Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 37 из 61

Otworzyłem drzwi boksu i wszedłem do środka; niesłusznie podejrzewałem, że Humber schowa ogon pod siebie i zostawi mnie samego. Zachowywał się równie obojętnie jak zwykle, jak gdyby strach przekraczał jego wyobraźnię. Skutecznie trzymał Mickeya najpierw z jednej strony boksu, a potem z drugiej, kiedy ja zmieniałem ściółkę, i pozostał też niewzruszony na stanowisku, gdy zabierałem niezjedzone jedzenie ze żłobu i stawiałem na miejsce wiadro z przyprawioną wodą. Nie było to łatwe również i dla niego. I zęby, i kopyta Mickeya były bardziej ruchliwe i niebezpieczne niż poprzedniego wieczoru.

W obliczu chłodnego spokoju Humbera bardzo przygnębiająca była konieczność zachowywania się po tchórzowsku, chociaż znacznie trudniej byłoby mi robić to w obecności Adamsa.

Kiedy skończyłem, Humber kazał mi wyjść przodem, a następnie wycofał się sam. Jego nienaga

Zamknąłem drzwi, zabezpieczyłem zasuwkę i robiłem, co mogłem, by wyglądać na całkowicie przestraszonego. Humber patrzył na mnie z niesmakiem.

– Roke – powiedział sarkastycznie – mam nadzieję, że poradzisz sobie z Mickeyem, kiedy będzie na pół śpiący od narkotyków.

– Tak, proszę pana – wymamrotałem.

– A więc, żeby nie wyczerpać twoich mizernych zapasów odwagi, proponuję, żebyśmy przez kilka dni dawali mu narkotyki. Za każdym razem, kiedy będziesz mu dawał wodę, poprosisz mnie albo Cassa i wsypiesz tam środek uspokajający. Rozumiesz?

– Tak, proszę pana.

– W porządku – odprawił mnie ruchem ręki.

Wyniosłem słomę na stertę gnoju i tam przyjrzałem się dokładnie bandażowi, który zrzucił Mickey. Wizykatoria to czerwona pasta. Na próżno szukałem śladów czerwonej pasty na nodze Mickeya, nie było jej też na bandażu. A jednak sądząc z rozmiarów i bólu, jaki sprawiała koniowi rana, powi

Tego popołudnia znów zabrałem Jerry’ego na motocyklu do Posset i obserwowałem, jak radośnie buszował po sklepie z zabawkami. Na poczcie czekał na mnie list od Octobra.

„Dlaczego w ubiegłym tygodniu nie otrzymaliśmy raportu? Pana obowiązkiem jest informować nas na bieżąco o sytuacji”.

Podarłem kartkę, zaciskając usta. Obowiązkiem. Tylko tego było mi trzeba, żeby stracić cierpliwość. Zostałem u Humbera, by znosić pewną odmianę niewolnictwa wcale nie z poczucia obowiązku. Zrobiłem tak dlatego, że byłem uparty i lubiłem kończyć to, co zacząłem, i – choć może zabrzmi to pompatycznie – także dlatego, że naprawdę chciałem, o ile w ogóle było to możliwe, wyrwać brytyjski sport wyścigowy ze szponów Adamsa. Gdyby chodziło tylko o obowiązek, dawno już oddałbym Octobrowi jego pieniądze i zniknął.

„Pana obowiązkiem jest informować nas na bieżąco o sytuacji”. Ciągle jeszcze jest na mnie zły z powodu Patty, pomyślałem posępnie, i dlatego napisał to zdanie. Wiedział, że tak mi dopiecze.

Napisałem swój raport.

„Pański pokorny i posłuszny sługa żałuje, że nie mógł wypełnić swego obowiązku w ubiegłym tygodniu i nie poinformował pana o sytuacji.

Sytuacja ciągle jeszcze jest niejasna, poza pewnym użytecznym faktem. Żaden z tamtej jedenastki koni nie dostanie już więcej dopingu, ale koń o nazwie Six-Ply ma być następnym zwycięzcą. Właścicielem jego jest obecnie pan Henry Waddington z Lewes w hrabstwie Sussex.

Czy mogę prosić o odpowiedzi na następujące pytania:

1. Czy załączony proszek jest rzeczywiście rozpuszczalnym fenobarbitonem?

2. Jakie są fizyczne cechy (szczegółowe) koni wyścigowych Chin-Chin, Kandersteg i Starlamp?

3. Kiedy drużyna Blackburn grając na własnym boisku pokonała Arsenał?”

Pomyślałem sobie zaklejając kopertę i uśmiechając się do siebie, że to powi

Objedliśmy się z Jerrym w kafejce. Byłem u Humbera pięć tygodni i dwa dni, a moje ubrania stawały się coraz luźniejsze.

Kiedy nie mogliśmy już zjeść nic więcej, wróciłem na pocztę i kupiłem mapę autostopową w dużej skali i tani kompas. Jerry wydał piętnaście szylingów na czołg, któremu oparł się poprzednio, i sprawdziwszy najpierw, czy moja dobra wola sięgnie tak daleko, drugi komiks, który miałem mu czytać. I wróciliśmy do Humbera.

Tak mijały dni. Narkotyki w wodzie Mickeya działały zadowalająco, mogłem teraz wysprzątać jego boks i oprzątać go bez większych kłopotów. Cass zdjął mu drugi bandaż i znów nie było żadnych śladów czerwonej pasty. Jednak rany stopniowo zaczęły się goić.

Ponieważ na Mickeyu nie można było jeździć, a kiedy próbowało się go prowadzić wzdłuż jakiejkolwiek drogi, wykazywał znaczny niepokój, trzeba go było codzie

Laska Humbera wylądowała dźwięcznie na ramieniu Charliego we wtorek rano i przez chwilę wyglądało, że Charlie ma zamiar oddać uderzenie. Humber jednak przyglądał mu się zimno i następnego dnia wymierzył jeszcze mocniejszy cios w to samo miejsce. Tego wieczoru łóżko Charliego było puste. Był to już czwarty staje

W czwartek wieczorem na zwykłym obchodzie Humbera pojawił się również Adams. Zatrzymali się przed boksem Mickeya, zadowolili się jednak spojrzeniem przez górną połowę otwartych drzwi.

– Nie wchodź, Paul – ostrzegł Humber – mimo narkotyków on jest ciągle nieobliczalny.

Adams spojrzał na mnie, kiedy stałem przy Mickeyu.

– Dlaczego ten włóczęga zajmuje się koniem? Myślałem, że robi to ten kretyn – wyglądało na to, że jest zły i zaniepokojony.

Humber wyjaśnił, że Mickey ugryzł Jerry’ego i on sam kazał nam się zamienić. Adamsowi dalej się to nie podobało, zdawało się jednak, że powstrzymuje się od komentarzy do czasu, kiedy nie będą słyszani.

– Jak ten włóczęga się nazywa?

– Roke – powiedział Humber.

– Roke, chodź tu, wyjdź z boksu.

– Paul, nie zapominaj, że już nam brakuje jednego staje

Nie były to zbyt pocieszające słowa. Przeszedłem przez boks, nie spuszczając oczu z konia, wyszedłem przez drzwi i stanąłem obok nich, skulony i zapatrzony w ziemię.

– Roke – zaczął Adams przyjemnie brzmiącym głosem – na co wydajesz swoje zarobki?

– Spłaty za mój motocykl, proszę pana.

– Spłaty? Aha. A ile ci jeszcze zostało do zapłacenia?

– Około… e… piętnaście, proszę pana.

– I nie chciałbyś stąd odejść, zanim ich nie spłacisz?

– Nie, proszę pana.

– Jeżeli przestaniesz płacić, to zabiorą ci motocykl?

– Tak, proszę pana, mogą tak zrobić.

– Więc pan Humber nie musi się martwić, że go porzucisz?

– Nie, proszę pana – powiedziałem to powoli, niechętnie, ale tak się złożyło, że zgodnie z prawdą.

– Dobrze – rzekł szorstko. – To wyjaśnia sytuację. – A teraz powiedz mi, skąd bierzesz odwagę, by zajmować się tak niepewnym, na pół szalonym koniem?

– Ale on jest pod działaniem narkotyków, proszę pana.

– Obaj wiemy, Roke, że koń pod działaniem narkotyków to wcale nie znaczy bezpieczny koń.

Nic nie odpowiedziałem. Jeżeli kiedykolwiek potrzebne mi było natchnienie, to właśnie teraz, a mój umysł był zupełnie pusty.

– Nie wydaje mi się, Roke – powiedział miękko – żebyś był tak słaby, jakie robisz wrażenie. Myślę, że jednak masz znacznie więcej bebechów niż te, w które każesz nam wierzyć…

– Nie, proszę pana – odparłem bezradnie.

– A może się przekonamy, co?

Wyciągnął rękę do Humbera, Humber podał mu swoją laskę. Adams uniósł ramię i zręcznie uderzył mnie w biodro.

Jeżeli miałem zostać w stajni, musiałem go powstrzymać. Tym razem po prostu musiałem żebrać. Osunąłem się na posadzkę i usiadłem.