Страница 23 из 61
Otworzyłem usta i… zamknąłem z powrotem. Z pewnością przydarzyły się jej, gdzieś indziej, z kimś i
October odezwał się zjadliwie:
– Nigdy jeszcze nie pomyliłem się tak gruntownie. Myślałem, że jest pan człowiekiem odpowiedzialnym… a w każdym razie zdolnym do panowania nad sobą. A nie nędznym lubieżnym zuchwalcem, który bierze moje pieniądze, zdobywa mój szacunek i… zabawia się za moimi plecami, deprawując mi córkę.
Stwierdzenie to zawierało dość prawdy, by mnie ranić, a poczucie winy, jakie miałem z powodu swego idiotycznego zachowania, wcale nie poprawiało sytuacji. Musiałem jednak zastosować jakaś linię obrony, bo przecież nigdy w żaden sposób nie skrzywdziłbym Patty, a ciągle jeszcze nie dokończone było śledztwo w sprawie dopingu. Skoro już doszedłem tak daleko, nie miałem ochoty, by odesłano mnie do domu w niełasce.
Powiedziałem wolno:
– Poszedłem z Patty do stodoły z sianem. Pocałowałem ją raz. Tylko raz. Potem nie dotknąłem jej. Nie dotknąłem żadnej części jej ciała, ani ręki, ani nawet sukienki.
Przez długą chwilę October przyglądał mi się: jego gniew powoli mijał, na to miejsce pojawiało się coś w rodzaju znużenia.
– Jedno z was kłamie – odezwał się wreszcie, niemal spokojnie. – A ja muszę wierzyć mojej córce. – W jego głosie pojawił się niespodziewanie jakiś błagalny ton.
– Rozumiem – powiedziałem, patrząc w dal, w głąb wąwozu. – To w każdym razie rozwiązuje jeden problem.
– Jaki problem?
– W jaki sposób odejść bez referencji.
Było to tak odległe od myśli zaprzątających Octobra, że dopiero po kilku minutach zareagował na moje słowa, i wtedy obrzucił mnie uważnym spojrzeniem spod zmrużonych powiek, którego zresztą nie starałem się unikać.
– A więc ma pan zamiar kontynuować śledztwo?
– Jeżeli nie ma pan nic przeciwko temu.
– Dobrze – powiedział w końcu z westchnieniem. – Zwłaszcza że przeniesie się pan i nie będzie miał więcej okazji widywania Patty. Bez względu na to, co ja osobiście o panu myślę, jest pan ciągle dla nas jedyną nadzieją sukcesu i muszę tu chyba jednak na pierwszym miejscu postawić dobro wyścigów.
October zamilkł. Rozważałem dość ponure perspektywy kontynuowania tego rodzaju pracy dla człowieka, który mnie nienawidził. Jednak znacznie gorsza była myśl o porzuceniu wszystkiego. I to właśnie było bardzo dziwne.
– Dlaczego chce pan odejść bez referencji? – zapytał w końcu October. – W żadnej z tych trzech stajni nie dostanie pan pracy bez referencji.
– Jedyne referencje, jakie pozwolą mi dostać pracę w stajni, do jakiej zamierzam się przenieść, to właśnie brak referencji.
– Do jakiej stajni?
– Do Hedleya Humbera.
– Do Humbera? – powtórzył October z niedowierzaniem. – Ale dlaczego? To bardzo kiepski trener i nie trenował żadnego z tych koni. Jaki sens ma praca tam?
– Nie trenował żadnego z koni w momencie, kiedy zwyciężyły – przyznałem. – Ale trzy z nich przeszły przez jego ręce nieco wcześniej. Jest także facet, który nazywa się P. J. Adams, i który przez jakiś czas był właścicielem sześciu spośród jedenastu koni. Z mapy wynika, że Adams mieszka niecałe szesnaście kilometrów od Humbera. Humber mieszka w Posset, w hrabstwie Durham, a Adams w Tellbridge, tuż za granicą Northumberlandu. To znaczy, że dziesięć z jedenastu koni przez jakiś czas przebywało na tym niewielkim obszarze Wysp Brytyjskich. Żaden z nich nie pozostawał tam długo. Dokumenty dotyczące Transistora i Rudyarda są dość skąpe, jeśli chodzi o początki ich kariery, i nie mam najmniejszych wątpliwości, że dokładne sprawdzenie wykaże, iż te konie także, przez jakiś krótki czas, były pod opieką Adamsa albo Humbera.
– Ale W jaki sposób mogło to mieć wpływ na szybkość tych koni po miesiącach czy latach?
– Tego nie wiem. Ale dowiem się. Zapanowała krótka cisza.
– Dobrze – powiedział niechętnie. – Powiem Inskipowi, że jest pan zwolniony. Za napastowanie Patricii.
– W porządku. Spojrzał na mnie zimno.
– Może pan składać mi sprawozdania na piśmie. Nie mam ochoty więcej pana widzieć.
Obserwowałem, jak odchodził w górę wąwozu. Nie wiedziałem, czy naprawdę wierzył dalej, że zrobiłem to, o co oskarżała mnie Patty, ale wiedziałem, że musi w to wierzyć. Alternatywa, jaką stanowiła prawda, była dużo gorsza. Który ojciec chciałby odkryć, że jego piękna osiemnastoletnia córka jest zakłamaną dziwką?
Uznałem, że w końcu wyszedłem z tego dość obro
Następnego dnia po drugim treningu Inskip powiedział mi dokładnie, co o mnie myśli, i nie byłem tym szczególnie zachwycony.
Udzieliwszy mi publicznej nauczki na środku podwórza (po którym przechodzili staje
Spakowałem swoje rzeczy w sypialni, poklepałem na pożegnanie łóżko, w którym spałem przez sześć tygodni, i zszedłem do kuchni, gdzie chłopcy jedli właśnie południowy posiłek. Jedenaście par oczu skierowało się w moją stronę. W jednych była pogarda, w i
Ale dokąd z Harrogate?
Żaden staje
Tymczasem musiałem gdzieś mieszkać. Autobus dojeżdżał właśnie do Harrogate, kiedy to wszystko obmyśliłem. To musi być gdzieś na północnym wschodzie, żebym miał blisko do lokalnych startów koni Humbera, i w dużym mieście, żebym mógł stać się anonimowy. Za pomocą map i przewodników w bibliotece w Harrogate zdecydowałem się na Newcastle, a dzięki pomocy wyrozumiałych kierowców ciężarówek dojechałem tam późnym popołudniem i znalazłem pokój w hotelu na bocznej ulicy.
Był to ohydny pokój z poodrapywanymi ścianami koloru kawy, zniszczonym linoleum na podłodze, z niskim twardym tapczanem i kilkoma odrapanymi meblami z poplamionej dykty. Dawało się tu wytrzymać jedynie dzięki niespodziewanej czystości i lśniącej, nowej miednicy do mycia w kącie; ale ten właśnie pokój doskonale służył moim celom i zgadzał się z moim wyglądem.
Zjadłem kolację złożoną z ryb i frytek za trzy i pół szylinga, poszedłem do kina i cieszyłem się, że nie muszę oprzątać trzech koni i dwa razy się zastanawiać przed wypowiedzeniem każdego słowa. Moje samopoczucie znacznie się poprawiło dzięki temu, że znowu byłem wolny, i udało mi się nawet zapomnieć o kłopotach z Octobrem.
Rano wysłałem mu przesyłkę poleconą, te drugie 75 funtów, których nie dałem mu w niedzielę w wąwozie, wraz z krótką oficjalną notatką informującą o tym, dlaczego zaangażuję się do Humbera dopiero po pewnym czasie.