Страница 45 из 75
– Czy kiedykolwiek mi się to zdarzyło?
Spędziłem wieczór, pochłaniając w hotelu całkiem smaczną kolację i pakując rzeczy Mirandy. Ubranka Dominica, stara
Sądząc po zmianie frontu Nerrity’ego, spodziewałem się, że nie będzie zadowolony z artykułów zamieszczonych w rubrykach biznesowych gazet pora
„Nerrity ocalony przez konia”, „Nerrity wypływa na końskim grzbiecie”, „Nerrity – o jeden koński łeb od bankructwa” – głosiły tytuły. Porywacze, którzy nerwowo przeglądali prasę w poszukiwaniu wzmianek o działalności policji, nie mogli przeoczyć tak złych wiadomości. Wierzyciele skupili się na przebiegu czy
Eagler zadzwonił do mnie do pokoju Mirandy, gdy wciąż jeszcze byłem zajęty lekturą. – Te artykuły… to pańska robota? – zapytał.
– No cóż… tak.
Zachichotał. – Tak mi się wydawało, że wyczuwam czyjąś delikatną ingerencję. Jeżeli chodzi o naszą działalność, przeglądamy teraz ogłoszenia drobne w gazetach, zamieszczone do dwóch tygodni wstecz, sprawdzając wszystkie oferty domów do wynajęcia. Jeszcze dziś będziemy mieli dla pana przygotowaną częściową listę. – Przerwał. – Szczerze mówiąc, pokładam spore nadzieje w pańskim koledze Tonym Vine i bardzo nie chciałbym się zawieść.
– To były członek SAS – oznajmiłem. – Sierżant.
– Aha. – Chyba odetchnął z ulgą.
– Woli pracować nocą.
– Czyli teraz jeszcze pracuje? – Eagler nieomal mruczał ze szczęścia. – Ta pełna lista powi
Umówiliśmy się na określoną godzinę i miejsce, po czym przerwałem połączenie, a kiedy zszedłem na dół na śniadanie, Tony właśnie wchodził, ziewając, przez frontowe drzwi.
Przy bekonie, jajecznicy i kaparach opowiedział mi, czego zdołał się dowiedzieć.
– Czy wiesz, że tu, u wybrzeża, istnieje cały śródlądowy system wodny? Itchenor Creek ciągnie się aż do Chichester. Ale po drodze jest śluza i nasze ptaszki nie mogły przedostać się tamtędy. – Zaczął pałaszować. – Wynająłem łódź wiosłową. Trochę popływałem. To, co robimy, jest, kurka, jak szukanie igły w stogu siana. Są tu dziesiątki, setki domów, które pasują do charakterystyki. Letnie wille. Rezydencje. Czego sobie tylko zażyczysz. A jakby tego było mało, rzeka płynie aż do Hayling Island, gdzie są chyba tysiące małych bungalowów i niezliczone ilości miejsc, gdzie porywacze mogli przesiąść się z łodzi do samochodu i wywieźć szkraba w nieznanym kierunku.
W ponurym nastroju zjadłem tosta i opowiedziałem o liście przygotowywanej przez Eaglera.
– Wobec tego, dobrze – mruknął Tony. – Dziś rano trochę popływam, po południu się prześpię, a wieczorem wezmę się do pracy. Może być?
Pokiwałem głową i podałem mu jedną z gazet. Tony przeczytał wieści ze świata biznesu, popijając herbatę. – Trafiłeś, kurka, w dziesiątkę. Nikt nie mógł tego przeoczyć – zapewnił.
Nerrity na pewno nie przeoczył artykułów. Gerry Clayton zadzwonił z wiadomością, że Nerrity jest wściekły i nalega, abyśmy przestali zajmować się tą sprawą. Nie chce mieć więcej do czynienia z Liberty Market.
– Przyznał, że wyraził zgodę na zasugerowane przez nas rozwiązanie z artykułami do gazet – powiedział Gerry. – Nie sądził jednak, że to nastąpi tak szybko, i zamierzał to odwołać.
– Szkoda.
– Niestety. W tej sytuacji ty i Tony możecie oficjalnie zrezygnować z tej sprawy i wrócić do domu.
– Nie ma mowy – odparłem. – Obecnie pracujemy dla pani Nerrity. Prosiła nas wyraźnie, abyśmy kontynuowali nasze działania.
W głosie Gerry’ego wyczułem rozbawienie. – Spodziewałem się, że może do tego dojść, ale to niestety znacznie utrudni nam dalsze funkcjonowanie. Bądźcie bardzo ostrożni… obaj.
– Się wie – zapewniłem. – Złóż jakieś fajne origami. Spróbuj zrobić łódkę.
– Łódkę?
– Tak, do której można wrzucić małego chłopca, przykrywając go płachtą brezentu lub czegoś w tym rodzaju. Łódkę, która odpłynęła z głośnym pyrkotaniem silnika poprzez szumiące fale przypływu, tak by nikt nie usłyszał płaczu dziecka.
– Czy tak to się właśnie stało? – zapytał ze spokojem Gerry.
– Tak przypuszczam.
– Biedny maluch – mruknął Gerry.
Tony i ja, jak na letników przystało, spędziliśmy cały ranek, pluskając się w wodzie lub wylegując się na plaży, choć dzień nie należał do upalnych, a na plaży nie było tłumów. Policjantka, dziś w białym bikini, przyszła, by popluskać się z nami na płyciźnie, ale powiedziała, że nie udało się jej znaleźć nikogo, kto widziałby uprowadzenie Dominica.
– Wygląda na to, że wszyscy obserwowali pożar żaglówki – dodała z dezaprobatą. – Jedyne, co wiemy na jej temat, to że porzucono ją na plaży w czasie odpływu, a w środku na ławeczce była przypięta kartka z napisem: „Proszę nie ruszać tej łódki, niedługo po nią wrócimy”.
– I nikt nie widział osób, które ją tu pozostawiły? – spytałem.
– Owszem, chłopiec bawiący się na żwirowej plaży, ale powiedział tylko, że byli to dwaj panowie w szortach i jasnopomarańczowych nieprzemakalnych wiatrówkach. Wyciągnęli łódkę na piasek i trochę się przy niej pokręcili, po czym oddalili się wzdłuż plaży na północny zachód. Niedługo potem chłopiec podszedł do żaglówki, zobaczył kartkę, przeczytał, co było na niej napisane, i poszedł na lody. Nie było go na plaży po południu, kiedy łódź spłonęła, czego strasznie żałował. Gdy wrócił, została z niej już tylko sczerniała, wypalona skorupa.Policjantka miała dreszcze, bo zerwał się silny wiatr, a jej ciało przybrało niezdrowy, bladoszary odcień. – Pora założyć sweter i grube wełniane skarpety – rzuciła pogodnie. – Może pogawędzę trochę z kilkoma staruszkami z domu pogodnej starości, nieopodal. – Wskazała dłonią kierunek. – Te starsze panie całymi dniami nie mają nic do roboty, tylko wyglądają przez okno.
Tony i ja pozbieraliśmy nasze rzeczy i wróciliśmy do hotelu, a po południu, gdy niebo całkiem zasnuło się chmurami, były komandos zasnął w najlepsze na łóżku Mirandy.
O piątej wybrałem się do Chichester, aby odebrać od Eaglera listę wynajętych ostatnio domów; nadkomisarz spotkał się ze mną osobiście, wydawał się powolny i nijaki, niespiesznie wśliznął się na fotel pasażera obok mnie.
– Najbardziej obiecująco wygląda tych pierwszych jedenaście – powiedział, wskazując palcem. – To letnie domki stojące nad lub w pobliżu wody i wszystkie wynajęto praktycznie w ostatniej chwili. W lipcu i na początku sierpnia pogoda była naprawdę okropna i do wynajęcia było więcej kwater niż zwykle, a ruch w interesie zrobił się dopiero, kiedy nadeszło ocieplenie.
Polowałem głową. – Nawet Miranda załatwiła sobie pobyt tutaj dosłownie na lulka dni przed przyjazdem na miejsce. W hotelu odwołano rezerwacje ze względu na marną pogodę i były wolne pokoje.
– Ciekawe, co by się stało, gdyby tu nie przyjechała? – rzucił w zamyśleniu Eagler.
– Porwaliby go gdzieś blisko domu.
– Można by przypuszczać, że porywaczom byłoby łatwiej, gdyby zaczekali i uprowadzili malca już po powrocie.
– Porywacze nie próbują ułatwić sobie zadania – odparłem łagodnie. – Planują wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Inwestują też pieniądze. Porywacze uznali, że największe szanse powodzenia będą mieć właśnie tutaj, gdy dziecko znajdzie się wyłącznie pod opieką matki, i założę się, że kiedy opracowali swój plan, czekali cierpliwie przez wiele dni na właściwy moment. Gdyby okazja się nie nadarzyła, pojechaliby za Mirandą do domu i obmyśliliby nowy plan. Albo wrócili do poprzedniego planu, który wcześniej nie wypalił. Nigdy nic nie wiadomo. Jeżeli jednak chcieli go porwać, prędzej czy później musieli dopiąć swego.