Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 20 из 42

Podszedł do jej biurka i usiadł. Spojrzała na niego, ale nie przerwała rozmowy. Miała ciemne oczy i bielutkie zęby. Mówiła powoli po hiszpańsku z akcentem ze Wschodniego Wybrzeża, na tyle wolno, że wszystko rozumiał. Mówiła: „To prawda, wygraliśmy, ale on nie zapłaci. Najzwyczajniej odmówił”. Reacher obserwował jej twarz. Była przybita i zakłopotana, mrugała szybko dla powstrzymania gorzkich łez frustracji. Powiedziała: Llamaredĕ nuevo mĕs tarde i odłożyła słuchawkę. „Wkrótce znów zadzwonię”.

Spojrzała przed siebie, zacisnęła oczy i zaczęła głęboko oddychać przez nos, wdech, wydech, wdech, wydech. Otworzyła oczy, wrzuciła akta do szuflady i spojrzała na Reachera.

– Kłopoty? – spytał.

Wzruszyła ramionami, jednocześnie kiwając głową.

– Wygranie sprawy to tylko połowa bitwy – powiedziała. – Czasem znacznie mniej niż połowa.

– Co się stało? Jakiś gość nie chce płacić?

Znów kiwnęła głową.

– Pijany ranczer wjechał na ciężarówkę mojego klienta. Ra

– Nie byli ubezpieczeni?

– Za wysoka składka. Mogliśmy tylko wystąpić bezpośrednio przeciwko ranczerowi.

– Cholerny pech – przyznał Reacher.

– Niewiarygodny – westchnęła. – Doprawdy trudno uwierzyć, przez co muszą przechodzić ci ludzie. Patrol graniczny zastrzelił im najstarszego syna.

– Naprawdę?

Kiwnęła głową.

– Dwanaście lat temu. Byli wówczas nielegalnymi imigrantami. Szli nocą na północ, patrol gonił ich, w końcu zastrzelili najstarszego syna. Rodzina pochowała go i ruszyła w dalszą drogę.

– Nic się nie dało zrobić?

– Żartuje pan? Nielegalnie przekroczyli granicę. Nie mieli żadnych praw. To nie pierwszy taki przypadek. Teraz w końcu się tu osiedlili, otrzymali obywatelstwo w ramach amnestii dla nielegalnych imigrantów, staramy się, by zaufali prawu, a tu nagle spotyka ich coś takiego. Ale zmieńmy temat, co pana do mnie sprowadza?

– Nie chodzi o mnie – rzekł Reacher – tylko o moją znajomą.

– Potrzebuje adwokata?

– Zeszłej nocy strzelała do swojego męża. Bił ją.

– Zabiła go?

Reacher kiwnął głową.

– Na amen.

Wzięła żółty notes.

– Jak się pan nazywa? – spytała.

– Reacher. A pani?

– Alice. Alice Amanda Aaron.

– Powi

Uśmiechnęła się nieznacznie.

– Kiedyś otworzę – powiedziała. – To pięcioletni układ z moim własnym sumieniem.

– Spełnienie powi

– Pokuta. Albo zadośćuczynienie. Za to, że los się do mnie uśmiechnął, że uczęszczałam do Harvardu, że pochodzę z rodziny, dla której dwadzieścia tysięcy dolarów to przeciętny czynsz za lokal firmowy na Park Avenue, a nie sprawa życia i śmierci podczas teksańskiej zimy

– Jest pani w czepku urodzona, Alice.

– Proszę opowiedzieć mi o swojej znajomej.

– Nazywa się Carmen Greer, jej mężem był Slup Greer. Nie bił jej przez ostatnie półtora roku, ponieważ trafił do paki za uchylanie się od podatków. Wczoraj wyszedł na wolność i wrócił do dawnych obyczajów, więc go zastrzeliła, trudno będzie znaleźć dowody i świadków. Nikt nie wiedział o tym, że jest bita.

– Obrażenia? – spytała Alice, notując.

– Dość ciężkie, ale zawsze tłumaczyła, że wi

– Ale to pewne, że mąż ją bił?

– Według mnie, tak. Musi wyjść za kaucją – powiedział Reacher. – Jeszcze dzisiaj.

– Za kaucją?

– Alice wytrzeszczyła oczy.

– Dzisiaj? Mowy nie ma.

– Ale ona ma przecież dziecko. Małą dziewczynkę o imieniu Ellie, sześciu i półletnią…

– To bez znaczenia – odrzekła. – Wszyscy mają dzieci. W takiej sprawie są tylko dwa sposoby na uzyskanie kaucji. Po pierwsze, możemy przeprowadzić całą rozprawę podczas przesłuchania w sprawie kaucji. Ale nie jesteśmy na to gotowi. W tych okolicznościach przygotowanie materiałów zajmie wiele miesięcy.

– Niby w jakich okolicznościach?

– Jej słowo przeciwko reputacji zmarłego. Jeśli nie istnieją świadkowie, będziemy musieli przeanalizować w sądzie akta jej choroby i udowodnić, że obrażenia nie zostały spowodowane upadkami z konia. Ona oczywiście nie ma pieniędzy, w przeciwnym razie nie przyszedłby pan do mnie, będziemy, więc musieli poszukać biegłych, którzy zgodzą się stanąć przed sądem bez honorarium. Nie znajdzie się takich od ręki.

– Więc, co się da zrobić od ręki?

– Mogę przejechać się do aresztu i powiedzieć: „Witam, jestem pani adwokatem, do zobaczenia za rok”. Tyle da się zrobić od ręki.

Reacher rozejrzał się po pomieszczeniu.

– Mówiła pani, że są dwa sposoby.

– Drugi to przekonanie prokuratora okręgowego, żeby się nie sprzeciwiał. Jeśli poprosimy o wyznaczenie kaucji, a on nie wyrazi sprzeciwu, wtedy wystarczy już tylko zgoda sędziego.

– Hack Walker to serdeczny przyjaciel jej męża.

Alice znów opadły ręce.

– Cudownie. Zapomnijmy więc o kaucji.

– Czy weźmie pani tę sprawę?

– No jasne. Zadzwonię do biura Hacka i spotkam się z Carmen. Ale nic więcej na razie nie jestem w stanie zrobić, rozumie pan?

Reacher potrząsnął głową.

– To za mało, Alice – powiedział. – Chcę, żeby pani z miejsca zabrała się do roboty. Żeby sprawa ruszyła natychmiast.

– To niemożliwe. Przez kilka najbliższych miesięcy mój terminarz pęka w szwach.

Przyglądał jej się przez moment.

– Może się jednak dogadamy?

– Dogadamy?

– Mogę odzyskać dwadzieścia tysięcy dla pani hodowców papryki. Jeszcze dziś. W zamian zajmie się pani sprawą Carmen Greer. Dzisiaj.

– Czyżby pan ściągał długi?

– Nie, ale proszę wyobrazić sobie, że wrócę tu z czekiem na dwadzieścia kawałków.

– Jak zamierza pan to zrobić?

– Grzecznie poproszę gościa o wypisanie czeku.

– Myśli pan, że się zgodzi?

– Czemu nie? – odparł. – Kim jest ten ranczer?

Zerknęła na szufladę i potrząsnęła głową.

– Nie mogę tego powiedzieć – rzekła. – To wbrew zasadom.

– Składam propozycję. O nic pani nie proszę.

Spojrzała mu prosto w oczy.

– Muszę na chwilę wyjść do toalety.

Gwałtownie wstała i wyszła. Miała na sobie dżinsowe szorty, była wyższa, niż sądził. Kuse szorty i długie nogi. Do tego ładna opalenizna. Wyszła tylnymi drzwiami na dawne zaplecze sklepu. Wstał natychmiast i wysunął szufladę biurka. Wyjął leżącą z wierzchu teczkę i wyszukał między papierami zeznanie pod przysięgą. W ramce z nagłówkiem „Pozwany” napisano elegancko na maszynie nazwisko i adres. Złożył kartkę na czworo i włożył do kieszeni. Zamknął teczkę, włożył do szuflady i usiadł. Po chwili Alice Amanda Aaron wróciła do swojego biurka.

– Czy jest tu gdzieś biuro wynajmu samochodów? – spytał.

– Może pan wziąć mój wóz – zaproponowała. – Stoi na parkingu za budynkiem.

Sięgnęła do kieszeni kurtki wiszącej na fotelu. Wyjęła kluczyki.

– Volkswagen. W schowku na rękawiczki są mapy. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie znał okolicy. Wziął od niej kluczyki i wsiał.

– Do zobaczenia – powiedział, wychodząc na słońce.

ALICE miała nowego jaskrawożółtego garbusa. Nowojorska rejestracja, a w schowku na rękawiczki był nie tylko stos map. Znalazł tam pistolet model Heckler Koch P7M10 z dziesięciocentymetrową lufą oraz dziesięć naboi kaliber 10 mm.

Reacher odsunął fotel i zapalił silnik. Rozłożył mapy na siedzeniu obok i sprawdził adres ranczera. Ranczo mieściło się na północny wschód od miasta, może z godzinę drogi.

Garbus miał ręczną skrzynię biegów z ostro biorącym sprzęgłem. Dwukrotnie zdławił silnik, nim udało mu się ruszyć. Odjechał z zaułka prawników w kierunku El Paso i znalazł dokładnie to, czego szukał. Każde miasteczko, niezależnie od wielkości, ma przy jednej z ulic szpaler salonów sprzedaży samochodów. Pecos nie było wyjątkiem.