Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 63 из 83

– Przewróć na koniec – powiedziała Dixon.

Na ostatniej kartce widniały numery FedEx, UPS i DHL. I pełne adresy oraz numery stacjonarnych telefonów dwóch oddziałów dla firmy kurierskiej. Adres szklanego biurowca we wschodnim Los Angeles oraz biura podwykonawcy w Kolorado.

Na koniec, o dziwo, trzeci adres z wydrukowaną tłustym drukiem i podkreśloną adnotacją: „Nie kierować przesyłek na ten adres”.

Trzeci adres wskazywał miejsce, w którym prowadzili działalność produkcyjną.

Fabryka znajdowała się w Highland Park, w połowie drogi pomiędzy Glendale i South Pasadena. Dziesięć kilometrów na północny wschód od centrum, piętnaście kilometrów na wschód od miejsca, w którym mieszkali.

Wystarczająco blisko, aby złożyć wizytę.

– Przejdź do przodu – poleciła Dixon.

Reacher przewrócił kilka kartek. Cała część z numerami wewnętrznymi oddziału produkcyjnego.

– Sprawdź pod „P” – zasugerowała Dixon.

Litera „P” rozpoczynała się od faceta o nazwisku „Pascoe” i kończyła na nazwisku i

– Mamy helikopter – oznajmiła Dixon.

Reacher skinął głową, a po chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech. Przypomniał sobie, jak Dixon wbiega do środka z latarką i pięćdziesiąt sekund później wybiega z budynku pokryta pyłem. Jego stary zespół. Mógłby ich wysłać do Atlanty, a wróciliby z recepturą produkcji coca-coli.

Neagley znalazła teczki personalne wszystkich pracowników ochrony. Dziewięć zielonych teczek. Jedna należała do Saropiana, jedna do Tony’ego Swana. Reacher je pominął. Po co miałby do nich zaglądać? Zaczął od najważniejszego – Allena Lamaisona. Do wewnętrznej strony pierwszej kartki przyczepiono zdjęcie wykonane polaroidem. Lamaison był krępym facetem o grubym karku, z ciemnymi pozbawionymi wyrazu oczami i ustami, które wydawały się zbyt małe w stosunku do szczęki. Na następnej kartce znajdowały się dane osobowe, informujące, że gość odsłużył dwadzieścia lat w policji Los Angeles, w tym ostatnich dwanaście w wydziale kradzieży i zabójstw. Miał czterdzieści dziewięć lat.

Po nim byli dwaj i

Drugim był facet w kurtce przeciwdeszczowej. Parker. Czterdzieści dwa lata, były glina z Los Angeles. Wysoki, szczupły, o bladej, zaciętej twarzy, którą zniekształcał złamany nos.

– Wszyscy są byłymi gliniarzami z Los Angeles – rzekła Neagley. – Z danych wynika, że wszyscy odeszli mniej więcej w tym samym czasie.

– Po jakimś skandalu?

– Skandale są zawsze. Statystycznie rzecz biorąc, trudno odejść z policji w okresie, który byłby ich pozbawiony.

– Czy twój człowiek w Chicago może zdobyć historię ich zatrudnienia?

Neagley wzruszyła ramionami.

– Możemy się włamać do ich komputera. Oprócz tego znam tam kilku ludzi. Mogę popytać.

– Co leżało na podłodze w gabinecie Berenson?

– Nowy wschodni dywan. Perski, niemal na pewno podróbka z Pakistanu.

Reacher skinął głową.

– W gabinecie Swana jest podobny. Muszą być we wszystkich pokojach członków zarządu.

Neagley wyciągnęła komórkę i nagrała się na pocztę głosową swojego asystenta w Chicago. Reacher odłożył teczkę Parkera i sprawdził fotografie czterech pozostałych ochroniarzy. Następnie zamknął teczki i stara

– Dziś w nocy widziałem tych pięciu – powiedział.

– Jacy są? – zapytał O’Do

– Kiepscy. Wolni i głupi.

– Gdzie byli dwaj pozostali?

– Pewnie w Highland Park. Tam gdzie jest towar. O’Do

– Jak mogliśmy stracić czterech ludzi w starciu z tak ofermowatymi gliniarzami?

– Nie mam pojęcia – odparł Reacher.

65

W końcu, tak jak przeczuwał, otworzył teczkę z danymi osobowymi Tony’ego Swana. Zatrzymał się na fotografii zrobionej polaroidem. Zdjęcie miało rok i daleko mu było do fotografii studyjnej, chociaż było znacznie wyraźniejsze od zdjęcia, które otrzymał od Curtisa Mauneya. Chociaż Swan odszedł z armii dziesięć lat temu, miał włosy krótsze niż wtedy. Wśród rekrutów panowała moda na golenie głowy, lecz oficerowie jej nie ulegali. Swan miał zwyczajną fryzurę z przedziałkiem. Wraz z upływem czasu włosy się przerzedziły i zmienił uczesanie na krótkiego jeża. Kiedyś jego włosy miały kasztanowobrązową barwę, teraz były przyprószone siwizną. Reacher zauważył wory pod oczami oraz fałdy tłuszczu i mięśni w okolicy szczęki. Kark wydawał się jeszcze szerszy niż kiedyś. Reacher był zdumiony, że ktoś produkuje koszulki z takim kołnierzykiem. Wielkości opony samochodowej.

– Co teraz? – zapytała Dixon, przerywając milczenie. Reacher wiedział, że w rzeczywistości nie było to pytanie. Chciała, aby przestał czytać. Pragnęła oszczędzić mu cierpienia. Zamknął teczkę i rzucił ją na łóżko z dala od i

– Musimy ustalić, kto wiedział i kto leciał – odpowiedział Reacher. – Pozostali będą mogli pożyć trochę dłużej.- Kiedy to ustalimy?

– Dzisiaj. Ty i Dave rozejrzycie się w Highland Park. Neagley i ja wrócimy do wschodniego Los Angeles. Za godzinę. Odpocznij i spraw się na medal.

Reacher i Neagley opuścili motel o piątej rano. Pojechali dwiema hondami, jedną ręką prowadząc, drugą trzymając telefon i rozmawiając, jak ludzie dojeżdżający do pracy. Reacher powiedział, że jego zdaniem po telefonie alarmowym Lamaison i Le

Neagley przyznała mu rację. Bez pytania zrozumiała, jaka jest następna część planu. Między i

Zaparkowali w odległości stu metrów od siebie, na różnych ulicach, tak aby nie rzucać się w oczy. Słońce podniosło się nad horyzontem i wstał szary świt. Reacher zaparkował pięćdziesiąt metrów do budynku New Age i widział słabe odbicie swojego samochodu w szklanych panelach. Małego, dalekiego i anonimowego. Jednego z setek, które stały w pobliżu. W okolicy zniszczonej recepcji zauważył ciężarówkę z platformą. Stalowa lina sięgała do środka, w mrok. Parker nadal tam był w swojej kurtce przeciwdeszczowej. Kierował operacją. Miał do pomocy jednego ochroniarza. Reacher odgadł, że trzej pozostali zostali odesłani do Highland Park, aby wspomóc Lamaisona i Le

Lina ciężarówki z platformą szarpnęła i naprężyła się, jakby coś ciągnęła. Po chwili z holu wyłonił się tył ciemnoniebieskiego chryslera. Znacznie wolniej, niż do niego wjechał. Miał zarysowaną karoserię i uszkodzony przód. Przednia szyba pękła i lekko zapadła się do środka. W sumie samochód był w całkiem niezłym stanie. Delikatny i słaby jak młotek. Gdy wóz stanął na platformie, kierowca unieruchomił jego koła i odjechał. Kiedy tylko zniknął, do środka wjechał i