Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 35 из 61

Jedyna kartka papieru znajdująca się pod tym przyciskiem zawierała tylko dzie

Poza biurkiem w kantorze znajdowała się szafa, od podłogi do sufitu, w której mieściły się księgi koni i ubrania w kolorze stajni; stanowczo zbyt mało tego wszystkiego, jak na tak dużą ilość miejsca. Trzy ciemnozielone szafki na akta, dwa skórzane fotele i krzesło obite skórą z wysokim oparciem stały pod ścianami.

Otworzyłem niezamknięte szuflady szafek i szybko przejrzałem ich zawartość. Były tam kalendarze wyścigów, stare rachunki, pokwitowania, wycinki prasowe, fotografie, papiery dotyczące aktualnie trenowanych koni, formularze, listy od właścicieli, zapiski dotyczące transakcji z siodlarzami i dostarczycielami paszy, słowem to wszystko, co znaleźć można w kantorze niemal każdego trenera w kraju.

Spojrzałem na zegarek. Cass zwykle spędzał na obiedzie godzinę. Odczekałem pięć minut, aż wyjechał z podwórza, i miałem zamiar opuścić kantor na dziesięć minut przed jego spodziewanym powrotem. Dawało mi to trzy kwadranse czasu, z czego prawie połowa już upłynęła.

Pożyczając sobie ołówek z biurka i kartkę papieru zająłem się szufladą pełną bieżących dokumentów. Każdy z siedemnastu koni wyścigowych miał osobny skoroszyt, w którym zapisane były wszystkie wydatki poniesione w czasie treningu. Zapisałem imiona koni, niektóre były mi znajome, nazwiska właścicieli i dary przybycia koni do stajni. Kilka koni było tu przez całe lata, ale trzy przybyły dopiero w ciągu ostatnich trzech miesięcy, i jedynie te, jak mi się wydawało, były naprawdę interesujące. Żaden z koni, które dostały doping, nie przebywał u Humbera dłużej niż cztery miesiące.

Te trzy konie nazywały się Chin-Chin, Kandersteg i Starlamp. Właścicielem pierwszego był sam Humber, a dwóch pozostałych Adams.

Odłożyłem księgi rachunkowe na miejsce i spojrzałem na zegarek. Zostało mi jeszcze siedemnaście minut. Kładąc ołówek z powrotem na biurko, złożyłem przepisany spis koni i schowałem do kieszonki mojego pasa na pieniądze. Rząd kieszonek wypełniał się znów piątkami, ponieważ wydawałem bardzo niewiele z zarobionych pieniędzy, ale pas ciągle jeszcze przylegał płasko i niewidocznie poniżej mojej talii pod dżinsami. Bardzo się starałem, aby żaden ze staje

Przeleciałem szybko szuflady z wycinkami prasowymi i fotografiami, nie znalazłem tam jednak żadnej wzmianki o jedenastu koniach i ich sukcesach. Kalendarz wyścigów przyniósł ciekawsze owoce, w postaci ołówkowego krzyżyka przy imieniu Supermana w drugi dzień świąt na gonitwie sprzedażnej, jednak przy najbliższej tego typu gonitwie w Sedgefield nie widniał żaden znaczek.

Największą żyłę złota odnalazłem na dnie szuflady z pokwitowaniami. Był tu jeszcze jeden rejestr rachunkowy w niebieskiej oprawie, gdzie każdemu z jedenastu koni poświęcona była podwójna strona. Pośród tych jedenastu umieszczonych było dziewięć i

Po lewej stronie każdej rozkładówki widoczna była cała wyścigowa kariera konia, a po prawej – dotyczącej jedenastu starych znajomych – szczegóły gonitwy wygranej dzięki pomocy. Poniżej wypisane były sumy pieniędzy, które – jak uznałem – musiały stanowić wygrane Humbera. Sięgały one tysięcy na każdej wygranej gonitwie. Na stronie poświęconej Supermanowi napisał „Strata – trzysta funtów”. Po prawej stronie rozkładówki Old Etoniana nie było sprawozdań wyścigowych, tylko jedno słowo: „zlikwidowany”.

Przez wszystkie strony biegła po przekątnej linia, z wyjątkiem miejsca poświęconego koniowi o nazwie Six-Ply; na końcu przygotowane były dwie rozkładówki, jedna dla Kanderstega, a druga dla Starlampa. Lewe części stron przy wszystkich koniach były zapisane, puste były tylko prawe strony.

Zamknąłem rejestr i odłożyłem go na miejsce. Był najwyższy czas wychodzić, toteż rzuciwszy dokoła ostatnie spojrzenie, by upewnić się, że ułożyłem wszystko tak, jak zastałem, wyszedłem spokojnie niezauważony i wróciłem do kuchni, by sprawdzić, czy jakimś cudem staje

Następnego ranka podczas pora

W środę startował i

Przez cały czwartek niepokoiłem się o Mickeya, ciągle przebywającego na wybrzeżu. Wszystko to wyglądało całkiem rozsądnie. Tego należało oczekiwać od każdego trenera mieszkającego około czterdziestu kilometrów od morza. Morska woda jest dobra na końskie nogi. Ale w jakimś momencie koniom trenowanym przez Humbera przytrafiało się coś, co pozwalało na późniejszy doping, i miałem głębokie podejrzenia, że czymkolwiek było owo coś, to przytrafiało się właśnie w tym momencie Mickeyowi, a ja traciłem jedyną okazję, aby to odkryć.

Zgodnie z rejestrem rachunkowym, Adams był właścicielem czterech koni wyścigowych znajdujących się w stajni, prócz dwóch wierzchowców. Żaden z tych koni nie był znany w stajni pod swoim prawdziwym imieniem, toteż Mickey mógł być każdym z czwórki. Mógł w istocie być Kanderstegiem albo Starlampem. Była nawet nikła szansa, że był właśnie jednym z nich i miał pójść w ślady Supermana. Nic więc dziwnego, że się niepokoiłem.

W piątek rano wynajęty furgon powiózł konia z naszej stajni na wyścigi w Haydock, a furgon Juda i Humbera pozostał na podwórzu aż do obiadu. To byłb zdecydowane odstępstwo od normy, wykorzystałem więc sposobność, by zapisać stan licznika furgonu.

Jud wyprowadził furgon z podwórza w czasie, gdyjedliśmyjeszcze południową papkę, nie widzieliśmy też kiedy wrócił, bo byliśmy wszyscy na treningu galopu, dość daleko od stajni, wpychając z powrotem na miejsce grudki ziemi wykopane z miękkiego gruntu podczas licznych ćwiczeń tego tygodnia. Jednak kiedy wróciliśmy o czwartej na wieczorny obrządek, Mickey stał już w swoim własnym boksie.

Wdrapałem się do szoferki furgonu i spojrzałem na licznik. Jud przejechał dokładnie trzydzieści dwa kilometry. A więc nie dojechał do wybrzeża. Opadły mnie dosyć gorzkie myśli.

Kiedy skończyłem z moimi dwoma wyścigowymi końmi, zabrałem szczotki i widły do boksu czarnego wierzchowca Adamsa i zobaczyłem, że zapłakany Jerry stał oparty o zewnętrzną ścianę boksu Mickeya, obok mojego.

– Co się stało? – zapytałem odkładając narzędzia.

– Mickey… mnie ugryzł – Jerry drżał z bólu i ze strachu.

– Pokaż.

Pomogłem mu wydostać lewe ramię ze swetra, i spojrzałem na obrażenia. W pobliżu łokcia widoczna była purpurowoczerwona kulista pręga. Ślad po mocnym, dzikim ugryzieniu. Pojawił się Cass.

– Co się tu dzieje?

Kiedy jednak zobaczył rękę Jerry’ego, nic nie trzeba było mu tłumaczyć. Zajrzał do boksu Mickeya przez górną połowę drzwi i rzekł:

– Jego nogi były już za słabe, żeby mogła mu pomóc morska woda. Weterynarz powiedział, że trzeba mu przylepić wizykatorię, i zrobił to dziś po południu, kiedy Mickey wrócił. I to jest przyczyna. Czuje się trochę nieswój, ty byś też się tak czuł, gdyby ktoś ci przylepił palący plaster na nogi. Przestań się mazgaić, właź z powrotem do boksu i zajmij się nim. A ty, Dan, wracaj do wierzchowca i pilnuj swojego nosa.

To powiedziawszy odszedł wzdłuż boksów.