Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 24 из 83

– Co teraz? – zapytał O’Do

– Podjedziemy autobusem do terminalu i złapiemy taksówkę. Później wypiszemy się z hotelu i pojedziemy mustangiem. W tym czasie Reacher znajdzie nowy hotel i zacznie się bawić tymi liczbami. W porządku?

Reacher nie odpowiedział. Wpatrywał się w drugi koniec parkingu, w pomieszczenie biura, w którym za szklanymi drzwiami stała kolejka oczekujących.

Uśmiechał się.

– Co jest? – zapytała Neagley. – Powiedz, co zobaczyłeś.

– Jest w środku – wyjaśnił Reacher. – Czwarta w kolejce. Widzisz ją?

– Kogo?

– Niską czarnowłosą kobietę? Jestem pewien, że to Karla Dixon.

23

Reacher, Neagley i O’Do

Najwyraźniej poczuła na sobie ich wzrok, bo odwróciła się i spojrzała, nie zdradzając żadnych uczuć, jakby widziała ich nie kilka lat, lecz kilka minut temu. Uśmiechnęła się z odrobiną smutku, jakby przeczuwała, co się stało. Po chwili wskazała głową na pracowników za ladą, jakby chciała powiedzieć: Zaraz do was dołączę, sami wiecie, jacy są cywile.

Neagley i O’Do

– Nie ma w tym nic biblijnego – odparł Reacher. – Nasze przypuszczenia okazały się błędne. To wszystko.

Do biura wrócił czwarty pracownik i zajął stanowisko za kontuarem. Chociaż jeszcze przed chwilą Dixon była trzecia w kolejce, została obsłużona w ciągu trzydziestu sekund. Reacher zauważył różowe mignięcie prawa jazdy z Nowego Jorku i platynowe – karty kredytowej przechodzącej z rąk do rąk. Pracownik przygotował, a Dixon podpisała kilka dokumentów, by po chwili odebrać wypchaną żółtą kopertę wraz z kluczykami. Przytrzymała aktówkę, podniosła walizkę i ruszyła do wyjścia. Po chwili była na chodniku. Stanęła przed Reacherem, Neagley i O’Do

– Przepraszam, że spóźniłam się na przyjęcie. Widzę, że impreza ma nieco i

– Co wiesz? – zapytał Reacher.

– Dostałam jedynie twoje wiadomości. Nie chciałam czekać w Nowym Jorku na bezpośrednie połączenie. Chciałam wyruszyć od razu. Pierwszy lot był z przesiadką w Las Vegas. Musiałam czekać dwie godziny na następny samolot. Wykonałam kilka telefonów i po węszyłam. Sprawdziłam to i owo. Okazało się, że Sanchez i Orozco zaginęli. Można by odnieść wrażenie, że jakieś trzy tygodnie temu zniknęli z powierzchni ziemi.

24

Firma Hertz wypożyczyła Dixon forda 500, przyzwoity, czteromiejscowy samochód. Zapakowała rzeczy do bagażnika i usiadła za kierownicą. Neagley zajęła miejsce obok niej, a Reacher i O’Do

– Wszystko jasne – rzekł Reacher. – Zostało nas czworo.

Przez pięć kolejnych minut mówiła Neagley. Złożyła koleżance przejrzysty raport. Bez zbędnych słów, nie pomijając szczegółów. Przedstawiła wszystkie twarde dowody i spekulacje, poczynając od telefonu Angeli Franz. Streściła raport z sekcji zwłok Franza, opisała mały domek Franza w Santa Monica. Przewrócone do góry nogami biuro w Culver City. Wspomniała o plikach zapisanych na pendrive’ach. Budynek firmy New Age Defense Systems. Przybycie O’Do

– Udało się nam rozwiązać przynajmniej ten problem – zauważyła Dixon. – Nikt nas nie śledzi, więc możemy założyć, że ten samochód jest czysty.

– Jakieś wnioski? – zapytał Reacher.

Dixon zastanawiała się przez czas potrzebny do pokonania trzystu metrów zatłoczonego bulwaru. Skręciła w Czterysta Piątą, a następnie wjechała na autostradę prowadzącą do San Diego, ruszyła nią jednak na północ do Sherman Oakes i Van Nuys.

– Jeden – odpowiedziała. – Nie sądzę, aby Franz zadzwonił tylko do niektórych, ponieważ pozostałych uznał za niedostępnych. Nie sądzę również, że zlekceważył problem, nie zawiadamiając pozostałych. Był na to zbyt inteligentny. I zbyt ostrożny. Wiecie, miał żonę i dziecko. Uważam, że powi

– Masz na myśli coś konkretnego? – zapytał Reacher.

– Nie. Szkoda, że zniszczyliście zawartość tamtych pendrive’ów. Wiedzielibyśmy, jakie informacje były nowe lub i

– Musi chodzić o nazwiska – powiedział O’Do

– Liczby też bywają twardymi faktami – zauważyła Dixon.

– Oślepniesz, próbując dopatrzyć się w nich jakiegoś sensu.

– Może tak, a może nie. Czasami do mnie przemawiają.

– Te nie przemówią.

W samochodzie zapanowała cisza. Na drodze nie było większych korków. Dixon przemknęła przez skrzyżowanie Czterystapiątki z Dziesiątką.

– Dokąd jedziemy? – zapytała.

– Proponuję Chateau Marmont. To spokojny hotel na uboczu.

– Na dodatek bardzo drogi – zauważył Reacher. Coś w jego głosie sprawiło, że Dixon spojrzała do tyłu.

– Reacher cienko przędzie.

– Nie jestem zaskoczona – odparła Dixon. – Nie pracuje od dziewięciu lat.

– Nie przepracowywał się także wtedy, gdy służył w wojsku – dodał O’Do