Страница 20 из 75
Alessia zwróciła się do mnie: – Czy mogę pana o coś zapytać?
– Śmiało.
– Pytałam taty, ale nie chciał mi powiedzieć, co już w pewnym sensie mówi samo za siebie… – Przerwała. – Czy kiedy mnie pan znalazł, miałam coś na sobie?
– Plastikowy płaszcz przeciwdeszczowy – odparłem wprost.
– Och.
Nie potrafiłem stwierdzić, czy ta odpowiedź ją zadowoliła, czy nie. Przez chwilę była pogrążona w zamyśleniu, po czym rzekła:
– Obudziłam się w domu w sukience, której nie nosiłam od lat. Ciotka Luisa i Ilaria twierdzą, że nie wiedzą, jak to się stało. Czy to tato mnie przebrał? Czy dlatego jest taki zakłopotany?
– Nie spodziewała się pani, że będzie ubrana? – spytałem z zaciekawieniem.
– No cóż… – Zawahała się.
Uniosłem głowę. – Czy przez cały czas tam była pani naga?
Poruszyła się nerwowo na fotelu, jakby chciała zagłębić się w nim i zniknąć z oczu. – Nie chcę… – rzekła i przerwała nagle, przełknęła ślinę, a ja w myślach dokończyłem za nią: „Nie chcę, aby ktokolwiek wiedział”.
– W porządku – zapewniłem. – Nikomu o tym nie powiem. Siedzieliśmy w bibliotece, zapadał zmierzch, żar mijającego dnia powoli wygasał; świeżo wykąpani, przebrani w czyste rzeczy, czekaliśmy, by włączyć się w rutynowy nurt codzie
Zerknęła na mnie z ukosa, chyba wciąż jeszcze nie miała pewności, czy może mi zaufać.
– Co pan tu w ogóle robi? – spytała. – Tato twierdzi, że nie dałby sobie rady przez te wszystkie tygodnie, gdyby nie pan, ale… szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem, o co mu chodzi.
Wyjaśniłem jej, na czym polega moja praca.
– Jest pan takim doradcą?
– Zgadza się.
Zamyśliła się, wodząc wzrokiem od mojej twarzy, przez ręce, z powrotem aż do oczu. Nie potrafiłem przejrzeć jej myśli, ale w końcu westchnęła, jakby powzięła jakąś ważną decyzję.
– No dobrze… wobec tego proszę, aby również mnie pan doradził. Bardzo dziwnie się czuję. To trochę jak se
– To normalna reakcja – odparłem.
– Nie ma pan pojęcia… nie potrafi pan sobie wyobrazić… jak to jest.
– Słyszałem, jak to jest… od wielu różnych osób, od osób takich jak pani, które dopiero co udało się wyrwać z rąk porywaczy. Opowiadały mi wszystko. Najpierw odczuwa się głęboki, porażający szok, nie chce się uwierzyć w to, co się stało. Upokorzenia, jakim człowiek został poddany, łącznie z przemocą fizyczną, miały wywołać lęk i poczucie całkowitej bezbro
Słuchała z przejęciem, początkowo na jej twarzy odmalowało się zdziwienie, zaraz jednak zastąpiła je głęboka ulga. – A więc pan wie. Rozumie pan. Nie potrafiłam powiedzieć… wyrazić słowami… nie chciałam ich denerwować… a poza tym… poza tym…
– Jest pani wstyd – dokończyłem.
– Och. – Jej oczy rozszerzyły się. – N-no tak… Dlaczego?
– Nie wiem, ale prawie wszyscy odczuwają to samo.
– Naprawdę?
– Tak.
Siedziała przez chwilę w milczeniu, po czym spytała: – Jak długo potrwa, nim… zdołam to w sobie przezwyciężyć?
Nie potrafiłem jej odpowiedzieć. – Niektórzy radzą sobie z tym niemal natychmiast – odparłem. – Ale to jest jak z chorobą albo z poważnymi obrażeniami ciała… rany muszą się zabliźnić.
U niektórych proces ten trwał kilka dni, u i
Ilaria weszła do pokoju, ubrana w olśniewającą szkarłatno-złotą togę i zaczęła zapalać lampy.
– W radio właśnie podali, że zostałaś uwolniona – rzekła do Alessi. – Usłyszałam to, kiedy byłam na górze. Wykorzystaj każdą chwilę spokoju, póki jeszcze możesz. Zanim zdążysz mrugnąć, paparazzi zlecą się tu jak muchy do miodu.
Alessia znów skuliła się w fotelu z nietęgą miną. Ilaria zaś, jak pomyślałem z uszczypliwością, celowo wystroiła się na tę właśnie okazję: jeszcze jeden przykład na to, że nie chciała pozostawać w cieniu siostry.
– Czy pańskie rady dotyczą też paparazzi? – spytała słabo Alessia, a ja pokiwałem głową.
– Jeżeli pani sobie życzy.
Mijając mój fotel, Ilaria poklepała mnie lekko po głowie. – Nasz Pan Dobra Rada nigdy nie traci rezonu. I nigdy nie przegrywa.
Zjawił się Paolo Cenci z Luisą, on wydawał się mocno zaniepokojony, ona – jak zawsze roztropna.
– Zadzwonił ktoś ze stacji telewizyjnej – oznajmił Cenci. – Powiedział, że jedzie do nas wóz transmisyjny. Alessia, lepiej zostań w swoim pokoju, dopóki nie odjedzie.
Pokręciłem głową. – To na nic. Będą koczować przed pańską rezydencją i czekać na dogodną okazję. Lepiej mieć to już za sobą. – Spojrzałem na Alessię. – Jeżeli uda się pani… wiem, że to trudne… powiedzieć do nich choć kilka słów, a przy tym jeszcze zażartować, tym szybciej się pani od nich uwolni.
– A to czemu? – spytała, zdziwiona.
– Ponieważ dobre wiadomości mają krótki żywot w mediach. Jeżeli dzie
– Nie wiem… czy potrafię.
– Cały świat chce usłyszeć, że wszystko z panią w porządku – odparłem. – Ludzie chcą odetchnąć z ulgą, widząc uśmiech na pani twarzy. Jeżeli uda się to pani już teraz, powi
Cenci stanął w jej obronie. – Moja córka nie jest histeryczką.
– Rozumiem, o co mu chodzi – rzekła Alessia. Uśmiechnęła się blado do ojca: – Słyszałam, że płacisz temu panu za rady, więc lepiej chyba się do nich stosować…
Gdy tylko się zmobilizowała, cała rodzina urządziła całkiem przekonujący i wiarygodny spektakl, niemal jak prawdziwi aktorzy. Najmniej problemów miały z tym Ilaria i Luisa, Cenci jednak musiał czuć się dość niezręcznie w roli mistrza ceremonii, gdy jak na gospodarza przystało, witał ekipę telewizyjną w progach swego domu, a nawet pomagał przy przesuwaniu mebli i podłączeniu rozstawionych kamer do gniazdek w ścianach.
Druga ekipa telewizyjna zjawiła się, gdy pierwsza jeszcze rozkładała sprzęt, po niej zaś zjawiło się kilka aut z fotoreporterami i dzie
Ilaria uwijała się wśród nich jak szkarłatny ptak, gawędząc w najlepsze, i nawet Luisa, choć jak zawsze trochę rozanielona i nieobecna, zachowywała postawę pełną powagi i dostojeństwa.
Obserwowałem cały ten cyrk zza lekko uchylonych drzwi biblioteki, podczas gdy Alessia siedziała w milczeniu w fotelu, a pod oczami robiły się jej coraz większe sińce.