Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 61

Rozmowa zaczynała kuleć i zamierała wśród poziewań, więc pogadując jeszcze poszliśmy do łóżek, a ja wzdychałem z ulgą, że przebrnąłem przez ten wieczór nie zwracając na siebie zbytniej uwagi.

Stara

Sparking Plug zwyciężył. Byłem zachwycony. Czekałem na niego przy furtce i poprowadziłem do obszernej zagrody, gdzie rozsiodływano zwycięskie konie.

Czekał tam pułkownik Beckett, oparty na lasce. Poklepał konia, pogratulował dżokejowi, który odpiął siodło i oddalił się w stronę wagi, a do mnie powiedział szyderczo:

– W ten sposób zwraca się chociaż ułamek ceny, za jaką został kupiony.

– To dobry koń i znakomicie przygotowany.

– W porządku. Czy jeszcze czegoś pan potrzebuje?

– Tak. Więcej szczegółów na temat tej jedenastki… Gdzie zostały wyhodowane, co jadły, czy chorowały, w jakich restauracjach zatrzymywali się kierowcy furgonów, kto robił dla nich uprząż, czy były podkuwane na wyścigach, i przez jakich kowali, słowem wszystko.

– Czy mówi pan poważnie?

– Tak.

– Przecież nie miały z sobą nic wspólnego, poza tym, że dostały doping.

– Moim zdaniem pytanie należy sformułować w ten sposób: co wspólnego miały te konie, co umożliwiło doping? – Pogłaskałem nozdrza Sparking Pluga. Był nerwowy i podniecony po zwycięstwie.

Pułkownik Beckett spojrzał na mnie uważnie.

– Będzie pan miał te informacje, panie Roke. Uśmiechnąłem się do niego.

– Dziękuję. Będę się dobrze opiekował Sparking Pługiem. Wygra dla pana pieniądze, które pan na niego wydał, nim skończy karierę.

– Odprowadzić konie – rozległ się głos z głośnika.

Po prawie niewidocznym geście pożegnania, wykonanym przez pułkownika, odprowadziłem konia do wyścigowej stajni, prowadząc go wkoło, zanim nie ostygł.

Tego wieczoru w domu noclegowym było znacznie więcej gości, jako że była to już kolejna noc naszego spotkania. Tym razem nie tylko sprowadzałem rozmowę na doping i słuchałem uważnie wszystkiego, ale spróbowałem wywołać wrażenie, iż nie byłbym skło

Rano w łazience mył się przy sąsiedniej umywalce i odezwał się półgębkiem:

– Czy mówiłeś poważnie wczoraj, że wziąłbyś pięćdziesiąt, żeby pokazać boks?

– A dlaczego nie? – wzruszyłem ramionami. Rozejrzał się lękliwie dokoła. Zachciało mi się śmiać.

– Może będę mógł się skontaktować z kimś, kto chciałby to wiedzieć, za pięćdziesiąt procent.

– Coś sobie chyba uroiłeś – odparłem ostro. – Sto procent… Co ty sobie wyobrażasz, do cholery, że kto ja jestem?

– Dobra… to może za piątkę – pociągnął nosem, opuszczając cenę.

– Nie wiem…

– Już uczciwiej nie mogę – wymamrotał.

– Wskazanie boksu to świństwo – zauważyłem delikatnie, wycierając twarz ręcznikiem.

Spojrzał na mnie zaskoczony.

– I nie mógłbym tego zrobić za mniej niż sześćdziesiąt, jeżeli ty weźmiesz piątkę z tego.

Najwyraźniej nie wiedział, czy roześmiać się, czy splunąć. Zostawiłem go w tym niezdecydowaniu i wyszedłem uśmiechnięty, by zająć się eskortowaniem Sparking Pluga z powrotem do Yorkshire.

5

W piątek wieczorem poszedłem znowu do baru w Sław i wymieniałem z Soupym spojrzenia pełne wyczekiwania.

W niedzielę połowa staje

Przez następny tydzień oprzątałem moje trzy konie, czytałem księgi, rozmyślałem i nie doszedłem do niczego. Paddy zachowywał się wobec mnie zimno, podobnie jak Wally, któremu Paddy niechybnie opowiedział o moim podobieństwie do Soupy’ego. Wally objawiał swą dezaprobatę przydzielaniem mi większej ilości roboty, tak że każdego dnia, zamiast odpoczywać w wolnym zazwyczaj czasie od obiadu do wieczornego obrządku, o czwartej musiałem zamiatać podwórze, przygotowywać paszę, siekać obrok, szykować sieczkę, myć samochód Inskipa albo okna w wolnych boksach.

Robiłem to wszystko bez komentarzy w przekonaniu, że gdyby później był mi potrzebny jakiś powód do szybkiej kłótni i odejścia, mógłbym z powodzeniem skarżyć się na przepracowanie w ciągu jedenastu godzin dzie

Niemniej jednak w piątek w południe wyruszyłem znów ze Sparking Pługiem, tym razem do Cheltenham, i tym razem w towarzystwie nie tylko kierowcy furgonu, ale także Gritsa, jego konia i koniuszego.

Po przyjeździe do wyścigowej stajni dowiedziałem się, że tego wieczora wydawany jest obiad dla najlepszego dżokeja poprzedniego sezonu, toteż wszyscy pozostający na noc staje

Zaprowadziłem go do baru, gdzie grupki staje

– Grits, idź poszukaj sobie dziewczyny do tańca.

– Nie znam żadnej – uśmiechnął się do mnie szeroko.

– Nie szkodzi. Każda chętnie zatańczy z takim chłopakiem. Idź i poproś którąś.

– Nie, wolałbym zostać z tobą.

– W porządku. To napij się jeszcze.

– Jeszcze nie skończyłem tego.

Odwróciłem się do baru, o który byliśmy oparci, i zastukałem moim ledwie napoczętym kuflem o kontuar.

– Dosyć mam tego kompotu – wykrzyknąłem gwałtownie. – Hej tam, barman, podwójną whisky proszę.

– Dan! – Grits przerażony był moim tonem, co było wyraźną miarą mego zwycięstwa.

Barman nalał whisky i przyjął pieniądze. A ja rzuciłem donośnie:

– To może zaraz drugą, skoro już pan tu jest…

Wyczułem raczej niż zobaczyłem, że grupa staje