszki, skopując powyżej ud cienką, nocną koszulę. Syczała i pluła na niego, bąbelki śliny rozmazywały mu się na twarzy. Miał niejasną świadomość tego, że z ciemności wyłaniają się i zbliżają do niego i

Jego głowa odskoczyła do tyłu, gdy czyjaś dłoń chwyciła go za włosy; pokręcił szyją, próbując się uwolnić. Ale ręka trzymała mocno, a i

Udało mu się podnieść nogę i kopnął Ly

Czyjaś naga stopa kopnęła go w policzek i szturchnęła w bok. Stały nad nim dwie kobiety, odziane w nocne koszule, ich twarze jak maski okryte były pełnym nienawiści uśmiechem. Pobiegły przed siebie, tupiąc nogami i triumfalnie krzycząc. Jakieś ciało zwaliło się na niego i czyjeś zęby zagłębiły się w jego szyi. W koszmarnym zamieszaniu poznał, że była to Ly

Stały tam dwie kobiety, które go tu przyprowadziły – wysoka i niska.

– Dzięki Bogu – powiedział Bishop.

Jęki, chichoty, krzyki i wicie się Ly

– Przyprowadźcie go.

Pokój wypełniły obłąkane, wymachujące rękami postacie z piekła – kobiety miały na sobie proste, niekształtne koszule, które służyły im za szlafroki, mężczyźni byli podobnie ubrani. Bishop cofnął się, niemal wierząc, iż wszedł w koszmarny sen.

Ly

Ktoś kopnął go w twarz podniesionym kolanem, aż pociemniało mu w oczach, dopiero po chwili poczuł paraliżujący ból. Osunął się na kolana i mocny cios odrzucił mu głowę na bok. Ręce ślizgały mu się po podłodze i poczuł zaciskające się wokół szyi prześcieradło. Runął na podłogę, kopany przez posiniaczone stopy.

Ciągnąc za prześcieradło, dowlekli go do drzwi.

Wysoka kobieta spojrzała na niego z góry, ponure światło z holu rzucało półcień na jej twarz; wciąż uprzejmie się uśmiechała. Leżał na plecach, wpatrując się w nią. Zarówno ona, jak i jej towarzyszka, były zachwycone jego przerażeniem. Podniosła rękę i na chwilę umilkła wrzawa, z mroku dochodziły wyłącznie sporadyczne jęki, śmiechy czy westchnienia.

Powiedziała tylko:

– Za późno, panie Bishop. Już się zaczęło.

Wtedy znowu rzucili się na niego i na wpół niosąc, na wpół ciągnąc, wlekli go do holu. Wydawało mu się, że usłyszał, jak Ly