Страница 13 из 87
– Co się stało z pani bratem? – zainteresowała się Jessica. – Czy wrócił kiedyś do tego domu? Z wyjątkiem oczywiście… ostatniego razu.
– Nie wiem. Możliwe. Prawdopodobnie. Jak mówiłam, Beechwood fascynowało go w szczególny sposób. Po tym skandalu tak naprawdę spotkałam się z Dominikiem tylko raz, kiedy umarł ojciec. Niech pomyślę… to mógł być rok 1948. Przyszedł po należną mu część spadku. Chętnie zrezygnował ze wszystkich praw do rodzi
– Co to było, pa
Poważnie, choć z uśmiechem, spojrzała na Bishopa.
– To moja tajemnica, panie Bishop. Ja tylko słyszałam opowieści rozmaitych ludzi i nie mam dowodów, że mówili prawdę; ale bez względu na to, czy mieli rację, czy nie, nie chcę już na ten temat rozmawiać. – Jej szczupłe, białe dłonie ścisnęły szklankę, palce złączyły się ze sobą. – Dom przez wiele lat pozostawał pusty, dopóki nie zdecydowałam się wystawić go na sprzedaż z i
– Ale nie sprzedała pani Beechwood.
– Nie mogłam, panie Bishop, po prostu nie mogłam. Jak na ironię nikt nie chciał kupić tej jedynej posiadłości, której chciałam się pozbyć! – Potrząsnęła głową z rozbawieniem. – Można to nazwać „Szaleństwem Kirkhope’ów” lub „Przekleństwem Kirkhope’ów”. Zgodziłam się nawet na całkowity remont domu, ale w dalszym ciągu nikt go nie chciał. Agenci kładli to na karb „złej atmosfery”. Widocznie zdarza się to od czasu do czasu w handlu nieruchomościami. Dlatego wezwaliśmy pana, panie Bishop, żeby oficjalnie „oczyścił” pan dom.
– Powiedziałem wtedy agentowi, że nie jestem egzorcystą.
– Ani nie wierzył pan w duchy. Dlatego właśnie wybrali pana. Agenci poinformowali mnie, że często żyły wodne przechodzące pod domem, osiadanie terenu czy nawet kurczenie się materiałów budowlanych mogą spowodować te trudne do wytłumaczenia zjawiska.
– Wiele dziwnych zdarzeń można wytłumaczyć przez dokładne zbadanie terenu, pa
– No tak, agenci mieli pewność, że odkryje pan przyczynę.
– Niestety, nie miałem okazji.
– Nie. Ale teraz chce pan znowu spróbować? Skinął głową.
– Za pani pozwoleniem.
– Ale pana motywy nie są zupełnie takie same jak pa
– Nie. Jacob Kulek i Jessica uważają, że jest coś złowieszczego w Beechwood. Chcę udowodnić, że się mylą.
– A ja myślałam, że robisz to dla pieniędzy – z sarkazmem w głosie powiedziała Jessica.
– To także.
Agnes Kirkhope zignorowała tę nagłą wrogość pomiędzy swymi gośćmi.
– Nie sądzi pan, że Willow Road nadano już dostateczny rozgłos? Naprawdę uważa pan za konieczne ponowne rozgrzebywanie tej makabrycznej afery w Beechwood?
– Mówiłem już pani, że zdanie Jacoba Kuleka bardzo się liczy w kręgu badaczy psychiki ludzkiej. Z tego co o nim wiem, nie należy do ludzi, którzy wydają pochopne opinie czy też snują nieuzasadnione spekulacje. Uważa, że mógłbym sobie jeszcze coś przypomnieć z tego, co widziałem w Beechwood. Ja natomiast chciałbym zakończyć to, co” rozpocząłem, i z osobistych powodów udowodnić, że myli się w sprawie tego domu.
– Obiecuję, że dochodzenie utrzymamy w tajemnicy – powiedziała otwarcie Jessica. – Zanim podejmiemy jakieś działania, zdamy pani dokładną relację z tego, co tam odkryjemy.
– Jeśli to zrobicie, a ja poproszę was, żebyście już nie zajmowali się tą sprawą, czy spełnicie moją prośbę?
– Nie mogę tego obiecać, pa
– Od tego, co tam odkryjecie?
– Tak.
Agnes Kirkhope głośno westchnęła i wzruszyła ramionami, a następnie raz jeszcze zaskoczyła ich, mówiąc:
– Świetnie. Tak niewiele spraw może już zainteresować starą kobietę, może to ożywi moje dość nudne życie. Zakładam zatem, że będzie pani opłacała pana Bishopa?
– Tak, oczywiście -. odpowiedziała Jessica.
– Chciałabym wiedzieć, dlaczego Dominie popełnił samobójstwo.
– Nie sądzę, żeby udało nam się to odkryć – powiedział szybko Bishop.
– Prawdopodobnie nie. Ale chyba bardziej niż pan wierzę w tajemnice życia, panie Bishop, pomimo pańskiej profesji. No, ale zobaczymy.
– Więc możemy zaczynać? – spytała Jessica.
– Tak, moja droga, możecie zaczynać. Jest tylko jeszcze jedna sprawa.
Bishop i Jessica jednocześnie się pochylili.
– Macie bardzo mało czasu na zakończenie dochodzenia. Od dziś za cztery dni Beechwood zostanie zburzone.
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Powoli nadchodził zmierzch i mieszkańcy Willow Road nerwowo zasłaniali okna, obawiając się ciemności, która mogłaby zajrzeć do ich domów. Na zewnątrz panował teraz spokój, ulicę opuścili w końcu dzie
Pod numerem 9 De
– Chcę tylko sprawdzić, czy policjanci jeszcze są tutaj – powiedziała, zasłaniając dokładnie okno.
– Nic się już nie zdarzy, Ellen – powiedział poirytowany mąż. – Do diabła, już chyba nic więcej nie może się zdarzyć.
Ellen usiadła obok niego na sofie, obserwując kolorowe sylwetki na ekranie telewizora.
– Nie wiem, to wszystko jest takie dziwne. Nie lubię już tej ulicy, De
– Mamy to już poza sobą. Nie musimy się o nic martwić. Kręciły się tu te wszystkie skurwysyny, ale, dzięki Bogu, usunięto ich za jednym zamachem. Nareszcie będziemy mieli trochę spokoju.
– Oni nie mogli wszyscy być obłąkani, De
– A co ma sens w dzisiejszych czasach. – Na chwilę oderwał wzrok od ekranu i spojrzał na dzieci, które przyglądały się im w napięciu.
– Patrz, co zrobiłaś – zaczął narzekać. – Przestraszyłaś dzieci.
Ukrywając swoją irytację, uśmiechnął się do nich uspokajająco, a następnie powrócił do oglądania telewizji.
Pod numerem 18 Harry Skeates zamknął właśnie za sobą frontowe drzwi.
– Jill, jestem już w domu! – zawołał. Żona szybko wyszła z kuchni.