Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 77 из 83

Reacher pochylił się do przodu, lewą ręką szukając dźwigni fotela. Oparł kciuk poniżej sworznia i nacisnął urządzenie dwoma palcami. Oparcie fotela poleciało do przodu. Użył lewej ręki, aby umieścić je w pozycji poziomej. Przytrzymał. Poduszki wykonały ponowny wydech. Wyciągnął glocka i położył prawą rękę na złożonym oparciu. Przymknął jedno oko i wycelował pięć centymetrów powyżej pępka Le

Nacisnął spust.

Huk wystrzału został stłumiony przez hałas panujący w kabinie. Można go było usłyszeć, lecz nie tak wyraźnie jak w bibliotece. Kula trafiła tamtego w środek tułowia. Reacher pomyślał, że pewnie przeszła na wylot. To nieuniknione, jeśli człowiek strzela z dziewięciomilimetrowego pistoletu z odległości półtora metra. Chociaż Reacher nie odczuwał lęku przed lataniem, wolał nie zniszczyć maszyny. Właśnie dlatego wybrał Le

Le

Reacher przesunął lekko glocka i strzelił ponownie. Tym razem kula trafiła w mostek. Pomyślał, że u faceta tak dużego i starego jak Le

Jednak to kolana, a nie mostek Le

Chociaż wszystko trwało niecałe dwie sekundy, Reacher miał wrażenie, jakby w tym czasie minęły dwa życia. Życie Franza i Orozca. Wszystko działo się pły

Reacher skoczył.

Opuścił oparcie dmgiego fotela i wspiął się na niego niczym nocna zjawa. Olbrzym wyrastający znikąd, rzucający duży cień w niespokojnej pomarańczowej poświacie. Zamarł na chwilę nieruchomo, prawie całkowicie wyprostowany, z głową dotykającą sufitu. W dużym rozkroku, aby zachować maksymalną stabilność. W lewej ręce trzymał SIG-a wymierzonego w twarz Parkera, w prawej glocka wycelowanego w Lamaisona. Oba pistolety były nieruchome, twarz Reachera pozbawiona wyrazu. Śmigło wirowało. Bell w dalszym ciągu wykonywał powolne obroty. Drzwi były nadal szeroko otwarte. Huk silnika, wycie wiatru i zapach lotniczego paliwa.

O’Do

Wszyscy zamarli. Pilot, Parker i Lamaison.

Chwila największego zagrożenia.

Reacher nie mógł oddać strzału do przodu. Zbyt duże było prawdopodobieństwo, że uszkodzi jakąś ważną część kokpitu. Nie mógł odłożyć broni, aby rozwiązać O’Do

Lamaison był nadal przypięty pasami. Podobnie pilot. Gdyby poderwał bella, wszyscy by upadli. Oczywiście musieliby poświęcić Parkera, lecz Reacher nie sądził, aby Lamaison odczuwał wyrzuty sumienia z tego powodu.

Sytuacja patowa.

Gdyby ją wykorzystali, byłoby po nim.

80

Nie połapali się. Nie wykorzystali okazji. Zamiast tego O’Do

Później było już łatwiej.

Pilot zamarł w kokpicie. Bell wisiał w powietrzu. Słyszeli uderzenia śmigła. Maszyna wolno obracała się w miejscu. Drzwi były otwarte. Szerokie i zapraszające. Przytrzymywane przez strumień powietrza. Reacher zacisnął łokieć wokół karku Lamaisona, podciągając go w górę i napinając pasy na ramionach. Odłożył glocka na podłogę i wsunął dłoń do kieszeni, szukając kastetu O’Do

Reacher w dalszym ciągu na ślepo piłował sznurki. Minuta. Dwie. Dixon pomszała ramionami, podsuwając kolejne nitki powrozu i sprawdzając postępy. Lamaison zaczął stawiać coraz silniejszy opór. Był dużym mężczyzną, silnym i dobrze zbudowanym. O grubym karku i szerokich ramionach. Na dodatek wystraszonym. Jednak Reacher był większy, silniejszy od niego i wściekły. Bardziej wściekły, niż Lamaison przerażony. Napiął ramię. Lamaison w dalszym ciągu się szamotał. Reacher przez chwilę zastanawiał się, czy go nie ogłuszyć. Chciał jednak, aby tamten pozostał przytomny, więc nadal mocował się z powrozem. Nagle sznur z sizalu pękł. Dixon uwolniła nadgarstki, odepchnęła się od podłogi i uklęknęła. Reacher podał jej kastet i swojego glocka, a następnie przełożył SIG-a z lewej ręki do prawej.

Od tej pory było już znacznie łatwiej.

Dixon zrobiła mądrą rzecz. Zignorowała kastet i jak syrena przysunęła się do Lamaisona, by po chwili wyciągnąć z jego kieszeni drugiego SIG-a i sprężynowiec O’Do